• 2014
  • Listopad
  • Apel do pana burmistrza Słupcy

    Zwracam się do nowego (starego) burmistrza Słupcy, by po zakończonej kampanii wyborczej i wygranych wyborach oraz po krótkiej przerwie wziął się za ustawienie parkometrów w mieście. Nigdy bym się o to nie podejrzewał, ale mam już dość szukania wolnego miejsca parkingowego.

    Robienie zakupów, albo załatwianie spraw bankowych lub urzędowych w tym mieście jest udręką. Przyznam szczerze, że wolę jechać na zakupy do centrów handlowych w Koninie, Gnieźnie czy Poznaniu, bo tam zawsze znajdę miejsce na postój, a przy okazji mam większy wybór.

    Błagam, proszę, burmistrzu Słupcy, zrób coś z tym, by to miasto było przyjemne dla klientów sklepów, banków, urzędów i przedsiębiorców. Jesteśmy świeżo po wyborach, więc to najlepszy czas, by wprowadzić niepopularne zmiany. Do kolejnej kampanii wyborczej wszyscy zapomną, a śmiem nawet twierdzić, że zmiany zostaną zauważone i docenione przez mieszkańców. – Do tego czasu przyzwyczają się do płacenia, zauważą różnicę, a na końcu pochwalą Pana decyzję!

  • Październik
  • Przychodnia „Medyk” w Słupcy czyli dla kogo…?

    Przychodnię „Medyk” w Słupcy przeniesiono na ulicę Berlinga. W sumie oprócz lokalizacji i komfortu w poczekalni nic się nie zmieniło. Główna rzecz, która do dziś nie została poprawiona, albo jak kto woli zmieniona, to sposób rejestracji. Jeśli chcesz udać się na wizytę w poniedziałek, to w poniedziałek rano musisz się zarejestrować. Nie ma możliwości zarejestrowania się na „jutro”.

    To duże utrudnienie dla kogoś, kto pracuje. Jesteś w pracy, dzwonisz do lekarza i nie wiesz czy uda Ci się zarejestrować, a jeśli się uda, czy szef pozwoli na urlop od teraz. W dodatku połączenie się telefoniczne z rejestracją graniczy z cudem. Albo telefon jest zajęty, a jak nie jest, to nikt nie odbiera. Gdy już uda Ci się dodzwonić do rejestracji około godziny 9, to recepcjonistka miłym głosem odpowie Ci, że nie ma już numerków.

    Wnioski z tego mam takie, że do lekarzy obsługujących w „Medyku” warto jest zapisać się wtedy i tylko wtedy, jak jesteś na bezrobociu, emeryturze lub rencie. W innym przypadku, to strata czasu, nerwów i brak możliwości spotkania z lekarzem pierwszego kontaktu.

    Gdyby ktoś w „Medyku” nie wiedział jak rozwiązać problem, to z chęcią pomogę. – Usadźcie jedną z pań w rejestracji przy telefonie i niech je w końcu odbiera i rejestruje pacjentów. A jeśli kadra jest zbyt mała by zadowolić pacjentów, to zatrudnijcie jeszcze jedną osobę na pół etatu, by odbierała telefony do godziny 10 i już.

    W tej chwili, aby udało Ci się dostać do lekarza, musisz stawić się osobiście w rejestracji przed godziną ósmą i przyjść do lekarza na godzinę, na którą uda Ci się zarejestrować. Ta opcja jest nie do zaakceptowania dla mieszkańców Słupcy, nie mówiąc już o mieszkańcach gminy.

    Czy ktoś zauważy ten problem? Skoro od kilku lat sposób rejestracji wygląda tak samo, widocznie nie jest to problemem dla samej przychodni, a dyskomfort pacjentów jest dla pracowników przychodni „Medyk” nic nie znaczącą informacją. To przykre i żenujące, że pacjenci są tak traktowani i bardzo dziwne, że ta przychodnia w ogóle jeszcze działa…

    Referendum, czyli na co wydać 100 tysięcy złotych?

    Do 18 października mieszkańcy Słupcy mogą wybrać, na jaki cel przeznaczyć pieniądze z budżetu obywatelskiego na 2015 rok. Głosować można na trzy sposoby. – Wysyłając ankietę przez internet; – Wrzucając głos do urny w Urzędzie Miasta; – lub wysyłając pocztą. Więcej na ten temat znajdziesz na stronie miasto.slupca.pl.

    Fajnie, że ludzie mają możliwość wyboru przeznaczenia pieniędzy. Mam jednak nieodparte wrażenie, że 100 tysięcy to troszkę małe pieniądze, jak na 13 tysięczne miasteczko. Może się czepiam, ale pieniądze sołeckie dla wsi, w której jest 100 mieszkańców wynosi 10 tysięcy złotych…

    Fakt faktem, że pieniądze są, a obywatele mogą głosować. Pewnie projekty możliwe do wyboru jednych połączą, a innych podzielą. Zobaczmy więc na co możemy głosować:

    wybor

    Zacznijmy od największego absurdu, albo raczej od zadania sobie pytania, co to jest StreetWorkout? – Nie jestem starym zgredem, ale nie obyło się bez użycia internetu. A jak mają to zrozumieć ludzie starsi, którzy z internetem nie są na „ty”? Po pierwsze na karcie powinno być dokładnie opisane, co to jest. Po drugie, tego typu instalacje mamy w parku, więc nie wiem czy potrzebnie by było tworzyć coś takiego w blokowiskach?

    Trzecia opcja to „bezpieczny chodnik – bezpieczeństwo pieszych – pozytywny wizerunek miasta”. – Mój Boże. To miasto powinno dbać o swój wizerunek i jeśli wie, że ten chodnik jest tak potrzebny dla poprawienia wizerunku miasta i bezpieczeństwa ludzi, to on już tam powinien być. Czy jest coś ważniejszego? – Ta opcja jest zbyt egoistyczna.

    Opcja czwarta. „Słupca – miasto ukochane przez orkiestrę promowane”. Mówiąc wprost, promowanie orkiestry dętej OSP w Słupcy. Prościej mówiąc, zorganizowanie koncertów. – Przepraszam, ale wydamy na ten cel 50 tysięcy złotych, zorganizujemy koncerty i co?…

    Opcja 7. „Kolejny etap budowy kanalizacji w ulicy Słowackiego w Słupcy”. – Brzmi jak okrutny żart. Ej, Stachu, Rychu, zagłosujcie na kanalizację dla ulicy Słowackiego. – A gdzie to jest i kto to będzie widział?! Takimi rzeczami zajmuje się miasto, a nie fundusz obywatelski. To powinno być jasne i oczywiste nie tylko dla mnie.

    Opcja 8. „Słupeckie Centrum edukacji dla bezpieczeństwa” (Kursy, warsztaty, szkolenia z pierwszej pomocy). To jest jeden z tych przykładów, dla których wydawanie pieniędzy jest najmniej skuteczne i co ważne najmniej potrzebne. Ciekawe kto z mieszkańców poszedłby na szkolenie z pierwszej pomocy? Pewnie kursy wyglądałyby tak, jak wyglądały kursy komputerowe dla „opornych”. Po jego ukończeniu, dostawało się certyfikat ukończenia kursów, a uczeń do dziś nie wie, którym guzikiem uruchomić komputer. To naprawdę zły pomysł.

    Na koniec pozostawiłem opcję 1. – Montaż stojaków do rowerów przy budynkach użyteczności publicznej… Opcja 5. – Promenada nad Jeziorem Słupeckim… Opcja 6. – Plac zabaw dla dzieci. – Tylko te trzy projekty wydaja się mieć głęboki sens. Stojaki na rowery, rzeczywiście są potrzebne. Rowery przy bankach i urzędach przypinane są do barierek, słupków i drzew. Wygląda to niezbyt ciekawie… Plac zabaw dla dzieci, to dobry pomysł, ale czy jest sens stawiać go tam, gdzie już jeden jest? Warto by kolejnym razem zastanowić się nad lokalizacją….

    Promenada nad Jeziorem Słupeckim wydaje mi się najfajniejszą opcją. Miejsce dla pieszych i rowerzystów. Fajna lokalizacja, piękne widoki, upiększenie miejsca wartego uwagi i przyciągnięcie ludzi. W przyszłości można by tak ustawiać place zabaw, StreetWorkout… Do tej promenady za 87 tysięcy, można by dołożyć stojaki na rowery w miejscach użyteczności publicznej za 13 tysięcy, co daje okrągłe 100 tysięcy. – To według mnie najlepsze opcje.

    A Ty jak uważasz, co będzie najlepsze dla miasta i ludzi? Weź sprawy w swoje ręce i głosuj. Masz czas do 18 października.

  • Wrzesień
  • Wydział Komunikacji czynny do godziny 15:00!

    W Polsce nadal żyjemy w przeświadczeniu, że petent jest dla urzędnika, a nie odwrotnie. Choć minęło ćwierć wieku od upadku komunizmu, nadal tkwimy w urzędowej komunie. Szczególnie mam na myśli Wydział Komunikacji w Słupcy, w którym grzeczność urzędników jest na poziomie z tym, który występuje w filmach Barei.

    Gdyby tego było mało, przyjmują petentów w poniedziałki od 8:00 – 16:00, a od wtorku do piątku od 8:00 – 15:00. Oznacza to mniej więcej tyle, że jeśli chodzisz do pracy na dwie zmiany i akurat idziesz na tą drugą, to masz 6 godzin na załatwienie sprawy. Jeśli chodzisz na pierwszą zmianę, masz godzinę lub dwie. Jeśli jednak pracujesz w godzinach dziania urzędu, to musisz wziąć wolne w pracy.

    Nie wiem dlaczego, ale mam wielką nadzieję, że to się zmieni. Urząd powinien być czynny przynajmniej do godziny 17:00, jak większość sklepów. Można by łatwo załatwić sprawę, nie pędząc z pracy na łeb na szyję, albo brać urlop by stać w Wydziale w kolejce. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że jestem tylko nic nie wartym podmiotem dla ludzi pracujących w tym urzędzie, więc jakiekolwiek zmiany związane z udogodnieniem dostępu do niego, jest tylko moim skromnym i będzie niespełnionym marzeniem.

  • Maj
  • Droga do Powidza

    Od czasu do czasu, szczególnie w sezonie letnim zdarza mi się wyskoczyć nad jezioro do Powidza. Niekiedy przejeżdżam przez Powidz udając się do Gniezna. Muszę z przyjemnością stwierdzić, że ta wieś położona jest w wyjątkowo malowniczym miejscu. Jezioro, lasy, pagórki, wyjątkowy cmentarz (szczególnie 1 listopada), przytulny ryneczek. Miejsce turystyczne, które w sezonie letnim oblegane jest przez turystów z całego kraju. Ma jednak wady. – Dojazd do niego to istny koszmar i to ze wszystkich stron.

    Jadąc od strony Strzałkowa spotkamy się z brutalną rzeczywistością. Otóż droga wojewódzka to betonowe płyty, po których przejazd kojarzy się raczej z pociągiem (tudum tudum). Odcinek ten to kilka kilometrów nierównej nawierzchni. Do dziś tłumaczy się jakość tej drogi ulokowaną w lasie powidzkim jednostką wojskową i już sam nie wiem, czy to wojsko to dla Powidza przywilej, czy klęska.

    Dojazd do Powidza od strony Orchowa to kolejny dramat kierowców. Co prawda las wymógł, że droga jest kręta. Jednak stan nawierzchni szczególnie po zimie jest katastrofalny. Zdarzają się czasami dziury o szerokości 50 i głębokości 30 centymetrów. Lepiej ma się droga od strony Witkowa, która została gruntownie zmodernizowana. Jednak 2 kilometry przed Powidzem znów natrafimy na fatalna nawierzchnię.

    Chciałbym więc złożyć kondolencje dla mieszkańców Powidza, a w szczególności tym, którzy dojeżdżają do pracy w Słupcy. Zawieszenie samochodu dostaje w kość, a amortyzatory są do wymiany co roku. Nie dziwię się też, że dojazd autobusem do Powidza jest niemal niemożliwy. Choć likwidacja połączeń autobusowych jest tendencją ogólnokrajową, to na tej trasie złomy PKS Konin mogłyby wyzionąć ducha.

    Co gorsze, nie ma co liczyć, że stan tych dróg, a szczególnie drogi wojewódzkiej zmieni się na lepsze. Najdziwniejsze jest to, że najlepszą drogą dojazdową z Powidza do Słupcy, to ta najmniej popularna. – Z Powidza do Giewartowa przez jezioro, a dalej z Giewartowa do Słupcy w miarę komfortową drogą asfaltową.

  • 2013
  • Grudzień
  • Powiat słupecki

    W „Kurierze Słupeckim” podano kwoty jakie potrzebne są do utrzymania urzędów. Interesuje mnie konkretnie jeden – powiat. Z artykułu wynika, że dochody wynoszą prawie 62 mln złotych i mniej więcej tyle samo wydatków. Zastanawiam się na co idą te pieniądze i okazuje się, że w 1/8 to wydatki na pensje i utrzymanie urzędu.

    Według mnie, coś takiego jak Starostwo Powiatowe nie powinno w ogóle istnieć fizycznie – mam na myśli budynek i jego pracowników. Powiat powinien być tylko kreską na mapie, by każdy mieszkaniec wiedział do jakiego należy szpitala, do którego ZUS-u, „Skarbówki” czy w przypadku rolników Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. A pretensję mam nie dlatego, że mam jakieś „widzi misie”, ale dlatego, że ten urząd istnieje tylko po to, by pozyskiwać pieniądze i nic nie robić. Gdybyście nie wiedzieli, o czym mówię to podpowiadam. – Jeśli jedziecie drogą, która została zrobiona 20 lat temu, a w tej chwili dziury na niej są tak duże, że trzeba jechać 20 km/h tzn., że jedziesz drogą powiatową.

    Nie rozumiem jak to się dzieje, że dochód Starostwa Powiatowego w Słupcy wynosi 61,7 mln złotych, a wydatki to 60,9 mln złotych. Inwestują chyba tylko w strony internetowe, broszury, ulotki i w siebie. Nie ma innego wytłumaczenia. Weźmy np. taką Gminę Słupca. Dochody ma na poziomie 23 mln złotych i prawie tyle samo wydatków. Tylko, że gmina rzeczywiście buduje drogi, chodniki czy kanalizację. Ba! Gmina Słupca nawet przejęła drogę od „powiatu” w miejscowości Korwin, by zrobić tam asfalt. Powiat nie zrobiłby tego w najbliższym czasie, a mówiąc wprost – nie zrobiłby tego nigdy!

    Większość mieszkańców powiatu nawet nie wie gdzie jest Starostwo Powiatowe. A dlaczego? Bo tam nie ma nawet po co iść. Ludzie w tym także ja, nawet nie wiedzą co można tam załatwić. Dobra, może ta niewiedza to wina tych, którzy się nie doinformowali, ale fajnie by było, gdyby jakaś inicjatywa ze strony Starosty Powiatowego wyszła poza swoje kręgi i informowano mieszkańców – po co są i co robią. W końcu istnieją dla nas, a jak napisano w konstytucji sejmowej z 1505 roku „nic o nas bez nas”.

    Jestem przekonany, że pieniądze jakie przeznaczone są na działanie „powiatów” lepiej by były użyte ze strony Urzędu Miasta czy Urzędu Gminy, które doskonale wiedzą jakie są potrzeby podlegających im mieszkańcom. Powiat to dla zwykłego obywatela pralka pieniędzy, która wiruje to w jedną, to w drugą stronę, a pieniądze tam pompowane wylatują jak z pralki – do kanalizacji, albo jak kto woli do szamba…

  • Listopad
  • Debata z Policją

    Jak donosi „Kurier Słupecki”, 5 grudnia każdy mieszkaniec powiatu słupeckiego będzie mógł zgłosić swoje uwagi dotyczące bezpieczeństwa i pracy policji. Tego typu debata z wydawałoby się hermetycznie zamkniętą policją, z otwartymi na dyskusję mieszkańcami uznaję za świetne wydarzenie. Fajnie, że ktoś wysłucha uwag zwykłego „Kowalskiego”, któremu od niesprawiedliwości policyjnej aż huczy w głowie.

    Sam z chęcią wybrałbym się na tego typu spotkanie i wytknął słupeckiej policji tylko jedno zastrzeżenie do ich pracy. Dlaczego, za każdym razem gdy jadę ulicą Franciszka Ratajczaka (koło straży i targowiska) do skrzyżowania z ulicą Powstańców Wielkopolskich, radiowóz policyjny stoi na poboczu i czyha na kierowców jak wygłodniały wilk na zająca?

    Na skrzyżowaniu tych ulic postawiono znak STOP i teraz niemal całe dnie policja stoi tam i wyłapuje przestępców drogowych. Nie będę się kłócił z tym, czy znak jest tam postawiony słusznie czy nie, ale ten czekający radiowóz sprawia, że mam zastrzeżenia co do jego słuszności. Wcześniej takie „niebezpieczne” skrzyżowanie mieściło się na dwóch ulicach jednokierunkowych – Adama Mickiewicza (koło Publicznej Biblioteki) i Parysa. Znak „stop” wreszcie stamtąd zdjęto i zastanawiam się czy dlatego, że policjanci mieli tam kiepskie miejsce do postoju, czy wreszcie ktoś zobaczył w tym absurd?

    Ciekawe jak długo akcja „stop” przestępcom drogowym będzie trwać w nowym miejscu? Czy ktoś zauważy w tym idiotyzm i specjalne wyczekiwanie policji na wypisanie mandatów? I na koniec podpowiem wszystkim kierowcom. Zatrzymujcie się tam, ale nie ostrzegam Was ze względu na złą widoczność i niebezpieczeństwo, tylko przed policją – niestety.

    Kto zarządza PKP?

    To, że na PKP jest źle mówi się od lat. Prezes publicznie zadeklarował, że nie zna się na kolejnictwie i w dodatku próbuje udowodnić, że to jest jego atut. Nie trzeba daleko szukać, by znaleźć patologie związane z funkcjonowaniem kolei. Dworzec PKP w Słupcy czynny jest do godziny 16:00, tak samo jak kasa biletowa. Gdyby tego było mało okazuje się, że można tam kupić bilety tylko na Koleje Wielkopolskie oraz interREGIO.

    W przypadku korzystania z usług innego przewoźnika, bilet trzeba zakupić u konduktora. Nie pobiera on prowizji z tego tytułu, ale za to trzeba go szukać. Mając większy bagaż i widząc tłumy w przedziałach mało realne jest dostanie się do niego. W takim przypadku siedzimy i czekamy na konduktora, który w połowie przypadków nie zdąży do nas przyjść. Jedziemy więc za darmo, a PKP na tym traci.

    Wkrótce znów usłyszymy, że pociągi jeżdżą puste i prezes znajdzie czas, by z rozkładu pousuwać zbędne połączenia kolejowe. Wtedy stracimy na tym także i my klienci…

  • Luty
  • Zasługi OSP w Marcewku

    Przeczytałem ostatnio artykuł w „Kurierze Słupeckim” o OSP w Marcewku – krótki, zwięzły i na temat. Dowiedziałem się z niego, że jest to jedna z najmniejszych OSP w gminie Słupca, ale za to ma wiele zasług. Pozwoliłem więc sobie zeskanować artykuł z gazety i przeanalizować jego treść, biorąc pod uwagę sugestie człowieka, który słyszał co nieco o tej „zasłużonej” „straży”. Na wstępie muszę powiedzieć, że tekst wydaje się być swojego rodzaju fikcją i zakłamaniem. Nie chciałbym aby ktoś zrozumiał moje słowa w sposób taki, że autor artykułu celowo skłamał. Myślę, że napisał w artykule to co usłyszał, a ludzie powiedzieli to, co chcieliby o sobie przeczytać.

    ospmarcewek
    "Kurier Słupecki" nr 4/515/2013 - 25 stycznia

    Z tekstu wynika, że strażacy z OSP Marcewek mogą pochwalić się osiągnięciami. Posiadają remizę i wóz strażacki. Na Boga! Gdyby nie posiadali budynku ani samochodu, to raczej nie mogliby się nazywać strażakami – prawda? Chcą wykonać remont remizy i podłączyć wodę do kotłowni oraz uzupełnić sprzęt pożarniczy. Chciałbym się więc zapytać, kiedy ostatnio strażacy z OSP Marcewek byli na akcji? Ktoś to w ogóle wie? Podobno najstarsi mieszkańcy okolicznych wiosek nie znają odpowiedzi na to jakże proste pytanie. Po co więc uzupełniać sprzęt pożarniczy?

    Strażacy chcą również uzupełnienia umundurowania i tu uwaga – by nie musieli się wstydzić na zawodach. Czy nie odnosicie wrażenia, że strażak nie powinien się wstydzić munduru bez względu na to jaki on by nie był? Nie czujecie, że nowy mundur służył będzie tym strażakom tylko po to by brać udział w zawodach? Nikt nie mówi o mundurach by uczestniczyć w akcji ratowniczej, bo pozwólcie że się powtórzę, oni na nie nie wyjeżdżają. Strażacy co oczywiste chcą również przechodzić szkolenia, by mogli brać czynny udział w akcji. I tutaj pozwólcie, że nie będę się powtarzał.

    Na koniec artykułu w imieniu gazety napisano:

    My trzymamy kciuki za tę choć małą, ale aktywną jednostkę i życzymy zrealizowania wszystkich dość ambitnych planów, w którym głównym punktem będzie remont remizy i jubileusz.

    Aktywny to jest zapewne prezes OSP, który stara się o dofinansowanie martwej jednostki i dziwię się, że ktoś z władz gminy chce tego słuchać i co gorsza finansować. Wygląda na to, że 60-ta rocznica jednostki będzie hucznym wydarzeniem, a do swoich sukcesów dołączą brak wyjazdów do akcji ratowniczej w tym roku.

    Z dużym szacunkiem dla ludzi, którzy są strażakami. Jednak OSP byle gdzie to wielki i uciążliwy problem naszego kraju. Przeznaczane pieniądze na ten cel, to zwyczajne ich marnotrawienie. Brak umundurowania, samochody 50-letnie i zero sukcesów nie powinno się sponsorować. Nie mówię, że wszystkie jednostki są zbędne, ale większość z nich nie ma niczego, by wyjechać na ratunek. Uważam, że zamiast ładować pieniądze w OSP, powinno się dokupić dwa, może trzy samochody do PSP w Słupcy i dołączyć do kadry młodych i wykwalifikowanych strażaków. Gwarantuję, że gdyby doszło do pożaru w Marcewku czy miejscowościach ościennych, strażacy z OSP Marcewek i tak nie będą brać w nich udziału. Po co więc inwestować w coś, co nie spełnia swojej roli?

  • Styczeń
  • Autostradą do Poznania

    Nie jest tajemnicą, że za wjazd na autostradę A2 na węźle w Słupcy w kierunku Wrześni trzeba zapłacić 6 złotych. Nie jest tajemnicą, że zjazd z tej samej autostrady z kierunku Wrześni trzeba zapłacić kolejne 6 złotych. Ci, którzy jeżdżą do Poznania wiedzą, że na trasie między Wrześnią a Poznaniem trzeba zapłacić 15 złotych za bramkę. Jadąc więc do Poznania ze Słupcy autostradą, zapłacimy za nią 21 złotych w jedną stronę. Całkowity koszt przejazdu ze Słupcy do Poznania i z powrotem, czyli za około 140 kilometrów zapłacimy 42 złote. Czy więc opłaca się wjeżdżać na A2?

    Jeśli ktoś posiada samochód o pojemności silnika 1,4, to koszt przejazdu autostradą niemal się podwaja. Tankując za 50 złotych jesteśmy w stanie przejechać do Poznania i z powrotem. Na autostradę warto wjeżdżać wtedy i tylko wtedy, gdy czas nas goni i musimy się śpieszyć. W innym przypadku nie ma sensu wydawać pieniędzy na przejazd A2.

    Niestety kilka lat temu minister transportu Marek Pol chcąc wprowadzić podwyżki na paliwo i nie chcąc stracić na wizerunku zapytał Polaków, czy ci zgadzają się na podwyżki, a za te pieniądze wybuduje autostrady. Choć niechętnie, to jednak Polacy zrozumieli potrzebę i przełknęli podwyżki. Dziś okazuje się, że podwyżki były drastyczne, autostrady powstały przede wszystkim dzięki EURO 2012, a my oprócz goryczy podwyżek paliwa musimy również przełknąć opłaty za przejazd autostradą wybudowaną za nasze pieniądze.

    P.S.
    Na drodze krajowej 92 na odcinku od Wrześni do Poznania działają już niemal wszystkie fotoradary. Warto więc zwolnić w miejscach oznaczonych znakami „kontrola prędkość: fotoradar”. Podpowiem kierowcom, że często policjanci z „suszarką” stoją zaraz przed bramkami koło Poznania. Chowają się za znakiem ostrzegającym o poborze opłat, gdzie jest ograniczenie prędkości do 40 km/h. Bądźcie więc czujni i uważajcie na fotoradary, bo jeden mandat może ściągnąć z Was więcej pieniędzy niż kilkakrotny przejazd autostradą.

    Płatny parking w Słupcy?

    Gdy kilka lat temu doszły mnie słuchy, że na rynku w Słupcy mają zostać wprowadzone opłaty za parking, uznałem to za kolejny akt złodziejstwa. Dziś, kilka lat później od pierwszych pogłosek uważam, że byłoby to najlepsze z możliwych rozwiązań. Ci, którzy posiadają samochód i próbują parkować w godzinach 8-16 na rynku, mogą o tym pomarzyć. Samochody całe dnie stoją na parkingu, a rotacja jest znikoma. Domniemam więc, że parkują tam pracownicy sklepów, Banku Spółdzielczego, restauracji Centrum i pewnie wielu innych.

    Gdyby wprowadzono niewielką, nawet symboliczną opłatę w kwocie jednej złotówki za godzinę lub 2 złote za godzinę, ale podzielić stawkę na 30 minut i 15 minut, to na pewno pomogłoby rozładować „parkingowy kocioł”. Oczywiście nikt nikomu nie zabrania parkować, ale nie wiem czy pracownikowi sklepu opłacałoby się zastawić samochód na 8 godzin?

    Gdyby wprowadzono parking płatny to uważam, że nie powinno się robić miejsc dla niepełnosprawnych. Niepełnosprawni, jak i mieszkańcy przylegających do rynku kamienic, powinni mieć możliwość korzystania z parkingu za darmo o każdej porze dnia i nocy. Nie byłby to chyba wielki problem dla niepełnosprawnych, bo zapewne na parkingu zawsze byłoby kilka wolnych miejsc. Darmowy parking dla mieszkańców też nie wywołałby chaosu na parkingu, zważywszy na to, że po godzinach szczytu stoi tam zaledwie kilka aut.

    Jestem też zdania, że płatny parking powinien być również na ulicy Poznańskiej, gdzie parkują przede wszystkim pracownicy dwóch banków, sklepów, policji, wydziału komunikacji, urzędu miasta i starostwa powiatowego. Zwolniłoby się „kilka” miejsc, a petenci tych placówek nie musieliby objeżdżać miasta kilka razy, by znaleźć miejsce parkingowe. Przy okazji wprowadzenia płatnego parkingu na rynku i ulicy Poznańskiej w Słupcy, powinien zostać prowadzony zakaz postoju na ulicy Warszawskiej obok kościoła. Kierowcy samochodów muszą dołożyć wszelkich starań, by się wyminąć na pozostałej części ulicy. Najgorzej jest zimą, gdy zalega śnieg. Wtedy kierowcy z grzeczności przepuszczają się tworząc ruch wahadłowy.

    Parking powinien być płatny w godzinach od 6-18 w dni powszednie i w soboty od 8-14, jak ma to miejsce w innych miastach. Po parkingu powinien dreptać człowiek, który kontrolowałby czas postoju, albo choćby fakt, czy kierowca wykupił bilet. Nie wiem tylko, czy to całe przedsięwzięcie miałoby finansowy sens. Miasto musiałoby wykupić parkometry za setki tysięcy złotych i opłacić kontrolera. Jednak wygoda i możliwość zaparkowania przed sklepem byłaby dla mieszkańców lepszą alternatywą, niż bieganie później z torbami od sklepu do samochodu zaparkowanego kilka ulic dalej…

    „Burdel” w gazecie

    Na słupach ogłoszeniowych w Słupcy wiszą plakaty reklamujące burdel. Panie umilą Ci czas, a Ty dasz odpocząć swojej żonie – da się z niego wyczytać. Żony nie będą musiały znosić adoracji mężów, a tym paniom którym to nie przeszkadza, zarobią kilka “groszy”. Większość kobiet będzie teraz kontrolować swoich panów, by czasami nie skorzystali z usług “agentek”.

    Jakże inaczej bym to widział, gdyby powstała agencja towarzyska, w której przystojni panowie służyli by paniom. Wtedy to ja pilnowałbym swojej lubej i kontrolował, czy rzeczywiście jedzie z koleżanką na zakupy do Poznania. Przecież panie też bywają samotne, a zdarza się to nawet w związkach.

    W “Kurierze Słupeckim” wysmarowano artykuł, który wydaje się, że jest sponsorowany. Rozmowa telefoniczna z jedną z pań, która podaje cennik oraz kilka informacji o działalności. Nie zaprzecza, że korzystają z ich usług panowie ze Słupcy. Rozmowa wydaje się nieskrępowana, a numer telefonu do agencji choć nie jest podany wprost, to widoczny jest na plakacie. Gdyby tego typu usługi miały miejsce w Słupcy, no to jeszcze rozumiem, że byłaby o tym wzmianka. W przypadku pań do towarzystwa, które swój warsztat pracy mają w miejscowości Psary Małe, położonej zaraz za Wrześnią, nie wydaje się być tematem pilnym. Wydaje się, że to w ogóle temat nie mający sensu bytu w gazecie lokalnej, która nie prowadzi sprzedaży na terenie, w którym znajduje się agencja. No chyba, że to artykuł sponsorowany.

    Mieszkamy w małym społeczeństwie, w którym mało jest osób anonimowych, więc wypada mieć “grzeczny” pogląd na wszelkie sprawy tabu. Taka reklama szybko się roznosi. Nie trzeba tu telewizji czy radia. Wystarczy artykuł w gazecie, a wieść rozniesie się w trybie ekspresowym i krążyć będzie z ust do ust, przynajmniej w grupie tej brzydszej części populacji. Ale czy nie oto chodziło…?

  • 2012
  • Grudzień
  • (Anty) reklama

    Grudzień to wyjątkowy miesiąc. Gorączka świąteczna daje się we znaki niemal wszystkim mieszkańcom, którzy tłumnie maszerują do sklepów po prezenty. Przypadek sprawił, że 6 grudnia, czyli w dniu w którym prezenty się rozdaje, otwarto nowy sklep AGD RTV Media Expert. Oczywiście z tej okazji wszechobecna reklama wtargnęła również na ulice miasta. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że konkurencja nie śpi i również postanowiła wyjechać z reklamą na ulicę. Samochody z wielkimi transparentami Media Expert, Neonet i Euro AGD RTV oraz nie mający nic wspólnego z poprzednią branżą, reklama sklepu mięsnego, wtargnęły na ulice małej Słupcy, korkując ją „doszczętnie”. Samochody z reklamą poruszały się z prędkością 20 km/h, a za nimi „sznur” wracających z zakupów i pracy mieszkańców Słupcy i okolic.

    Co do samego sklepu Media Expert w nowo wybudowanym budynku, to nie robi szału. Jest czysto, ładnie i konkretnie, ale pomieszczenie w porównaniu z poprzednim lokalem nie jest chyba o wiele większe. Półki ułożone są poziomo względem wejścia, a nie pionowo, co zwiększyło ilość półek i asortymentu. Reklama sklepu była wszędzie i dodarła do dużej rzeszy ludzi. Sklep był tłumnie oblegany, a kolejka przy kasie miała kilka metrów.

    Warto też powiedzieć, że promocje nie wyrywały z butów. Wiele z nich to po prostu ściema, co zauważalne było na oficjalnej stronie sklepu. Napaliłem się na produkt, który przed promocją kosztował 1899 złotych. Postanowiłem więc poczekać na promocję, która miała rozpocząć się 5 grudnia od godziny 22:00. Okazało się, że w promocji upatrzony przeze mnie towar kosztował 1890 złotych, a powyżej skreślono cenę 2099. W sklepie Media Expert w Słupcy zastosowano tą samą technikę.

    Przed sklepem zauważalny był też Święty Mikołaj, który zamiast opijać swoje imieniny, bądź rozdawać prezenty, stał na mrozie i rozdawał ulotki. W holu, tuz przed wejściem do sklepu stało „stado” ochroniarzy, którzy zamiast stać spokojnie i obserwować, głośno gadali i blokowali wejście kręcąc się w nim jak smród w gaciach. W samym sklepie było naprawdę tłumnie. Wielu ludzi z obsługi chodziło wokół i układało brakujący towar bądź poprawiali ten, który został rozwalony przez klienta.

    Święta lubię, ale ta świąteczna gorączka przyprawia mnie o siwe włosy. Szosując przez miasto za samochodami z reklamą, można dostać szału. Ceny promocyjne to tylko chwyt marketingowy, a w sklepach ludzi jest tak dużo, że zakupy nie sprawiają przyjemności. Wolę więc zasiąść przed monitorem komputera i zakupić prezenty z dostawą do domu. Na konkretne zakupy wybiorę się w styczniu, gdy ludzie „wypstrykają” się z kasy i przestaną oblegać sklepowe półki.

    Duży sklep Media Expert

    Wydawać by się mogło, że nowy sklep Media Expert w Słupcy, nie ma prawa zrobić wrażenia na mieszkańcach. Jednak kampania reklamowa, która została zrobiona w każdy możliwy sposób, od sponsorowanych artykułów w gazecie, ulotki metrowej wielkości, aż po plakaty przyczepiane na co drugim słupie i drogowskazy świadczą, że otwarcie sklepu ma się odbyć z uroczysta pompą. W dodatku trzeba przyznać, że lokalizacja sklepu jest wyjątkowo dobra. W tzw., „Galerii Słupca”, tuż przy markecie „Biedronka” przy ulicy Plac Szkolny 16a.

    Otwarcie odbędzie się w czwartek 6 grudnia o godzinie 7:00! Zdziwiony jestem godziną otwarcia, ale nie przewiduję by było tak codziennie. Jak napisano na łamach gazety „Kurier Słupecki”, dodatkową atrakcją będzie kursujący po mieście autobus:

    Zawieziemy Cię na otwarcie! Tylko 6 grudnia uruchamiamy autobus londyński, który dowiezie Cię do naszego elektromarketu! Oczywiście za darmo!

    Jak dodano w sponsorowanym artykule, na otwarcie mają przyciągnąć klientów wyjątkowo niskie ceny. To rzeczywiście kusząca oferta, ale Słupca (i okolice) to nie zbyt zaludnione miejsce, więc jeśli chętni wykupią interesujący ich towar po niższej cenie, to następnych klientów może już długo nie być. Mówiąc poważnie, pamiętam sklep Media Expert mieszczący się w tzw., budynku „Lotosu”. Przyznam szczerze, że ceny było mało atrakcyjne w stosunku do innych sklepów AGD i RTV na terenie Słupcy. Czy tym razem będzie inaczej?

    Nurtuje mnie też pytanie, na które odpowiedź uzyskamy zapewne za kilka dni, może tygodni. Czy plakaty reklamowe na słupach będą w przyszłości zdjęte przez zatrudnionych pracowników, czy zrobi to deszcz, śnieg i wiatr we własnym zakresie jak miało to miejsce po kampanii wyborczej?

    Podoba mi się pomysł otwarcia sklepu AGD i RTV o wielkiej powierzchni. No właśnie, nigdzie na ten temat nie ma informacji, czy będzie to obiekt duży, wielki czy ogromny? Może coś wiecie? Czy trzeba będzie się przekonać na własne oczy?!

    "Kurier Słupecki" nr. 48/508 30 listopada 2012 / strona 40

  • Listopad
  • Smród, brud i ubóstwo, czyli „ustawa śmieciowa”

    Na każdym kroku słyszę, że woda w Polsce jest coraz cenniejsza z powodu obniżającego się jej poziomu. Z tego względu postanowiono potraktować ją priorytetowo przy ustalaniu wysokości kosztów odpadów komunalnych. Mieszkańcy Słupcy będą teraz płacić za śmieci w zależności od ilości zużycia wody. Podobno skorzystają z tego rodziny wielodzietne i osoby starsze.

    Rozumiem więc, że woda będzie przez mieszkańców traktowana jak podwójne źródło oszczędności. Mniejsze zużycie wody obniży rachunek za samą wodę oraz za odpady. Tylko czy mniejsze zużycie wody rzeczywiście wpłynie na mniejszą ilość śmieci? Zdecydowanie nie! Jednak tak naprawdę nie chodzi o oszczędność wody, tylko o pieniądze.

    Śmiem nawet twierdzić, że jeśli część mieszkańców zmniejszy zużycie wody, to w konsekwencji i tak wyjdzie na tym gorzej. Nie jest tajemnicą, że im mniejsze będzie jej zużycie, tym mniejsze zyski przyniesie wodociągom, co zapewne zrekompensują sobie wyższymi stawkami za metr sześcienny. Wpadniemy więc w spiralę oszczędności, która przyniesie – jak zwykło się mówić smród, brud i ubóstwo.

    Oczywiste powinno być też to, że na podstawie zużycia wody, a co za tym idzie wysokości opłaty za odpady, dostaniemy pojemnik odpowiednio wielki do ilości śmieci. Mam na myśli mieszkańców, którzy mieszkają w domach jednorodzinnych. Gdyby więc samotny mieszkaniec domu, postanowił latem obficie podlewać swój ogródek i brać 40 minutowe prysznice, dostanie kubeł 500 litrowy, a rodzina 5-osobowa oszczędzająca wodę, która zrezygnuje z ogrodu i długich kąpieli dostanie pojemnik 100 litrowy?

    Jeśli rzeczywiście tak się stanie, ustawa śmieciowa będzie złym wyjściem, bo nie jest chyba tajemnica, że ilość zużytej wody nie wpływa na ilość odpadów. Docelowo miała ona zmniejszyć ilość śmieci w lasach i przydrożnych rowach. Obawiam się, że przyniesie ona tylko wymierne korzyści miastom i gminom, które będą pośrednikiem między klientem, a firmą pozbywającą się odpadów.

    Ciekawe, czy ta sama reguła opłat za śmieci obowiązywać będzie również na terenie gminy. Gdyby tak się stało, to w gospodarstwie rolnym, w którym prowadzona jest hodowla bydła bądź trzody chlewnej, stawka ta byłaby wyjątkowo zawyżona, a przecież zwierzęta nie produkują śmieci. W takim przypadku mieszkańcy wsi musieliby dodatkowo zaopatrzyć się w drugi licznik, oddzielający zużycie wody w gospodarstwie rolnym i domowym.

  • Październik
  • Sąd w Słupcy do likwidacji?

    Trzy tygodnie temu działacze PSL ogłosili sukces na naszym terenie. Okazało się bowiem, że sąd rejonowy w Słupcy nie zostanie zlikwidowany. Wiadomo było, że zostanie zlikwidowanych 29 sądów, a na liście nie było tego w Słupcy. Kilka dni później minister sprawiedliwości Jarosław Gowin podpisał nowe rozporządzenie, w którym do likwidacji jest 79 sądów, w tym ten w Słupcy.

    Posłowie PSL nie są przekonani co do prawidłowości działania ministra sprawiedliwości, dlatego złożyli wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli okaże się, że wszystko zostało wprowadzone zgodnie z konstytucją, od 1 stycznia 2013 roku sąd rejonowy w Słupcy nie będzie już wydawał wyroków.

    Co ważne, sędziowie sądów rejonowych już przechodzą w stan spoczynku. Jest bowiem prawo, które daje im możliwość zrezygnowania z pracy, jeśli sąd w którym pracowali zmienia miejsce działania. W takim przypadku otrzymywał on będzie 100% wynagrodzenia. To też jest spory problem, ponieważ mieli oni zostać przeniesieni do większych sądów i nadal rozstrzygać spory mieszkańców z tego samego rejonu.

    Widać, że w tym przypadku likwidacja małych sądów rejonowych wcale nie musi przynieść wymiernych oszczędności. Jeśli z pracy zrezygnują setki sędziów to nie dość, że otrzymywać będą wynagrodzenie, to jeszcze w ich miejsce trzeba będzie powołać nowych.

    LISTA SĄDÓW DO LIKWIDACJI

  • Wrzesień
  • Fiat 126p

    Kilkanaście lat temu, samochód Fiat 126p był marzeniem polskich rodzin. Czteroosobowe familie z zapakowanym bagażem, po drogach o wiele gorszych niż dziś pędziły na wakacje nad morze. Nikt nie śnił nawet o tym by narzekać na ciasnotę czy niewygodę. Słynny „maluch” stał się nawet w latach 80-tych popularny w obrazkowej książeczce Apolinarego Nosalskiego zatytułowanej „Fiacik”.

    Pędzi fiacik szosą krętą, czasem trąbi na zakrętach.
    Jak wesoło silnik śpiewa! Uciekają domy, drzewa.
    Nie prześcignie nikt fiacika, prawie szosy nie dotyka.
    Minął kilka ciężarówek, jakby skrzydła miał u kółek.
    Lecz syrena przed nim jedzie i furmankę chce wyprzedzić.
    Kto zwinniejszy? Fiacik przecież!
    Jak rakieta w mig przeleci. Dodał gazu mały fiacik.
    Aż tu nagle – stop! Mandacik…

    W ostatnim numerze „Głosu Słupcy” opisywano zlot maluchów w Toruniu. Dziś t.j., 18 września mija dokładnie 40 lat (1972) od wyprodukowania pierwszej sztuki. Kiedyś był marzeniem i dźwignią całych rodzin, dziś stał się dźwignią handlu.

    Tego „malucha” w polu na ulicy objazdowej widuję bardzo często, ale dopiero gdy postanowiłem zrobić mu zdjęcie zobaczyłem co reklamuje. To co prawda mało istotne co jest napisane na szyldzie reklamowym. Przykre jest to, że pojazd ten po przejściu na „emeryturę” nie trafił tam gdzie powinien. Na złomowisko, bo może zostałby przetopiony na luksusowe Ferrari?

    Stanął fiacik na polu jako filar reklamy. Myślałem początkowo, że wybite szyby to efekt chwiejącego się na wietrze transparentu. Patrząc jednak na brak tylnych kół i brak reflektorów, zdaje się że szyby zostały wybite, a wnętrze okradzione. Przykro aż na to patrzeć. Uważam, że właściciel reklamy powinien ją zamontować w sposób tradycyjny, wkopując słupy w ziemię i dać już spokój wysłużonemu samochodowi.

    „Czerwona Torebka”

    Już jakiś czas istnieje pasaż handlowy nazwany „Czerwona Torebka”. Zastanawiam się, czy jego byt ma sens w takiej formie jak obecnie i czy jej lokalizacja rzeczywiście została wybrana w optymalnym miejscu. Trzeba przyznać że budynek jest ładny i nowoczesny. Dużo miejsc parkingowych, oświetlenie i zadbane otoczenie, to również duży plus.

    Myślałem, że będzie to budynek na wzór jakiejś galerii handlowej, w której rozsuwane drzwi otwierać nam będą szeroki korytarz, z którego dostaniemy się do kilkudziesięciu sklepów zaczynając od ciuchów, przez produkty spożywcze, kończąc na aptece. W przypadku „Czerwonej Torebki” wygląda to jednak nieco inaczej. Budynek wydaje się dość duży, ale mieści tylko kilka sklepów o niewielkiej powierzchni, do których mamy dostęp z zewnątrz. Sklep spożywczo-monopolowy, sklep z kosmetykami, mięsny, drogerię, cukiernię i jakiś sklepik z tysiącem kubków na wystawie.

    Położenie pasażu handlowego też nie jest idealne, ale wydaje się że przy takim pasażu wybrane zostało optymalnie na tą chwilę. Gdyby coś takiego pojawiło się gdzieś na obrzeżach miasta, zapewne szybko by upadło. Ulokowane zostało przy osiedlu Niepodległości, przy skupisku blokowisk i pewnie dzięki temu ten pasaż ma sens istnienia. Nie liczyłbym tutaj na „hałdy” ludzi z okolic Słupcy specjalnie wybierających się do tych sklepów. Zdecydowana większość przyjezdnych z powodu braku miejsc parkingowych, właśnie przy pasażu parkuje i idzie w siną dal. Na niekorzyść przemawia też straszący przed nim blaszak rodem z PRL-u, który nie dość że wygląda fatalnie, to jeszcze zasłania front budynku.

    Słupca to niewielkie miasto i musimy sobie powiedzieć szczerze, że koszt budowy obiektu handlowego na wzór „Ferio” w Koninie byłby zapewne wiele wyższy i też nie wiadomo, czy by się sprawdził. Nie wiem dlaczego tak jest, ale wolimy po prostu jeździć do Ferio lub Carrefour w Koninie, albo do „Galerii Malta” lub „Plazy” w Poznaniu. To chyba kwestia odchamienia się i wyjazdu gdzieś poza granicę naszego najbliższego otoczenia. Przy okazji takiego wyjazdu często odwiedzamy jeszcze inne interesujące miejsca, których u nas nie ma…

  • Sierpień
  • Nie bój się zawierać umów z przedsiębiorcą

    Za każdym razem, gdy zamówię jakąś usługę lub produkt, muszę liczyć się z opóźnieniami. To w Słupcy standard i przyznam szczerze, że nie znam ani jednej firmy, która wywiązałaby się z ustnej umowy. Zazwyczaj bywa tak, że opóźnienia związane z różnego rodzaju wymówkami i kłamstwami trwają nawet 2 miesiące, a najczęściej tak długo, aż się nie zadzwoni i nie zacznie ponaglać.

    Polecam Wam zawarcie umowy na piśmie z firmą, która ma wykonać Wasze zlecenie. Podajcie w niej dokładny termin dostarczenia gotowego produktu i zaznaczcie, że za każdy dzień zwłoki, urywa się 1% ich wartości. Warto też dopisać, że w razie niewywiązania się z umowy, firma winna jest odszkodowanie w jakiejś tam kwocie. W takim przypadku czekanie na produkt i każde opóźnienie stanie się przyjemnością. Przecież 30 dni opóźnienia, to 30% taniej.

    Taka forma umowy powinna gwarantować Wam terminowość wykonania zamówionej usługi lub produktu. W razie niewywiązania się z umowy, macie na piśmie oświadczenie przedsiębiorcy i możecie iść do sądu. Bez umowy pisemnej nie macie co liczyć na terminowe wykonanie usługi, a grożenie palcem nieuczciwemu przedsiębiorcy jeszcze bardziej go rozśmieszy.

    Nie bójcie się więc na początku spotkania z przedsiębiorcą powiedzieć mu, że skorzystacie z jego usług, ale tylko pod warunkiem zgody na zawarcie umowy pisemnej na warunkach w niej określonych. Jeśli się na to nie zgodzi, to podziękujcie za współpracę. Gdyby z takimi umowami do firm przychodzili wszyscy, zmuszone by one były do ich podpisania i zaakceptowania pewnych zasad.

    Zobaczcie przykładową umowę między Uniwersytetem Gdańskim, a firmą P.P.U.H. “PRO-KALL-HAND” Sp. z o.o produkującą meble. Co prawda, umowa może być prostsza niż na przykładzie, ale warto zobaczyć co zawiera.
    WZÓR UMOWY

    Pielgrzymi przybyli do słupcy

    Dziś lekko po godzinie 13-tej od strony Giewartowa na ulicy Traugutta, można było spotkać się z nalotem pielgrzymów. Kilka grup ludzi maszerowało ulicą i pewnie chcieli dostać się w okolice kościoła w Słupcy, obok którego było mnóstwo samochodów z napisem pielgrzymka. Pewnie docelowo idą na Jasną Górę. Nie wiem dokładnie, nie jestem zorientowany i zbytnio zainteresowany….

    Nie wiem gdzie idą i co chcą tym pokazać, ale wiem co sobą reprezentują, przynajmniej część z nich. Mówię tu szczególnie o ludziach którzy biegają wokół pielgrzymów w czerwonych kamizelkach i napisem „kierowanie ruchem”. Ludzie wyglądali jakby byli co najmniej pijani, jeśli nie naćpani, a w rzeczywistości pewnie zmęczeni. Pielgrzymi poruszali się jednym pasem, a ci kierujący ruchem latali jak wolne elektrony po przeciwnym pasie i omal jednego cwela nie „zatopiłem” swoim „jachtem”. Myśli, że jak ma kamizelkę, naście lat i kilka promili we krwi, to wolno mu robić wszystko. Kierowcy musieli zatrzymywać samochody, bo nie wiedzieli czy czasem ktoś im na maskę nie wleci.

    Takie zbiegowiska powinny chodzić przez łąki i lasy, a nie ulicami.

    Amen
  • Lipiec
  • Ale upał!

    Lato daje nam popalić. Jedni się z tego cieszą inni nie. Na dworze piekielnie gorąco, w domu podobnie i nawet uchylanie okien nic nie daje. Z powodu tych upałów ludzie tłumnie uciekają nad jezioro. Sam pokusiłem się nad wodę do Giewartowa, w którym oprócz płatnego parkingu (5 zł), oferują także wędkarzy i psy w wodzie. Lubię zwierzęta, ale pakowanie się z nimi do wody, gdy jest tylu plażowiczów jest zachowaniem pokazujący poziom kultury właściciela. Szkoda, że nie przyszli jeszcze rolnicy z krowami. Widać oni są w tych czasach na wyższym poziomie…

    W Powidzu, za wjazd na plażę również trzeba zapłacić (5 zł). W zamian dostajemy parking – jak się uda na wjeździe na plażę, jak nie w trawie po kolana zaraz przed samym wjazdem. Oczywiście płatny parking ma na celu poprawienie jakości bytowania plażowiczom, a jakoś na plażach i parkingu od kilku lat nie zmienia się absolutnie nic. No dobra, w Powidzu otwarty był Toi Toi. Teraz nie trzeba już lać w wodzie, chociaż przyzwyczajenia z poprzednich sezonów mogły wejść w krew.

    Jest sobota, godzina 9:00 a na termometrze 26 stopni C. Wyobrażam sobie jak tłumnie będzie w ten weekend na okolicznych plażach. Zapewne ludzie nie omieszkają rozstać się z alkoholem, oby tylko ktoś z plażowiczów w następnym tygodniu nie był „bohaterem” wydania lokalnej prasy…

    Śmiertelny wypadek w Wilcznej

    W niedzielę 15 lipca około godziny 18-tej w miejscowości Wilczna doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Motocyklista Szymon Ziemski uderzył czołowo w samochód osobowy. Siła uderzenia była tak duża, że kierujący motocyklem przeleciał w powietrzu kilka metrów i uderzył w znak drogowy.

    Według gazety „Głos Słupcy” na miejsce został wezwany śmigłowiec ratownictwa medycznego, ale nie wylądował ponieważ poszkodowany został zabrany przez karetkę pogotowia…

    Szymon był piłkarzem SKP Słupca oraz pracownikiem filmy Grene w Słupcy…


    Zdjęcie http://www.facebook.com/szymon.ziemski.3

    Wakacje

    Po czym poznajecie, że są wakacje? Ja przede wszystkim po tym, że jest piekielnie gorąco. Otwieranie okien, drzwi i robienie przeciągu którego i tak nie ma. W mieście jest jakoś pusto, no chyba że jest dzień targowy i przyjeżdżają mieszkańcy okolicznych miejscowości. W sobotę, niedziele i późne popołudnia w dni powszednie, na mieście jest pusto i cicho, jak na wsi. Ba, nawet przejeżdżając przez wsie, widać więcej ludzi chodzących po chodnikach i ulicach.

    O wakacjach przypominają mi też autostopowicze, którzy masowo w kordonie stoją przy ulicy Traugutta, chcący się udać do Giewartowa bądź Kosewa nad jezioro. W samym Giewartowie, Kosewie czy Powidzu ludzi napakowane jest na plaży jak mrówek, że nawet nie można dostać się do wody.

    O wakacjach przypominają mi tez kosmici, którzy jak co roku robią sobie z nas jaja i wydeptują zboże biednych rolników, którzy dzięki temu robią furorę w lokalnych gazetach. Widać wakacje w Polsce, a dokładniej w naszym powiecie są dla nich atrakcyjne. Zimą się do nas nie zbliżają, więc to znak, że pochodzą ze skutej lodem planety (jeśli w ogóle jest u nich woda). Rozumiem również, że nie rośnie u nich zboże, wiec przylatują na Ziemię po zapasy. Teraz wiem, dlaczego na rynku zbóż jest tak licho.

    O wakacjach przypominają mi również głosy o utonięciach i duża ilość wypadków samochodowych. Paradoksalnie w czasie słonecznej pogody, na prostych odcinkach drogi ginie najwięcej kierowców. Najwyraźniej przy dobrych warunkach atmosferycznych lubimy sprawdzać możliwości naszych samochodów, a upał daje się też we znaki naszej koncentracji.

    Teraz rozumiem, że upał i okres wakacji, które mają największe znaczenie dla uczniów, dają się też we znaki dorosłym. Swoją głupotą na drodze i po alkoholu w wodzie, mogą też na trzeźwo pisać w gazetach o UFO. Nawet samorządowcy dają nam coraz więcej obietnic, by w czasie wakacji nie zapomnieć o tym że istnieją. Tylko co z tego, skoro wszystkie deklaracje po wakacjach pójdą w niebyt?

    Na tym już zaprzestanę swoich wywodów, bo widać że okres wakacji i mnie daje się nieco we znaki…

    PKP w Słupcy

    O ile dobrze pamiętam, to na przełomie stycznia i lutego bieżącego roku, przy peronach PKP w Słupcy wycinano drzewa. Wtedy było mi ich trochę szkoda, bo wydaje się że w niczym nie przeszkadzały. Dziś utwierdziłem się w przekonaniu, że wycinka tych drzew to był zły pomysł. Wystarczy wejść na peron i poczekać na opóźniający się pociąg kilka minut, by przekonać się, że bez cienia ciężko jest wytrzymać – szczególnie teraz gdy w cieniu jest powyżej 30 stopni Celsjusza.

    Nie tylko brak drzew można zauważyć i odczuć przy dworcu, ale również brak szyb w budce, w której można się było kiedyś schronić przed słońcem, deszczem lub wiatrem. Niestety w tych „budach” nie ma w ogóle szyb, więc ukrycie się przed zacinającym deszczem bądź wiatrem jest wyczynem. Co prawda tutaj kłania się wandalizm – prawdopodobnie wśród młodzieży – ale jak świat światem, tak było jest i będzie. „Niepełnosprawna” budka jest tym bardziej potrzebna, gdy sam dworzec PKP zamykany jest o godzinie 16-tej.. I nikt się nie martwi czy klient PKP będzie czekał latem w upale lub burzy, jesienią na deszczu i wietrze, zimą na mrozie i śniegu.

    Ostatnią nowością jest zamalowanie białą farbą przekleństw i frazesów na ścianach w tunelu pomiędzy peronami. To co prawda miły aspekt, ale czy nie dało się go już go pomalować w całości?

    I na sam koniec dopowiem, że „biedny” musiał być człowiek, który dokonał takiego aktu wandalizmu. Widać chamstwo nie zna granic. Tego zdjęcia nie wstawiałem na widok publiczny. Jeśli ktoś jest na tyle odważny by je obejrzeć, niech kliknie na TEN LINK.

    Nie jestem jednak zdziwiony brakiem działania ze strony PKP, by odnowić wiaty na peronach. Skoro i tak zostaną za chwilę zniszczone i osrane, to może lepiej pozostawić to wszystko samemu sobie, bo widać lepsze to niż pozostawienie tego w rękach tych, którzy z tego korzystają…

  • Czerwiec
  • Ostrzeżenie przed…?

    Na łamach gazety „Głos Słupcy” opublikowano dziwnie brzmiący komunikat, mający na celu uchronić mieszkańców Słupcy przed…? Przepraszam, ale jakoś nie „kumam” tego typu przekazów.

    „Głos Słupcy” Nr. 26/65/2012 strona 3

    Mężczyzna w średnim wieku o inicjałach I.N. namawia do pożyczania pieniędzy, powołując się na znajomość z panią Zdzisławą Gmachowską.

    Wiecie kim jest ta pani i jaki ma autorytet, że na nią się powołuje? A w ogóle pożyczacie pieniądze obcej osobie, która powołuje się w dodatku na kogoś? Nie rozumiem. Czy ten pan jest przestępcą, że trafia na frajerów, którzy dobrowolnie pożyczają mu pieniądze? Chyba nie, skoro Policja apeluje o ostrożność i zamiast imienia i nazwiska podaje inicjały. To również znak, że Policja nic nie może zrobić – prawda?

    Rozumiem, że komunikat ma nas ostrzegać o tym, żeby nie pożyczać pieniędzy nieznajomym? Co mądrzejsi wynieśli takie nauki z domu, inni ze szkoły, a ci którzy nie nauczyli się wcześniej, może ten Pan nauczy?

    Pokaz samolotów na lotnisku w powidzu

    Dziś w Powidzu odbył się pokaz samolotów jak i innego sprzętu wojskowego. Nie zabrakło też żołnierzy, musztry. orkiestry i odznaczeń. Zabrakło za to informacji o tym pokazie w lokalnej prasie i słupach ogłoszeniowych. Gdyby nie przypadek, nie dowiedziałbym się o tym wydarzeniu…

    Dla tych, którzy nie byli bo nie wiedzieli, bądź przyjść nie mogli podsyłam kilka fotografii.

  • Maj
  • Panie burmistrzu – zwracam honor

    Cztery miesiące temu wieszałem przysłowiowe psy na burmistrzu Słupcy, który obok kwiaciarni na rogu Warszawskiej i Koszuckiej „postawił” znak zakazu parkowania. Jakiś czas potem na łamach jednej z lokalnych gazet obiecał, że obok parku pojawi się zatoczka na trzy samochody. Obiecał i obietnicy dotrzymał! Ba! Śmiem twierdzić, że na tym parkingu zmieści się więcej niż 3 auta.

    Dlatego też, dziś zwracam honor Panu Pyrzykowi za wszystkie słowa jakie na niego wylałem we wcześniejszym spisie (tutaj). Teraz, gdy można parkować w dozwolonym miejscu i co ważne bezpiecznym, zakupy robi się o wiele przyjemniej. No i oczywiście oczyściło się sumienie najważniejszej głowy w mieście.

    „Kurier Słupecki” wychodzi w piątki?

    Gdy dwa tygodnie temu na głównej stronie „Kuriera” napisali, że następne wydanie pojawi się w piątek. Myślałem, że powodem jest długi weekend, a dokładniej 1 maja, który wypadł we wtorek – pierwotny dzień wydania numeru. Dziś „poleciałem” do sklepu kupić wszystkie gazety i nie przyglądając się okładce wziąłem po raz kolejny zeszłotygodniowe wydanie „Kuriera”.

    I o to wyszła prawda na jaw, że „Kurier Słupecki” wydawany będzie od teraz w piątki. Z jednej strony to dobre posunięcie, bo wydanie będzie obfitować w inne wydarzenia niż w pozostałych gazetach. W sumie w piątek podobnie jak we wtorek, w Słupcy jest targ, więc pewnie nadal wielu klientów będzie sięgać po gazetę. Tylko to przyzwyczajenie do wtorku, rozsiadanie się na kanapie ze wszystkimi gazetami w ręku i… ahhh. W nowym przypadku, po gazety trzeba będzie latać trzy razy w tygodniu lub po prostu dla statystyki kupić we wtorek wydanie z piątku, ale to już chyba nie będzie tak wielkiej frajdy z czytania.

    Cóż. Teraz trzeba się będzie do tego przyzwyczaić.

    Gdzie majowe atrakcje?

    Nadszedł dłuuugi majowy weekend. Ludzie pobrali urlopy, by spędzić go w domu, nad jeziorem, pojechać gdzieś na wycieczkę. Są też tacy, którzy spodziewali się jakiś atrakcji majówkowych w Słupcy. Tymczasem możemy sobie pomarzyć o festynach i innych atrakcjach z tym związanych. Organizator (czyt. „miasto”) oszczędza pewnie kasę za źle prowadzoną politykę finansową, więc łata „dziurki” czym się da.

    Jestem zdania, że niezorganizowanie żadnej atrakcji w ten szczególny majowy weekend powinno stać się powodem do tłumaczenia się „miasta” przed ludźmi. Jednego roku są dwie imprezy, innego jedna konkretna, a w tym nie ma nic. Jako mieszkaniec chciałbym wiedzieć dlaczego nie zdecydowano się na zorganizowanie żadnej atrakcji dla mieszkańców. Czy nie zasłużyliśmy?

  • Kwiecień
  • „Przestańcie trwonić nasze pieniądze”

    Tak został zatytułowany artykuł z „Kuriera Słupeckiego”. Dotyczy on wydatków jakie miasto, a co za tym idzie my podatnicy ponosimy za wydawanie „Informatora Miejskiego”. Koszt jednego wydania miesięcznika to 2 124 złote. W sumie w zeszłym roku wydano na ten cel 25 488 złotych, plus 22 140 zł na Miejską Kronikę Filmową. W sumie roczny koszt utrzymania wyniósł 47 628 zł. – Jak donosi „Kurier Słupecki”.

    Rzeczywiście koszt jest duży i chyba informator nie spełnia swojej roli jak się należy. Słyszałem coś o nim kiedyś, ale nigdy nie miałem go w rękach i wstyd się przyznać, nie wiem czym jest Miejska Kronika Filmowa. Aby zaoszczędzić pieniądze podatników za wydawanie „darmowego” miesięcznika, redaktor naczelny „Kuriera Słupeckiego” Pan Janusz Ansion postanowił wydrukować na łamach swojej gazety ciekawą propozycję skierowaną do burmistrza Słupcy Pana Michała Pyrzyka (skan strony powyżej).

    Strona zawiera konkretny przekaz, który daje możliwość publikacji niezbędnych informacji mieszkańcom Słupcy za 1 zł brutto rocznie. Nie jest to chyba zbyt wygórowana cena, a w dodatku zapewne urozmaici i wzbogaci gazetę o ciekawe i ważne informacje. Ba, mimo że gazeta jest płatna, to dotrze do większej ilości odbiorców, bo jakoś z „Informatorem Miejskim” jeszcze nigdy się nie spotkałem.

    Wydaje mi się, że wynik tego apelu jest oczywisty. Polityk walczący o władze nie jest w stanie pokazać ludziom swojej słabości, bo zapewne w tych kategoriach go rozpatruje. Uważam, że w tej chwili jest 1:0 dla Pana Ansiona. Gdyby doszło do porozumienia i chęci publikacji treści w „Kurierze Słupeckim”, burmistrz strzeliłby gola na 1:1, co wcale nie musi oznaczać że byłby remis. W końcu bramki na wyjeździe liczą się podwójnie… Uważam, że chowając swoją dumę do kieszeni burmistrz pokazałby nie tylko że jest politykiem, ale także człowiekiem na odpowiednim stanowisku.

  • Marzec
  • Myśliwy zastrzelił psa

    Coraz częściej słychać w naszym regionie o myśliwych. Dwa miesiące temu, jeden drugiemu strzelił w twarz, a ostatnio myśliwy zabił omyłkowo psa. Widać, że gdy odbywa się polowanie, czas się ewakuować. Nie wiadomo za kogo nas weźmie i czy czasami nie strzeli mam w łeb. Najdziwniejsze jest jednak to, że człowiek posiadający broń palną, strzela w coś, czego tak naprawdę nie jest w stanie zidentyfikować. Późniejsze tłumaczenia, że to w jego mniemaniu był lis, czy dzik niczego nie zmienią gdy dojdzie do tragedii, a tylko pogrąży jeszcze bardziej koło łowieckie i opinie o nim.

    Tak całe wydarzenie relacjonuje właściciel psa:

    „Wyszedłem z pieskami na spacer. Towarzyszyła mi jak zwykle 7- letnia Aza i mały rudy Obi. Nagle usłyszałem strzał, potem kolejne. Aza zaczęła skomleć, a potem zamilkła. Nawoływałem, ale nie przybiegała. Od razu czułem, że coś się stało. Gdy wróciłem do domu zadzwoniłem do córki”.

    gazetaslupecka.pl

    Najbardziej jednak zdziwiły mnie komentarze na oficjalnych stronach lokalnych gazet. Oto jeden z nich:

    Właściciel powinien jeszcze dostać karę. Pies biegający po lesie lub polu zabija zające. Pies powinien być na smyczy. Myśliwi mają prawo strzelać do psa w lesie ponieważ taki pies to zagrożenie dla zwierząt leśnych. Wszystko w temacie.

    Gratuluję inteligencji i błyskotliwości. Widać, że w opinii komentatora tylko myśliwi i dziko żyjące zwierzęta mają prawo swobodnie poruszać się w terenie. Domowe zwierzęta już takiego prawa nie mają, więc można je bezkarnie zabijać. Gdyby takie prawo rzeczywiście było po stronie myśliwego, to nie zabrano by mu pozwolenia na broń i nie ukarano kwotą 1500 zł.

    Jestem zdania, że w naszym regionie jest zbyt wielu myśliwych. Znam osobiście ludzi, którym nie dałbym do ręki gumowych sztućców, a posiadają broń palną. Jak dalej stawiać będziemy na ilość, a nie jakość, to takie przypadki zdarzać się będą coraz częściej. Śmiem już nawet twierdzić, że więcej jest myśliwych niż samej zwierzyny, dlatego do siebie strzelają. Proponuję więc, aby stworzyć dla niewyżytych myśliwych paintballa, może kule z farbą rozjaśniłyby tym ludziom umysł.

    Tymczasem gdy usłyszycie huk wystrzału uciekajcie do domu jak wiewiórki do dziupli, bo nie wiadomo kto następny znajdzie się na głównych stronach gazet.

    „Panie trenerze”

    Jak co jakiś czas, wybieram się na słupecki cmentarz. Najczęściej idę sobie „z buta” przechodząc przy orliku i większym boisku obok niego. To własnie na tym większym placu odbywał się trening – chyba jakiejś kadry młodzieżowej SKP Słupca, ale pewien nie jestem. Trener stoi na środku boiska i instruuje zawodników, jakie mają wykonać zadanie. Gdy się już do niego młodzi zawodnicy zabrali i nie wychodziło im to jak trzeba, trener wydzierał się na nich w taki sposób, że aż mnie zatkało. Wyzywał, omal nie zaczął kląć. Za to młodzi piłkarze „kurwowali” na lewo i prawo.

    Z jednej strony wyglądało to dość komicznie. Krzyczący trener i zdenerwowani piłkarze, którym dosłownie nie wychodziło żadne zagranie. Trener, który powinien ich czegoś nauczyć i zwracać się do nich jak do ludzi, a on tymczasem w nagrodę nie krzyczał. Z drugiej zaś strony, jak ci młodzi ludzie mają czerpać przyjemność z treningów, skoro mają tak zmierzłego trenera? W takich chwilach po postu cieszę się, że moje dzieci których nie mam, nie trenują z takim człowiekiem. Dziwić się później, że „nasi” piłkarze nie odnoszą sukcesów.

    Oczywiście warto wziąć to wszystko z przymrużeniem oka. Jednak treningi odbywające się w miejscu publicznym, w moim przekonaniu powinny wyglądać inaczej. Nie znam się na piłce na tyle, by uczyć trenera zachowań. Wydaje mi się jednak, że powinien to robić w taki sposób, by nie szokować przechodzących obok gapiów, a i by mógł nauczyć czegoś młodych ludzi – choćby zachowań. Odniosłem jednak wrażenie, że gdyby ten człowiek tresował zwierzęta, to biłby je za złe wykonanie komendy…

    Gratulacje „Panie trenerze”.

  • Luty
  • Policja ze Słupcy złapała złodziei?

    Dziś byłem świadkiem dziwnego wydarzenia. Policjanci na ulicy Warszawskiej wjechali w pojazd nadjeżdżający z naprzeciwka, szybko wyskoczyli z bronią i siłą wyjęli z samochodu kierowcę oraz pasażera. Wyglądało to naprawdę efektownie, jak w filmie sensacyjnym. Nie wiem do końca o co w tej akcji chodziło, ale chodzą słuchy, że była to zamierzona akcja na złodziei, którzy okradali plebanie i kościoły w naszym rejonie. Przynajmniej tak głoszą plotki i pewnie o to są oni podejrzani.

    Czy rzeczywiście tak było, dowiemy się zapewne z lokalnych gazet.

    Co robi ZDM gdy nie ma śniegu?

    Na wyżej postawione pytanie można odpowiedzieć wprost – sypie piachem. Rok temu narzekałem, że z powodu dużej ilości śniegu, nikt nie działa w kierunku usuwania „szklanki” z ulic, szczególnie tych w mieście. W tym roku postanowiono sypnąć piachem zanim zaczął padać śnieg i zanim ja zacząłem narzekać. Teraz czekam na wielkie opady śniegu, które przykryją warstwę błota lub na wielkie opady deszczu, które zmyje piasek. W tej chwili mycie samochodu nie ma żadnego sensu. Jeden przejazd przez Słupcę tak go wybrudzi, że drzwi, lusterka a nawet dach jest zachlapany.

    Zastanawiam się, dlaczego postanowiono nie oszczędzać na piasku, jak to ma miejsce niemal co roku. Albo ZDM ma go za dużo i zamiast przechowywać go na placu pozbywa się go w sposób wiadomy… Może po prostu trzeba trochę wypłacić pieniędzy firmom, które wygrały przetarg na odśnieżanie, albo po prostu postanowiono o nas zadbać.

    Zakładam tą ostatnią wersję, że zadbano o nasze bezpieczeństwo, abyśmy jak zwykle co roku o tej porze nie narzekali, że drogowców zaskoczyła zima. Brawo, udało się. Wielkie gratulacje. Ale wydaje mi się, że na przyszłość lepiej działać z umiarem, bez przesady w jedną, jak i drugą stronę.

  • Styczeń
  • Płacić, czy nie płacić abonamentu RTV?

    Temat wydaje się mieć niewiele wspólnego ze Słupcą. Jednak do jego napisania natchnął mnie reporter „Kuriera Słupeckiego”, na którego łamach zamieszczono krótki artykuł „Płacić, czy nie płacić?”. Reporter wysłuchał i zacytował cztery osoby zamieszkujące Słupcę oraz powiat, co sądzą o abonamencie radiowo-telewizyjnym. Okazuje się, że mimo niewielkiej jego ściągalności, bo około 30%, w naszym regionie wynosi ona 100%. Wszystkie osoby są zdecydowane, że płacić powinien każdy. Trzy z nich deklarują że to robią.

    Jedna z tych osób nie płaci abonamentu, ale słyszała o czymś takim i też jest za karaniem uchylających się od płacenia. To trochę absurdalne stwierdzenie, bo jako pierwszy wystawia się do ukarania za niepłacenie i w dodatku podaje swoje imię i nazwisko. Dalsza część wypowiedzi również świadczy o niewiedzy pytanego. –

    …Osobiście mam kablówkę i tez za nią się płaci. Myślę, że osoby, które nie płacą tego abonamentu powinny być w jakiś sposób karane
    „Kurier Słupecki” 24 stycznia 2012, wydanie 4/464

    Mam wrażenie, że chciał przez to powiedzieć, że płaci za telewizję kablową i nie musi już uiszczać abonamentu RTV. Nic bardziej mylnego. Telewizja kablowa czy platforma cyfrowa nie opłaca za nas abonamentu RTV. Z takiego punktu widzenia okazuje się, że płacić abonament RTV powinniśmy. Ale…

    Zastanawialiście się kiedyś państwo, dlaczego mimo niepłacenia abonamentu, nikomu nie dzieje się krzywda? Nie wchodzi na nasz majątek komornik, a pisma wysyłane z Poczty Polskiej wręcz proszą nas o uregulowanie zaległej składki. Dzieje się tak dlatego, że w konstytucji zapisany jest punkt, który mówi o płaceniu składek tylko w przypadku, gdy mamy podpisaną umowę. Jeśli korzystamy z telewizji kablowej, platformy cyfrowej, korzystamy z wodociągów, gazu czy prądu, musieliśmy najpierw podpisać stosowną umowę. W przypadku abonamentu RTV nikt z nas nie podpisywał umowy, więc płacenie jej byłoby niekonstytucyjne.

    Dlatego to własnie rząd w tej chwili powinien zmienić coś w konstytucji. W tej konkretnej sytuacji jednak, rząd zachwiałby swoimi notowaniami gdyby coś takiego zrobił i pewnie wielu mogłoby przy okazji kolejnych wyborów przypomnieć sobie, jakie krzywdy mu wyrządzono. Wydaje się, że władza jest jednak ważniejsza…

    Wracając jeszcze do artykułu opublikowanego w „Kurierze Słupeckim”. Wygląda to tak, jakby kampania reklamująca propagowanie płacenia abonamentu miała miejsce nie tylko w internecie i telewizji, ale także w lokalnej prasie.

    Zakaz parkowania – ciąg dalszy

    Ten temat już kiedyś podejmowałem na łamach tego bloga. Obok kwiaciarni znajdującej się na ulicy Warszawskiej postawiono po raz kolejny znak zakazu parkowania. Już wcześniej znak pojawiał się i znikał. Dziś jednak stoi tak blisko sklepu, że nie można już zaparkować w ogóle. Temat może nie wart byłby jakiegokolwiek komentarza, gdyby nie podteksty polityczne, interesy i to, że głównym złośliwcem jest człowiek, który posiada najwyższą władze w mieście – burmistrz.

    Ci, którzy mnie znają wiedzą, że nie sympatyzuje z żadną partią polityczną. Człowiek zawsze jest dla mnie człowiekiem i to czym się zajmuje jest jego sprawą. Najgorsze jest jednak to, że nasz obecny burmistrz choć jako osoba prywatna jest mi obojętna, to jednak jako osoba na zaszczytnym stanowisku już nie. Widzę, że nie potrafi obchodzić się władzą, a nawet śmiem twierdzić, że wykorzystuje ją przeciwko innym. Krzyżyk można sobie postawić w różny sposób. Ten człowiek w moim odczuciu nie zasługuje na to, by postawić krzyżyk obok jego nazwiska na karcie do głosowania. Jednak postawił go sobie u mnie gdzie indziej.

    Oczywiście trzeba też wziąć pod uwagę inne powody postawienia tam znaku zakazu parkowania… Może to, że jezdnia jest zbyt szeroka i autobus mógłby nie wjechać bokiem? A może dlatego, że ruch jest niewielki? A może w okolicy parku nie wolno parkować? Obstaję jednak za tym, że panu Pyrzykowi nie jest „po drodze” z panem Mikałajczykiem i z tego powodu mści się na nim, a przede wszystkim na jego żonie, która jest właścicielką kwiaciarni.

    Trzeba tez przyznać, że znak może odbierać kwiaciarni klientów, ale przede wszystkim irytuje samych kupujących. Ten znak przeszkadza mi w łatwiejszym i szybszym parkowaniu, ale nie jestem jedyny w takich osądach. Dlaczego władze nie postarają się o zakaz parkowania obok kościoła pod wezwaniem św. Wawrzyńca, gdzie ruch jest wzmożony, a samochody mijają się o centymetry? Na szczęście w tym roku nie ma hałd śniegu i parkujące tam auta nie stoją przy osi jezdni.

    Na pana miejscu panie burmistrzu paliłbym się ze wstydu za rzeczy jakie pan wyrabia. Choć nie jestem w pana skórze już na samą myśl jest mi wstyd, a znany artysta Kazik w swojej piosence śpiewał – „Niech się wstydzi ten co robi, a nie ten co widzi”…

  • 2011
  • Grudzień
  • Jak przyciągnąć i zniechęcić czytelnika…

    Kilka miesięcy temu w naszym miasteczku zaistniała nowa gazeta lokalna – „Głos Słupcy”. Na początku niechętnie do niej podchodziłem, bo pisano w niej o „dupie Maryni”. Po czasie jednak gazetka zmienia się zdecydowanie na lepsze. Artykuły pisane na tematy lokalne, ale także te, które bulwersują opinię publiczną w całej Polsce. To wszystko sprawiło, że nie tylko trzy pierwsze strony są ciekawe, ale niemal cała gazeta. W dodatku cenowo jest ona w tej chwili bezkonkurencyjna, w porównaniu do pozostałych.

    Kilka tygodni temu ogłoszono konkurs, w którym do wygrania jest skuter. Kupony wycinane z gazety można wrzucać do skrzynki, która umieszczona jest w Intermarche. Na kuponie trzeba podać imię i nazwisko, adres zamieszkania, numer telefonu i opcjonalnie adres e-mail. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie kontrowersyjny punkt regulaminu, który mówi:

    8. Zwycięzca konkursu zobowiązany jest odebrać nagrodę osobiście w dniu losowania. Nieobecność podczas losowania wyklucza udział w konkursie.

    Z całym szacunkiem dla redakcji i pomysłodawcy konkursu, ale uważam że regulamin pisał ktoś, kto oprócz czubka własnego nosa nic innego nie widzi. Kupując gazetę, wycinając i wrzucając do skrzynki kupon nie uprawnia mnie to odebrania nagrody w razie wylosowania, jeśli nie będzie mnie na miejscu. Uważam więc, że nie jest to konkurs tylko dla czytelników gazety, ale także potencjalnych klientów Intermarche. W/w punkt regulaminu w czasie przedświątecznym, gdy ostatnie przygotowania do świąt idą pełną parą, a część ludzi jeszcze o godzinie 16:00 pracuje, jest pomysłem mocno chybionym.

    Ostatni punkt regulaminu (10.) zaprzecza temu wymienionemu wyżej (8.)

    10. Fakt wzięcia udziału przez uczestnika w konkursie oznacza, że wyraża on zgodę na przetwarzanie danych osobowych w rozumieniu ustawy z dnia 29 sierpnia 1997r. O ochronie danych osobowych (tj. Dz. U. Z 2002 r., Nr 101, poz. 926 ze zm.) przez Redakcję Głosu Słupcy w celach związanych z przeprowadzeniem konkursu.

    Po co więc na kuponie oprócz imienia i nazwiska jest pole na adres zamieszkania, numer telefonu i e-mail? Po co im moje dane osobiste, skoro i tak nikt nie zadzwoni i tak nikt nie napisze jeśli zostanę wylosowany? Może tylko po to, żeby zebrać dane osobowe do własnej bazy danych, które w przyszłości zostaną sprzedane lokalnym firmom?

    Szkoda, że dziesięciopunktowy regulamin nie został zamieszczony w gazecie. Od razu bym wiedział, że nie wezmę udziału w konkursie, a tak to „napaliłem” się na ewentualną wygraną z której i tak nic nie będzie. Szkoda, że zamiast przyciągnąć Nas do siebie jako potencjalnych klientów (czytelników), odpycha się nas durnymi punktami w regulaminie.

    Wywóz śmieci

    Kilka miesięcy temu słyszałem o planach miasta jak i gminy na pozbycie się problemu przybywających śmieci w lesie. W poprzednim numerze „Gazety Słupeckiej” napisano o tym artykuł i teraz już wiem, że głosy o zmianach były prawdziwe. Każdy mieszkaniec gminy i miasta będzie obarczony „abonamentem śmieciowym”. Za każdego mieszkańca zameldowanego w domu bądź mieszkania pobierana będzie opłata. W gospodarstwie domowym, w którym mieszka 6 osób, ustalona będzie stawka sześć razy wyższa niż w domu, w którym mieszka jedna osoba. Mam nadzieję, ze adekwatnie do ilości mieszkańców i wysokości opłat ustawionych będzie więcej koszów, bo o tym nie ma żadnej wzmianki.

    Jeśli ten sposób rzeczywiście pomoże uchronić lasy i przydrożne rowy od śmieci, to pomysł uznaję za dobry. Oczywiście dla mieszkańców bloków zmieni się tylko wysokość opłat, bo śmieci moga wyrzucać tyle ile mają. A ile śmieci może wyrzucić mieszkaniec domku jednorodzinnego w Słupcy i gminie? W zależności od tego jak wielki dostanie kosz. Tu nasuwa się pytanie, czy im więcej mieszkańców i większa opłata, tym większa będzie pojemność koszów? Jeśli rzeczywiście tak, to istnieje szansa zmniejszenia ilości odpadów w lasach.

    Najprawdopodobniej podatek śmieciowy w Słupcy przyjmie formę opłaty ryczałtowej pomnożonej przez ilość zameldowanych osób w danym budynku czy lokalu (ustawa dopuszcza min. możliwość liczenia go od wysokości zużycia wody w danym domostwie)

    Gazeta Słupecka nr. 47 (1109)
    22 listopada 2011

    Mam jednak nieodparte wrażenie, że pozostawienie władzom lokalnym kolejnego obowiązku dbania o czystość spowoduje, że będzie to tylko kolejny pośrednik między klientem, a firmą wywozową. Zmienią się zasady, zmieni się stawka, a syf jak był tak będzie. Pisząc syf mam na myśli to, że składowiska i tak nie będą segregowane jak nakazywać będzie ustawa.

    „Rozwiązanie to ma przyczynić się do większej ochrony środowiska, zapewnić lepszą segregację i zwiększyć możliwość recyklingu jak również zagospodarowanie odpadów biodegradowalnych. Mniej śmieci trafiać będzie na wysypiska. Zniknąć też mają dzikie składowiska odpadów.” – poinformował burmistrz miasta Michał Pyrzyk.

    Gazeta Słupecka nr. 47 (1109)
    22 listopada 2011

    Pomysł na przymusowe posiadanie koszy na śmieci uważam za strzał w dziesiątkę. Ustalanie ilości koszów w zależności od ilości mieszkańców domu, również uważam za dobry. Pobieranie opłaty za każdego mieszkańca też uważam za sprawiedliwy. Martwię się tylko, czy wielodzietna rodzina będzie w stanie zapłacić za śmieci miesięcznie kilkakrotnie wyższą stawkę?

  • Listopad
  • Cyfra+ za 500 złotych

    Kilka dni temu pisałem o naziemnej telewizji cyfrowej. Dziś muszę dodać ważny dla wielu wątek, który nie daje mi spokoju. Mojego znajomego odwiedziło ostatnio dwoje ludzi, którzy zaproponowali montaż anteny satelitarnej, a dokładniej namawiali ich do podpisania umowy z Cyfrą+. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że powiedziano nieznającym się na temacie ludziom, że jeśli nie założą anteny teraz, to od nowego roku nie będą mieć w ogóle telewizji.

    Nie dość, że wprowadzeni zostali w błąd, to jeszcze za montaż anteny wraz z tunerem, czaszą i aktywacją zapłacili 500 zł. W dodatku co miesiąc muszą płacić 54 zł abonamentu za pakiet, który dostali. O dziwo są to ludzie, których nie podejrzewałbym o podłączenie czegokolwiek do telewizora za więcej niż 40 zł. Nie z powodu biedy, ale swojej „skąpości” do wydawania pieniędzy na cele rozrywkowe. Warto też w tym temacie podkreślić, że nikt nie zaproponował im i nie zapytał, czy woleliby pakiet tańszy, z mniejszą ilością kanałów. Sama umowa podpisana została na maksymalny czasy 24 miesięcy, a do wyboru jest też opcja 18 miesięcy.

    Owe 500 zł, które zapłacili za montaż i sprzęt było ceną dość wygórowaną. Tuner Pace HD, który dostali, kosztuje na dziś 49 zł, aktywacja 1 zł i 50 zł czasza z konwerterem. Do tego dokładamy końcówki do kabla i sam kabel 10 zł. Wynika więc, że za sprzęt od cyfry zapłaciliby 110 zł.

    Skoro ci ludzie i wielu ich sąsiadów zgodzili się na podpisanie umowy i zakup sprzętu, to juz ich problem. Doskonale wiedzieli co podpisywali. Jednak chciałbym Was przed nimi przestrzec. Nie podpisujcie żadnych umów z ludźmi, którzy wędrują od domu do domu. Jeśli chcecie zakupić zestaw płatnej telewizji cyfrowej, wybierzcie się do dystrybutora Cyfry+, Cyfrowego Polsatu, bądź telewizji „n” w Słupcy.

    Zapewniam Was, że montaż anteny satelitarnej nie jest niczym trudnym. Wystarczy dobrze przeczytać instrukcję montażu i nie powinno być większych problemów. Oczywiście zamocowaniem i ustawieniem anteny może zająć się monter, który powinien wziąć w granicach 100-150 zł, ale to tak o wiele mniej niż 400 zł – prawda?

    Zapamiętajcie słynne słowa znanego słupeckiego mechanika, że nie płaci się za pracę, ale za wiedzę. W tym przypadku było podobnie. Nie płaćcie więc za brak wiedzy tym, którzy chcą to wykorzystać do zbijania kapitału.

    Naziemna telewizja cyfrowa

    Przejeżdżając się po mieście, szczególnie tak gdzie są osiedla domków jednorodzinnych, bądź po prostu po okolicznych wioskach, zauważyłem pewien szczegół, który mnie martwi. W większości domów, anteny do odbioru telewizji naziemnej skierowane są w kierunku Konina. Często zauważam na ścianie wiszący telewizor, a obraz skacze tak jakby miał zaraz wyskoczyć z telewizora. Dla tych, którzy posiadają telewizor LCD przystosowany do odbioru telewizji naziemnej (MPEG-4), mogą śmiało skierować antenę w kierunku Poznania (Śremu).

    Dzięki temu możecie odbierać kilkanaście kanałów telewizyjnych w cyfrowej jakości obrazu i dźwięku, nie marnując przy tym dobrego telewizora na kiepski sygnał. O dziwo, antena nie musi być precyzyjnie ustawiona, aby odraz był dobry. To jest właśnie specyfika cyfrowego sygnału, albo jest, albo go nie ma. Antenę mażecie ustawić w kierunku Poznania bez precyzji i wyszukać programy w telewizorze. Pamiętajcie, aby wyszukiwać sygnał cyfrowy, a nie analogowy. Taki wybór z pewnością zakończy Wasze męki ze śnieżącym i przebijającym obrazem. Żadne warunki pogodowe nie będą już w stanie zakłócić obrazu.

    Dla tych, którzy nie mają nowego telewizora z wbudowanym tunerem MPEG-4, bądź posiadający stary odbiornik telewizyjny i nie noszą się z zamiarem zakupu nowego, mogą zaopatrzyć się w tuner do odbioru naziemnej telewizji cyfrowej.

    Więcej na ten temat opowie Wam pan z kanału Youtube:

    Jakość usług w Słupcy

    Czy zdarzyło Wam się kiedyś robić remont i kupować materiały budowlane, meble bądź inne produkty których nie było na stanie? Pamiętacie jak sprzedawca obiecywał, że wszystko zostanie dostarczone konkretnego dnia i o konkretnej godzinie, a w rzeczywistości czekaliście tydzień dłużej? Ja w ostatnim czasie non-stop tego doświadczam i nie mogę się nadziwić, dlaczego te firmy (sklepy) jeszcze działają. Zachowanie niektórych sprzedawców i ignorowanie klienta bez względu na to, za ile zakupi towaru przekracza wszelkie granice, ale zacznijmy od początku…

    Jak to zwykle bywa, zaczyna się od remontu. Wymiana paneli, wykładanie nowych płytek, świeży gips na ścianie, malowanie. Tym miała zająć się dwuosobowa firma, która obiecała przyjść do pracy w czwartek. Dzień wcześniej więc pofatygowałem się wynieść meble, zerwać starą wykładzinę i oczyścić pomieszczenia, które miały być następnego dnia remontowane. Co się okazało dnia następnego? Firma nie „przyjdzie”, bo nie dokończyła pracy w poprzednim miejscu, ale w poniedziałek będą na 100%. Wkurzyłem się strasznie, przecież mógł właściciel zadzwonić i poinformować mnie o tym dwa dni wcześniej – nawet dzień wcześniej. Chata w rozsypce, nie ma gdzie spać i syf wszędzie – ci którzy robili remont zapewne wiedzą o czym piszę. No dobra, stało się. W poniedziałek przyjdą i załatwią sprawę. Mieli przyjść od godziny 8:00. Nie ma. Dzwonię do „prezesa” i słyszę tekst – teraz jestem na szrocie, bo muszę zakupić… Przyjechali popołudniu, ale nie robili długo, ponieważ – „w południe to nie robota”. Następnego dnia również nie stawili się na czas dając w zamian argumenty, które nie dawały im usprawiedliwienia. Dopiero po ostrej wymianie słów – następnego dnia przyszli na czas i robili od rana do nocy. Sukces!

    Pojechałem kupić panele do jednego ze sklepów w Słupcy. Wszedłem do sklepu wybrałem interesujący mnie kolor i… Dostałem do ręki panel i miałem iść sobie poszukać listwy. Mimo tego, ze powiedziałem, że chcę taką samą jak w dołączonej prezentacji, to jednak kazano mi iść do ostatniego pomieszczenia i wybrać sobie takie, jakie będą mi pasować. W pomieszczeniu tym było do wyboru, żeby nie przesadzić 200 rodzajów listw. Na kolejną moją prośbę, że nie chce szukać tylko chcę takie jak na wystawie, kobieta skrzywiła swój wredny ryj i z wyrzutem poszła szukać. Jedynym plusem tego sklepu było to, że panele przywieziono na czas.

    Regulacja okien i wymiana w nich uszczelek to niewielki problem dla montera zajmującego się tym od zawsze. Złożyłem wizytę w jednym ze słupeckich sklepów i poprosiłem o usługę w jak najszybszym czasie, ponieważ wiatr wlatuje do pokoju. Oczywiście wszystko da się zrobić – jutro, ewentualnie pojutrze, ale niech pan zostawi numer telefonu, to skontaktuję się z panem jakby coś wypadło. Minęły trzy tygodnie od tego czasu, a gościa ani widu ani słychu.

    Mało tego. Przed sezonem postanowiłem wymienić drzwi zewnętrzne, bo stare kilkunastoletnie nie nadawały się do dalszej eksploatacji. Cóż, w samochód i do sklepu. Po wyborze, sprzedawca zapewniał mnie, że drzwi dotrą za tydzień – w czwartek. Oczywiście sprzedawca wziął ode mnie numer telefonu, gdyby coś się „wydarzyło”. Ok! Zamówiłem więc „majstra”, który wstawi i oprawi drzwi, oczywiście na czwartek. Drzwi nie dotarły i wiecie co, majster też! Kilka dni później pojechałem do sklepu i sprzedawca stwierdził, że skoro drzwi były mi tak bardzo potrzebne na czwartek, to mogłem zadzwonić i wtedy stanąłby na głowie żeby mi je przywieźć. Kurwa!!! On powinien stanąć na głowie i mi je przywieźć skoro obiecał. Najdziwniejsze jest to, że sprzedawca się jeszcze ze mną kłócił. W tym przypadku kłania się stare powiedzenie, że klient ma zawsze rację. Ja na jego miejscu przeprosiłbym i ukłonił się nisko przed klientem, którego zawiodłem.

    Wezmę również niedawny przykład mający miejsce w mojej rodzinie, gdzie zamówiono kostkę brukową na plac przed domen. Zamówiona została kostka brukowa w dość dużej ilości i zapewniano, że dostarczona zostanie w dwóch częściach – od zaraz i za kilka dni. Ta od zaraz dotarła na miejsce, tak samo jak firma ją układająca. Jednak po kilku dniach po przygotowaniu terenu i założeniu pierwszej partii kostki, kolejnej nie można było się doczekać.

    Zamówiłem stolarza, który miał zrobić meble na wymiar. Miał zadzwonić w poniedziałek, zadzwonił we wtorek. Miał przyjechać wymierzyć w środę o 9 rano, i nie przyjechał. Gdyby to wszystko działo się w czachach komuny, nie zdziwiłbym się gdyby człowiek nie dotarł. Może nie dostał kartek na paliwo, a telefon stacjonarny miało niewielu.

    Gdzieś słyszałem, że już minęły 22 lata od zakończenia komuny, ale w kwestii jakości usług niewiele się zmieniło. Na wybudowanie i wyremontowanie czegokolwiek, musimy czekać za materiałem kilka tygodni, a na usługę która jest niewiele warta finansowo nigdy się nie doczekamy. Do tego brak kontaktu ze sprzedającym – tak podpisałbym wszystkich pseudo fachowców gdybym skorzystał z ich usług za pośrednictwem Allegro. – Ot to taki mój komentarz.

  • Październik
  • Przyszłość szpitala

    W naszym regionie największym problemem jest zdrowie i człowiek. Jak inaczej zrozumieć tytuły w gazetach, w których niemal co tydzień na stronie głównej pada pytanie, czy szpital zbankrutuje? Odpowiedzi nikt z nas zwykłych mieszkańców nie zna, ale warto zadać sobie inne ważne pytania, na które może ktoś kiedyś odpowie. Jak to się dzieje, że w powiecie, który ma 60 tysięcy mieszkańców, nie opłaca się funkcjonowanie szpitala? Czy szpital to instytucja, która musi na nas zarabiać jak masarnia, market, sklep z rowerami czy butami? Czy inwestycja w zdrowie i bezpieczeństwo obywatela naprawdę nie jest dla samorządowców nic warte?

    Po co przedsiębiorcy i pracownicy płacą tak wysokie składki ZUS, skoro jedyne co im się należy, to dostęp do lekarza rodzinnego? Czy nie lepiej, aby te pieniądze, które praktycznie są przekazywane na ZUS, zostały w kieszeni pracownika, czy właściciela firmy? Przecież jeśli musimy iść do specjalisty, to i tak zazwyczaj robimy to w gabinetach prywatnych.

    W tym wszystkim jest jeszcze jeden szczegół, który nie daje mi spokoju. Często słyszę lub przeczytam w gazecie, że w jakiejś tam miejscowości powstanie nowy budynek dla OSP, że inny zostanie wyremontowany, a dla jeszcze innych zakupiono kolejny samochód, który służy do wożenia kiełbasy i alkoholu na swojskie imprezy. Nie dość, że wydano pieniądze na samochód, to jeszcze trzeba go ubezpieczyć, zalać paliwo, by pseudo strażacy, których nigdy nie ma na akcjach mogli się nim podzielić. Czy zamiast topić pieniądze w wyrastające jak grzyby po deszczu OSP, nie lepiej pieniądze te przeznaczyć na zdrowie lokalnej społeczności?

    Gwarantuję, że któregoś dnia znów przeczytamy o złej kondycji finansowej szpitala, a na drugiej stronie zobaczymy odremontowany bądź nowy budynek OSP, który powstał na przysłowiowym „wygwiździejewie”.

    Są różne głosy co do sensu istnienia szpitala. Niektórzy twierdzą, że zadłuża się go specjalnie, by można było ogłosić jego bankructwo i oddać w prywatne ręce. Uważam, że to miałoby sens, gdybyśmy nie musieli płacić ogromnych danin (ZUS) na rzecz służby zdrowia oraz przyszłej i pewnie niedoszłej emerytury. Wolałbym swoje pieniądze lokować w prywatne fundusze emerytalne oraz prywatną służbę zdrowia, ale w demokracji nikt mi tej szansy nie dał.

  • Wrzesień
  • Kampania „śmieciowa” ruszyła

    Jak co wybory, na ulicach przybywa wiele ton „śmieci”, by promować mordy polityków, samorządowców i inne ścierwy. Tak i tym razem widać gołym okiem efekty kampanii wyborczej. Setki kartonów, makulatury, a nawet wielkich transparentów przywieszanych na drzewach dają nam po oczach. Dziwne troszkę, że zawiesza się transparenty skierowane głównie dla kierowców. Chyba kampania powinna być bezpieczna, a kierowcy zamiast spoglądać na reklamy, powinni skupić się na drodze – prawda?

    W polityce jednak liczy się efekt kampanii wyborczej. Nie liczy się estetyka naszych miast, bezpieczeństwa ludzi, ani czystości w mieście. Najważniejsze to awansować na fotel, który wstępnie zakłada się objąć i już. Zastanawiające jest to, czy po wyborach i całej tej kampanii plakatowej, znikną one z naszych ulic, czy po prostu deszcz je rozpuści i walać się będą masowo po chodnikach i ulicach, jak miało to miejsce po ostatnich samorządowych wyborach.

    Niestety nie mam w tej chwili aparatu, więc nie mogę wstawić zdjęć. Wystarczy jednak wyjść z klatki schodowej, domu, czy przejechać się samochodem lub rowerem do sklepu. Z pewnością nie ominie Cię uliczny śmietnik wyborczy.

  • Lipiec
  • Burmistrzowi przeszkadza kwiaciarnia

    W „Kurierze Słupeckim” pojawiła się informacja, że burmistrz Słupcy chce zlikwidować kwiaciarnię na rogu ulic Koszuckiej i Warszawskiej. Największym zdumieniem jest argumentacja tego pomysłu – kwiaciarnia zagraża kierowcom i zasłania widoczność. Gdy się o tym dowiedziałem nie czytając jeszcze gazety, pomyślałem, że to właśnie dzięki temu budynkowi nic tam się nie stało. Taką samą argumentację przedstawił radny Tadeusz Markiewicz, który poprze właścicielkę kwiaciarni.

    Kierowcy mimo znaku ustąp pierwszeństwa przejazdu, zatrzymują się, by rozważyć możliwość wjazdu na ulicę Warszawską. Wystarczy się zatrzymać, obejrzeć i można śmiało włączyć się do ruchu. Już sobie wyobrażam, że nie ma kwiaciarni w tym miejscu, a co głupszy dzieciak będzie chciał się wcisnąć rozpędzonym samochodem przed jadącym od strony Konina innym pojazdem. Wtedy to dopiero byłby kocioł w tym miejscu. Patrząc na to swoim okiem nie widzę powodów, by niszczyć budynek, który od zawsze pamiętam i jest swojego rodzaju „zabytkiem”. W dodatku trzeba przyznać, że mają tam świetną obsługę i ładne kwiaty. Wybierając się na rodzinny grób, można zakupić znicze, wkłady czy sztuczne kwiaty…

    Już od jakiegoś czasu wydawała mi się dziwna sprawa z zakazem parkowania koło kwiaciarni, co opisałem w oddzielnym poście – tutaj. Dziwnie zbiega się to z decyzją o zlikwidowaniu kwiaciarni w tym właśnie miejscu, podpierając się bezpieczeństwem na drodze. Przez 60 lat nikomu to nie przeszkadzało, a teraz jest problem. Ciekawe kiedy burmistrz Pyrzyk wpadnie na pomysł, żeby wyburzyć kamienice na słupeckim rynku, przecież one też zasłaniają widok kierowcom…

    Autostrada do d…

    Nasze małe miasteczko ma zaszczyt, że znajduje się tak blisko autostrady. Tego typu tytuły owijały się przez prasę lokalną, a z ust niemal każdego mieszkańca płynęły słowa radości i dumy. Rząd obiecał, że podnosząc podatki na paliwo, zbuduje nam drogi szybkiego ruchu. Mimo niechęci społeczeństwa do podwyżek, co jest całkowicie zrozumiałe, miała nastać era wielkiej budowy sieci autostrad w całej Polsce. Los sprawił, że autostrada przebiega kilka kilometrów od Słupcy, co sprawiło że nie tylko mieliśmy szczęście, ale liczyliśmy na zyski z nowych inwestycji.

    Szybko okazało się, że przejazd ów autostradą nie będzie dla nas „śmiertelników” tak przyjemny jak mogłoby się wydawać. Zbudowano na niej punkty poboru opłat, co sprawiło całkowicie inną sytuację niż pierwotnie miało. Zamiast odciążyć drogę krajową 92 na odcinku Konin – Września okazało się, że wielu kierowców, a w szczególności ciężarówek wolało ominąć opłaty przejeżdżając przez nasze miasto. Morał z tego mieliśmy taki, że droga budowana za pieniądze podatników, a musieliśmy płacić za wjazd na nią. Ba, autostrada pod nosem, a tiry niszczyły nam drogę do tego stopnia, że strach było na nią wjechać.

    Po zmianach jakie nastąpiły, tiry wróciły na autostradę, a co za tym idzie, przestały rozjeżdżać nam drogę lokalną. Została ona wyremontowana do stanu idealnego na odcinku Konin – Września. Teraz jednak ktoś wyżej wpadł na pomysł, aby stan sprzed paru lat znów przywrócić. Choć wydawało mi się to niemożliwe, to dziś jednak widoczna jest większa ilość samochodów ciężarowych na naszej obwodnicy. Kierowcy omijają autostradę, na której pobierana jest katastrofalnie duża opłata. Z tego co wiem, wynosi ona 63 grosze za kilometr. Biorąc pod uwagę fakt, że z Konina do Poznania jest ich 100, kierowca za każdy taki przejazd zapłaci lekko ponad 60 zł.

    Nic więc dziwnego, że kierowcy szukają alternatywnej drogi. Niestety odbije się to nam mieszkańcom niemal na wszystkim. Ruch na obwodnicy jest tak duży, że na rondzie od strony Strzałkowa policjant musiał kierować ruchem by rozładować korek. Zwiększy się hałas, ilość spalin, ruch, trudniej będzie wjechać na nią z drogi podporządkowanej, nie mówiąc już o jakości drogi, która pewnie z dnia na dzień wyglądać będzie gorzej. Aż żal patrzeć na to co się stanie z tą gładką na stół nawierzchnią.

    Niestety jesteśmy mieszkańcami kraju, w którym będzie trzeba płacić za wszystko kilkakrotnie więcej niż jest warte. Nie dość, że właściciel firmy transportowej musi zakupić pojazd, zapłacić kierowcy i kupić paliwo, to jeszcze musi ładować pieniądze dzięki nieprzemyślanym ustawom. My zwykli mieszkańcy również zapłacimy za to wysoką cenę, choćby kupując produkty ze sklepowej półki. Skoro wzrośnie cena transportu, to będzie musiał za to zapłacić – prawda?!

  • Czerwiec
  • Wypadek z udziałem motocykla

    Na kanale TVN24 w programie „15:00 na żywo”, wyemitowano materiał którego akcja rozgrywała się w Słupcy. Na wjeździe do komisu „AUTO KOMIS E8″ przy ulicy Sienkiewicza doszło do zderzenia motocyklu z samochodem dostawczym, wiozącym samochody na lawecie. Jak powiedziała prowadząca program, „to cud, że nikt nie zginął w tym wypadku”. Skończyło się na szczęście na połamanych kościach, ale biorąc pod uwagę jak wyglądało to zdarzenie, to konsekwencje i tak są niewielkie. Na szczęście komis znajduje się niedaleko przejazdu kolejowego, dzięki któremu kierowca lawety musiał już wcześniej zmniejszać prędkość.

    Wypadek, do którego doszło we wtorek o godz. 15.40, uchwyciła kamera przemysłowa komisu w Słupcy. Na nagraniu widać motocykl, który próbuje skręcić w lewo i zjechać do komisu. Niestety, manewr nie udaje się – pojazd wjeżdża pod lawetę. Pasażerka i kierowca jednośladu lądują kilka metrów od pojazdu. „Kierowca lawety zatrzymał się od razu” – mówi w rozmowie z redakcją Kontaktu 24 internauta o nicku @kliberek.

    Jak informuje mł. asp. Marlena Kukawka z Komendy Powiatowej Policji w Słupcy, kierowca i pasażerka motocykla przebywają w szpitalu ze złamaniami (mężczyzna – obojczyka, kobieta – nogi). Ich życiu nie zagraża jednak niebezpieczeństwo.

    „Zderzenie w Wólce i w Strzałkowie”

    Moim skromnym zdaniem zderzenie dwóch pojazdów nie było wcale aż tak wielkim wydarzeniem. Najbardziej jest zadziwiający wiek człowieka, który został uznany za winnego tej kolizji. Jestem w stanie zrozumieć, że 206 letni mężczyzna mógł nie zauważyć zbliżającego się pojazdu i wymusił pierwszeństwo. Jestem za tym, aby w wieku 150 lat odbierać prawo jazdy bezwarunkowo!

    Remont ronda

    W naszym kraju niewiele mnie już zdziwi. Jeśli coś jest do spieprzenia, to z pewnością nam się uda. Podobnie jest w naszym rejonie. W piątek przed godziną 14 zaczęto zalewać asfalt na rondzie „Solidarność” na trasie 92. Korek sięgał do Mostostalu, i za światła z drugiej strony. Co mądrzejszy chciał przejechać na skróty by ominąć korek skręcając koło Konspolu i tak dookoła przez ulicę 3 Maja. Ci, którzy byli z naszego rejonu kierowali się na Urząd Gminy i dalej przez ulicę wspólną. Reszta chciała dostać się na światła, a tu już była kaplica. Fajnie by było gdyby chociaż policja zainterweniowała, ale mogliby sobie buty pobrudzić, bo jeśli chcieli do akcji wyjechać samochodem to nie dziwi fakt, ze ich nie było.

    Chciałem z tej okazji pogratulować decydentom, którzy właśnie w piątek i właśnie w czasie największego ruchu postanowili pobawić się w remont ronda. Taki człowiek powinien stracić stanowisko bez zająknięcia i bez okresu wymówienia i nie ważne kim on jest i jakie ma znajomości.

    Przy okazji utrudnień w ruchu pomyślałem sobie o naszej nowo budowanej obwodnicy, która przechodzić będzie koło Lidla i dalej do ulicy Traugutta przy Słomczycach. Też jakiś inteligent chciał zaoszczędzić grosza i nie przewidział, że obwodnica powinna przechodzić mniej więcej od Mostostalu do Słomczyc, by w razie remontu w mieście lub nie daj Bóg wypadku trzeba było szukać bezskutecznie dobrego rozwiązania na ominięcie zatoru. W takim przypadku przydała by się droga równolegle z torami od dworca PKP do drogi prowadzącej na autostradę A2. W innym przypadku w razie blokady będziemy mieć prawdziwy kocioł i bezużyteczną obwodnicę.

    Gratuluję.

  • Maj
  • Nowa Biedronka

    Już myślałem, że centrum rozrywki jakim była karczma za czasów mojej młodości zamieni się chociażby w centrum handlowe, na wzór „Ferio” w Koninie, bądź „Galerii” w Gnieźnie. Oczywiście na potrzeby mniejszej ilości mieszkańców, ale chodziło o coś podobnego. Może jakieś sklepy z ciuchami, butami, daj Bóg „Empic”. Nie było co liczyć, że będzie tam jakikolwiek inny obiekt wypoczynkowy, by dzieciaki mogły się czymś zająć. Okazało się, że główną atrakcją jest „Biedronka”, która wnętrzem nie różni się niczym od swoich sklepów, które umiejscowione są w zwykłych blaszkach.

    Szlak mnie trafia, że w tak dobrym miejscu, w tak ładnym budynku, jest tak mizerny market. Przypomina mi się fragment filmu „Więcej czadu” z Christianem Slaterem w roli głównej, jako pirata radiowego. Chłopak znudzony nijakim życiem w swoim miasteczku, na antenie swojego radia powiedział:

    Nie mam przyjaciół, pieniędzy, samochodu, prawa jazdy. Nawet gdybym miał prawo jazdy to jedyne co mogę zrobić, to pojechać do centrum handlowego. Jak będę miał trochę szczęścia, to zagram w grę telewizyjną, zapalę skręta i zrobię coś głupiego. Nie ma nic przyzwoitego, co można by było zrobić. Wykorzystano już wszystkie przyzwoite tematy. Nie mam się z czego cieszyć, jeśli żyję w wyczerpanej dekadzie, gdzie ma żadnych widoków na przyszłość i nie ma nikogo, kto mógłby być wzorem…

    Choć film ten nagrany został na początku lat 90-tych ubiegłego wieku w USA, przedstawia niemal lustrzane odbicie naszej polskiej sytuacji w drugiej dekadzie XXI wieku. Jeśli cokolwiek powstanie w naszym miasteczku, to pewnie kolejny market, który wybudowany zostanie w miejscu, gdzie miały być podwaliny pod basen lub inne centrum rozrywki.

    Tablica sprawą międzynarodową

    W ostatnim czasie dużo mówi się o zawieszonej nielegalnie tablicy w języku rosyjskim w Łężcu, w miejscu pamięci ofiarom obozu. Sprawa jest nie tylko lokalna, ale i położona na szczeblu krajowym, ba – nawet jest to już sprawa międzynarodowa. I wydawać by się mogło, że rozkręcenie sprawy o rozgłosie krajowym czy międzynarodowym przez zwykłego człowieka jest niemożliwe. Dziś wiemy, że jest to sprawa prosta choć pewnie kosztowna….

    Gdyby mało było kontrowersji wokół tablicy i nie wiadomo dlaczego, aż tak bardzo przejęto się tą sprawą, to wybuchają tu jeszcze inne konflikty. Dziś niemal wszyscy decydenci ze Słupcy i Strzałkowa kłócą się, na czyim terenie położone jest miejsce pamięci. Burmistrz Słupcy twierdzi, że obelisk na którym przyklejono tablicę leży w Słupcy na ulicy Były Obóz. Kwituje na koniec, że wizyta wójta Strzałkowa była uprawniona, bo to miejsce zostało sfinansowane z budżetu Słupcy, Strzałkowa i powiatu.

    W dziale „pierduśnik” natomiast, który zamieszczony jest na ostatniej stronie „Gazety Słupeckiej”, została opisana wpadka informacyjnych stacji telewizyjnych TVP Info oraz TVN 24. Obie w/w stacje telewizyjne w pasku informacyjnym na ekranie pisały miejscowość błędnie, bo jak wiedzą mieszkańcy naszych okolic, Strzałkowo to nie to samo co Strzałków. Ludzie odpowiedzialni za publikację tych reportaży dali ciała już na samym wstępie, źle podając nazwę miejscowości. Jak napisano na końcu rubryki:

    Na wszelki wypadek, na potrzeby dziennikarzy telewizyjnych z całej Polski podajemy poprawne nazwy miejscowości:
    – Zagórów zamiast Zagórowo
    – Orchowo – zamiast Orchów
    – Witkowo zamiast Witków
    – oraz Lądek zamiast Londyn

    Gazeta Słupecka

    Kwitując to wszystko swoją wypowiedzią dodam, że każdy powinien złapać się za przyrodzenie i zacisnąć rączkę. Decydenci nie powinni odbierać „zasług” Łężcowi, którego nie ma kto bronić. Wiemy, że każdy chciałby być na pierwszym miejscu w gazecie, radiu i telewizji. Redaktorzy „Gazety Słupeckiej” powinni zrozumieć, że błędy jakie pojawiają się w ich tygodniku również jest niedopuszczalne. Częste błędy ortograficzne, literówki, brak znaków interpunkcyjnych jest co tydzień normą. Czasami ilość błędów tak bardzo koli w oczy, że odrzucam na chwilę gazetę w celu zresetowania śmiechu. Warto dodać słówko na temat informacji telewizyjnych. Nazwa miejscowości Strzałkowo została podana jako Strzałków i nie dość, że źle napisano samą nazwę, to jeszcze podano nie tą, która pojawić się powinna. Miejsce pamięci bowiem leży w miejscowości Łężec koło Strzałkowa czy jak kto woli koło Słupcy.

  • Luty
  • Nielegalne wysypiska śmieci

    Najnowsze wydanie „Gazety Słupeckiej” podrzuciło mi ciekawy temat związany z „dzikimi” wysypiskami śmieci. Zgadzam się z reporterką artykułu, że wysypiska wyrastają jak grzyby po deszczu. Dorzucić również muszę, że podobnie jak grzyby i wysypiska wyrastają w lesie. Bardzo często napotykam wielkie hałdy, czy jak kto woli stosy wysypanych odpadów. Śmiem twierdzić, że zwożone są one do lasów masowo – przyczepami. Stare telewizory, radia, łóżka, butelki, książki, kartony, opony to stałe przedmioty wyrzucane gdzie popadnie.

    Na początek popatrzmy jednak na problem oczami „śmieciarza” tzn., wyrzucającego śmieci. Posiada on w swoim arsenale ogromną ilość odpadów, których zwyczajnie chce się pozbyć. Musi zgłosić fakt do firmy zajmującej się wywozem śmieci, a następnie zapłacić. I tu kłania się pierwszy problem. W zależności od ilości i wielkości wyrzucanych przedmiotów musi zapłacić jakąś stawkę. Często taka osoba wpada na „genialny” pomysł wyrzucenia śmieci do rowu lub lasu, by zaoszczędzić kilkaset złotych. Drugi problem polega na tym, że wiele osób nawet nie wie, że można zamówić usługę wywiezienia śmieci.

    Najpoważniejszym według mnie problem, a raczej błędem jest koszt mandatu za wyrzucanie śmieci. Za wyrzucenie odpadów bez względu na ich ilość, grozi mandat w wysokości 500 zł i posprzątanie po sobie terenu. Przyznam szczerze, że biorąc pod uwagę szkodliwość czynu na środowisko, jest to kara niewspółmierna. Za taki czyn, w porównaniu do złapanego pijaczka na rowerze (gdzieś na wsi), którego dane (adres zamieszkania, imię, nazwisko, imiona rodziców itd) podane są do publicznej wiadomości, a w dodatku idzie on do więzienia na kilka miesięcy i zabiera mu się prawo jazdy. Mało tego. Za złamanie ciszy wyborczej grozi kara w wysokości nawet 1 miliona złotych!

    Uważam więc, że nie tylko ludzie wywożący śmieci do lasu są chorzy, ale także człowiek, który tworzył taryfikator dla popełnianego czynu. Gdyby za wysypanie śmieci groziła kara 10 tysięcy złotych, plus podanie do publicznej wiadomości wizerunku jak i wszystkich innych danych oraz kara pracy społecznej (sprzątanie miast) w wysokości wynoszącej miesięcznej ilości godzin pracy, nie mielibyśmy problemu. Problem zasypanych lasów i rowów mielibyśmy z głowy. Niestety, to tylko marzenia ściętej głowy.

    Bank Spółdzielczy

    Ze względu na ułatwienie przelewów, kilka lat temu założyłem konto bankowe. Skoro moi rodzice mieli w tamtym czasie konta w Banku Spółdzielczym, wybrałem właśnie ten bank. Nie zastanawiałem się nad wyborem innego, w czasach w których bankowość internetowa nie istniała, nie trzeba było się długo zastanawiać. Dodatkowo bank ten ma długą tradycję i jak określano – panuje w nim rodzinna atmosfera. Rzeczywiście, przez kilka lat widziałem tych samych ludzi, którzy podchodzili do klienta z uśmiechem i sympatią – co do obsługi nie mam żadnych zastrzeżeń. Jednak po kilku latach bank pokazał swoje różki, o których o dziwo wcześniej nie wiedziałem, a wykryte zostały całkiem przypadkowo.

    We wrześniu musiałem iść do banku, by pobrać wydruk wpłat i wypłat za określony okres czasu. Okazało się, że za każdy przelew na moje konto, potrącano mi 4 zł. To dziwne, bo nie kojarzę żebym wcześniej widział na rachunkach opłaty tego typu. Co dziwniejsze, bank za przelewy na moje konto zarabiał lepiej niż za jego utrzymanie, bowiem za kartę płaciłem 3 zł i prowadzenie konta drugie tyle. W sumie miesięczne opłaty wynosiły 6 zł. Dodatkowo bank dorabiał na boku około 20-30 zł za przelewy na moje konto.

    Nie wyobrażam sobie sprzedawców na Allegro, którzy posiadając konto w tym banku i sprzedając towar za przykładowo 10 zł, musieliby oddawać prowizję w wysokości 4 zł! Szczyt bezczelności. Czara goryczy przelała się, gdy założyłem konto Paypal. Aby zweryfikować swoje dane i móc przelewać pieniądze bez limitu, musiałem podać swój numer konta bankowego, na które przelane zostały dwie symboliczne kwoty, a ja jako właściciel przy weryfikacji musiałem podać jakie to były sumy. Pierwsza kwota opiewała na 5 groszy, a druga na 14 groszy. Wyobraźcie sobie, że za te dwa przelewy na moje konto, zapłaciłem prowizję w wysokości 8 zł!

    Wyobraźcie sobie sytuację. Macie na swoim koncie bankowym 2.500 zł. Złośliwy sąsiad, wróg czy inny niszczący nam życie człowiek przesyła na wasze konto w sumie 10 zł, ale robi to przesyłając za każdym razem jeden grosz. Jak wiecie, 10 zł to 1.000 groszy. Tysiąc przelewów na konto, odjąć prowizję od każdego w wysokości 4 zł daje 4.000 zł prowizji. Okazałoby się, że zamiast 2.500 zł na koncie, mielibyście 1.500 zł debetu.

    To dziwne, że za przelew na czyjeś konto płaci się prowizję w wysokości 2,50 zł, a za przelanie pieniędzy na swoje konto bankowe, nie dość że zapłacimy, to jeszcze pobrana zostanie prowizja za wpływ na konto w wysokości 4 zł. Praktyka godna pożałowania i potępienia.

    Pamiętam, jak w czasie „dni Strzałkowa” została ufundowana nagroda przez Bank Spółdzielczy dla jednego losowego klienta. Dziwiłem się, że bank działający na wsi, który pewnie nie ma więcej niż 1000 klientów, funduję tak drogą nagrodę. Dziś wiem, że za kilka przelewów na jeden rachunek plus opłata za prowadzenie konta i ewentualną kartę pomnożone przez ilość klientów daję naprawdę dużą sumę. W innym przypadku bank mógłby być sponsorem co najwyżej dużego pluszowego misia.

    Jeśli więc jesteście posiadaczami konta bankowego w tej właśnie placówce, to pobierzcie sobie wydruk wpłat i wypłat, które dostaniecie – o dziwo za darmo w okienku. Zwróćcie uwagę na to, czy bank pobiera prowizję z konta w momencie gdy pieniądze zostały przelane na Wasze konto. Oszacujcie sobie ile tracicie miesięcznie pieniędzy z tego tytułu i zdecydujcie, czy warto prowadzić tam rachunek. Warto dodać, że od wyższych wpłat pobierane są większe prowizje. Jeśli nie masz konta, a w niedalekiej przyszłości planujesz założyć swój rachunek, polecam się nad wyborem tego banku poważnie zastanowić.

    Plac zabaw od Intermarche dla Słupcy

    Głośno ostatnio zrobiło się w Słupcy i Głogowie o konkursie zorganizowanym przez sieć sklepów Intermarche i Bricomarche. Mieszkańcy zgłoszonych w konkursie miast wysyłali sms-y, dzięki którym miasta zdobywały punkty. Dokładnie 31 stycznia sekundę przed północą, konkurs został zakończony. Choć ostateczny wynik otrzymamy po zliczeniu wszystkich głosów, śmiem twierdzić, że nasze miasteczko wygrało. Przewaga o północy wynosiła tylko 25 głosów!

    Nastroje związane z konkursem mieliśmy bardzo różne. Pięć dni przed zakończeniem prowadziliśmy w rankingu przed drugim Głogowem o 900 punktów. Już wtedy stwierdziłem, że wygramy go bez większego problemu. To właśnie tego dnia walka o plac zabaw zaczęła się na dobre. Głogowianie szybko nas doganiali, by cztery dni przed finiszem akcji nas wyprzedzić. Patrząc na ilość mieszkańców Głogowa (ok 70.000) i Słupcy (ok. 14.000) straciłem nadzieję. I w tym momencie zaczęła się prawdziwa „wojna”. Przez 3 doby oba miasta szły łeb w łeb doganiając się na wzajem o zaledwie kilka sms-ów. Ostatniego dnia walki, nastąpił niezły skok w rankingu dla Słupcy i prowadziliśmy już z Głogowem o ponad 1.000 głosów. W tej chwili ponownie uwierzyłem w „nasz” sukces.

    31 stycznia około godziny 23:15 wszedłem na stronę muszkieterów, by sprawdzić stan rywalizacji. Miała to być rutynowa kontrola, a okazało się, że prowadzimy w rankingu już nie o ponad tysiąc głosów, lecz niespełna 300 – (14.111 : 13.856). Przyznam szczerze, że 45 minut przed końcem „spociłem” się z wrażenia. Niestety miałem ku temu pełne prawo. Po następnej aktualizacji o godzinie 23:20 okazało się, że spadliśmy na drugie miejsce ze stratą 63 głosów (14.260 : 14.323). Wydawało się, że mógł w tej chwili paść każdy wynik! Jedni i drudzy mieli niezwykłą szansę na zwycięstwo, choć kilka godzin przed końcem sprawa wydawała się rozstrzygnięta na korzyść Słupcy.

    Tuż przed północą wielu ludzi sprawdzało wynik, co spowodowało dłuuugi czas oczekiwania na odświeżenie się strony. O godzinie 23:46 stan rywalizacji znów przeszedł na korzyść Słupcy (14.593 : 14.554). Dziesięć minut po północy pojawił się – jak się zdaje ostateczny wynik:

    Wynika więc, że Słupca wygrała!

    Serdecznie gratulujemy mieszkańcom walecznej Słupcy!!!
    W Waszym mieście powstanie kolorowy i bezpieczny plac zabaw. Fundacja Muszkieterów i właściciele sklepów Intermarché oraz Bricomarché ufundują Plac Zabaw Muszkieterów oraz zorganizują świetną zabawę na jego otwarcie. Nie może Was wówczas zabraknąć!

    Muszę przyznać, że walka była ekscytująca. Do końca nie wiadomo było kto zwycięży i kto cieszyć się będzie najlepszym wynikiem. Zrozumieć też musimy, że plac zabaw był tylko symboliczną przykrywką, przed sms-ową walką mieszkańców obu miast. Statystycznie rzecz ujmując wynika z tego, że na jednego mieszkańca Słupcy przypadł jeden głos. Oczywiście, pomagali nam mieszkańcy innych miast ba, nawet innych województw. Akcja rozgłoszona została w lokalnych mediach do tego stopnia, że we wszystkich serwisach internetowych od informacji o konkursie się zaczynało. Nie zabrakło również wzmianki o konkursie w Radiu Planeta.

    Choć wydawać by się mogło, że walka została przez jedną z „drużyn” przegrana, to jednak w moim skromnym odczuciu, obie zwyciężyły. Mobilizacja mieszkańców obu miast była ogromna, a liczba osób śledzących wynik „zatykała” stronę muszkieterów. Oba miasta zyskały również coś więcej niż tylko wynik i walczących mieszkańców. Głogowianie sprawdzili gdzie leży nasze miasteczko i ilu ma mieszkańców. Choć Głogów jest miastem bardziej znanym, to mieszkańcy Słupcy, gminy i powiatu dowiedzieli się czegoś więcej o naszym sms-owym rywalu. Tak! Choć walka była ostra to odnoszę wrażenie, że mieszkańców obu miast zamiast podzielić – połączyła.

    Dumny jestem z postawy mieszkańców i głosujących na oba miasta. Przez ostatnie dni świetnie się bawiłem, za co również dziękuję organizatorom konkursu.

  • Styczeń
  • Podwyżka pensji wójta

    Po ostatnich wyborach samorządowych, na stanowisku wójta gminy ponownie zasiadła pani Grażyna Kazuś. Jak donosi „Kurier Słupecki”, na ostatniej sesji rady gminy uchwalono podwyżkę dla nowego, starego wójta. Miesięcznie pensja będzie wyższa o 1.400 zł, a rocznie o 17.200 zł. Śmiało można więc powiedzieć, że podwyżka jest wyższa niż niejedna pensja roczna zwykłego śmiertelnika. Jak dalej można przeczytać w tygodniku, nie wszyscy radni zgadzali się z tą decyzją. Warto również nadmienić, że przeciwko byli radni nie pochodzący z partii pani wójtowej, co oznacza z kolei, że za brakiem poparcia z ich strony nie stał rozsądek, lecz partyjne poglądy. Tak samo można zauważyć z drugiej strony.

    Osobiście wolałbym usłyszeć, że wójt, burmistrz czy inny „klocek” na stanowisku postanowił oddać 2 tysiące złotych na jakiś cel, choćby szczytny i nie koniecznie co miesiąc. Oczywiście te pieniądze można by zagospodarować w inny sposób, na przykład łatając dziurę budżetową nieudolnego rządu. Nie żebym był przeciwnikiem czy zwolennikiem obecnego, ale to trochę nieuczciwe, że zabiera się nam „biedakom” większym podatkiem, a w samorządach rozrzuca się pieniądze na podniesienie pensji, która jest i tak bardzo wysoka.

    Zagłosuj na „Plac Zabaw”

    Niespełna kilka miesięcy temu powstał w Słupcy market Intermarche, a już szykują się z tego tytułu większe korzyści. Po zrobieniu zakupów w tym markecie, kasjerki rozdają ulotki, w których namawia się klientów do oddania głosu na „plac zabaw”. Dokładniej pisząc chodzi o to, by mieszkańcy wysyłali sms-a o wartości 61 groszy oddając głos na plac zabaw, który miałby powstać w naszym mieście. Akcja jest naprawdę ciekawa i warto dodać, że na dzień 27 stycznia prowadzimy w rankingu. Fajnie by więc było, abyście i Wy wysłali sms-a, a „nasze” dzieciaki korzystały z bezpiecznego placu zabaw.

    Jak napisano na stronie akcji:

    Konkurs „Zagłosuj na swoje miasto” trwa od 1 listopada 2010 r. do 31 stycznia 2011 r. W konkursie rywalizują miasta, w których działają sklepy Intermarché i/lub Bricomarché. Miejscowość, która otrzyma najwięcej głosów, oddanych za pośrednictwem sms’ów, otrzyma od Fundacji Muszkieterów kolorowy i bezpieczny plac zabaw.

    Z informacji tej wynika, że za kilka dni może ziścić się marzenie dzieciaków. Do końca akcji pozostały 4 dni, a przewaga nad kolejnym miastem wynosi ponad 900 głosów. Oczywiście istnieje również możliwość, że inne miasta zmobilizują się przed końcem akcji i wyprzedzą Słupcę. Dlatego namawiam Was do wysłania sms-a o treści:

    PLAC 144
    na numer
    70068

    Więcej o akcji dowiesz się ze strony :
    placezabaw.muszkieterowie.pl

    Basen?

    Pamiętam, jak kilkanaście miesięcy temu na łamach lokalnych gazet głośno było o budowie basenu w Słupcy. Dziś wydaje się, że temat powoli powraca do łask, ale komentarze z tym związane nie są już tak łaskawe. Na łamach portalu terazslupca.pl podano informację, że budowa miałaby się zakończyć na początku 2013 roku. Prawdopodobnie nie jestem jedynym człowiekiem w tym mieście, który w to nie wierzy.

    Zainteresowały mnie również komentarze ludzi czytających wpis. Niektórzy twierdzą, że zamiast budować basen mogliby załatać dziury w drogach. Co prawda budżet na drogi, a rekreację to inna bajka, ale jednak coś w tym jest. Zadaję sobie pytanie, czy po wybudowaniu takiego basenu będą pieniądze na jego utrzymanie? Twierdzę, że może być z tym różnie, skoro po wybudowaniu dróg nie stać miasta na remont, to czy podobny los nie spotka naszego obiektu widmo? Pewnie po wybudowaniu basenu, przyjdą wielkie plany na renowację rynku w Słupcy i znów zabraknie kasy na basen, nie mówiąc już o drogach.

    Choć jestem całkowicie za budowaniem basenu, co w moim mniemaniu nie podlega nawet dyskusji to uważam zarazem, że może to być grób dla lokalnych finansów. Boję się, że ten obiekt spotkają podobne zawiłości co piłkarski stadion narodowy. Jeszcze nie powstał, a już jest zmartwienie jak go utrzymać.

    Jeśli jednak wtrącić po za finansowe aspekty, basen byłby jak najbardziej na miejscu. Młodzi ludzie mieliby co robić, znaleźliby czas na nowe hobby, albo kontynuować już dotychczasowe zainteresowania. Młodzież szkolna, zamiast biegać lub spacerować po lesie na lekcjach WF-u, mogłaby mieć zajęcia na basenie. Może zamiast rosnąć w szerz od chipsów, można by namówić młodzież by rosła w siłę.

    Chcą drogi

    Uwielbiam czytać artykuły o wsi, skoro nie wiem nic o niej z natury, to warto dowiedzieć się czegoś z gazet. I tak oto po ostatnich wyborach na sołtysa we wsi Korwin, jego mieszkańcy postulowali o to, by zrealizować plan budowy drogi. To oczywiste, że każdy by chciał drogę i to oczywiste, że o to walczą. Nie to jednak jest najdziwniejsze w tym wszystkim.

    Najdziwniejsze jest to, że drogi jeszcze nie mają i nie wiadomo czy mieć będą, a już starają się o budowę nowej sali wiejskiej. Pofatygowałem się nawet o sprawdzenie gdzie leży ów Korwin. Dowiedziałem się z mapy, że położony jest po przeciwnej stronie jeziora słupeckiego względem miasta i graniczy z miejscowościami takimi jak Młodojewo i Piotrowice. W obu wymienionych miejscowościach jest OSP i sale, w których można by organizować wybory sołeckie i inne imprezy. Czy nie lepiej zainwestować pieniądze w te sale, by były ładne i zadbane i żeby mieszkańcy Korwina i Józefowa tam mogli organizować swoje schadzki? Teraz potrzebny będzie nowy plan budowy i materiały, za które zapłaci Urząd Gminy, który z kolei ma pieniądze od ich mieszkańców.

    Po drugie, czy warto budować salę w na pograniczu dwóch miejscowości, w których mieszka zaledwie 300 osób? Gdyby tak w Słupcy na każde 300 osób budować salę „konferencyjną”, to mielibyśmy taką przy każdym bloku, a w całym mieście prawie 50. Jako mieszkaniec miasta zamiast budowania nowych sal, wolałbym aby załatali istniejące już drogi, lub zrobili nowe. Uważam, że skoro priorytetem jest zrobienie drogi na Korwinie, to kolejnym priorytetem powinno być zrobienie drogi w innej miejscowości, a nie zbędny wydatek na salę wiejską.

    Zabił się z miłości?

    Mateusz B. popełnił samobójstwo skokiem pod pociąg. Według jednego z lokalnych tygodników mieszkał w Młodojewie, według drugiego, w miejscowości Zastawie. Fakt faktem, że chłopak walnął samobója, a to już drugi przypadek w tych okolicach w ostatnim czasie. Wcześniej to samo głupstwo popełnił młody “milicjant”, który również postanowił odebrać sobie życie z powodu – rzekomo miłosnego zawodu.

    Mimo wielu podobieństw tych dwóch postaci, były one całkowicie odmienne. Pierwszy “skoczek” był policjantem, jak mówiło się dobry człowiekiem, rodzinnym, uczuciowym. Pisał wiersze, szukał swojej perfekcyjnej drugiej połowy. Robił wszystko, aby jego życie było lepsze, studiował więc i szybko zaczął zarabiać jako człowiek prawy i prawa. Druga postać jest już nieco bardziej pokręcona. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek powiedział o nim coś dobrego. Rozrabiaka, często na bakier z prawem, miał wkrótce odsiedzieć 3 lata w więzieniu za swoje – delikatnie ujmując wybryki.

    Nie wiem czy zauważyliście, ale niemal zawsze po samobójczej śmierci bardzo żałowano człowieka, bo jak zazwyczaj mówiono, był on cichy, spokojny i wrażliwy. Skoro tak, to czy druga postać, która przedstawiona jest jako czarny charakter rzeczywiście była aż tak zła? Czy to nie dziwne, że chłopak który był recydywistą, popełnił samobójstwo z powodu miłości? To właśnie sprawia, że nie chce mi się wierzyć w prawdziwość motywu śmierci samobójczej Mateusza B. Gdyby prawdziwe przyczyny były kiedykolwiek odkryte, z całym przekonaniem śmiem twierdzić, że kierował nim strach przed więzieniem. Jeśli jednak powodem była nieszczęśliwa miłość, to nie wierzę w to, że był aż tak złym człowiekiem…

    Protest lekarzy weterynarii

    Każdy z Was, kto oglądał w ostatnim czasie programy informacyjne na pewno słyszał o tym, że weterynarze strajkują. Powodem tego jest zmniejszenie opłaty za świadectwa zdrowia, które weterynarze wystawiali zwierzętom sprzedawanym na ubój. Wcześniej stawka minimalna wynosiła 17 zł, a teraz 5 zł za świadectwo. Wypowiedzi Głównego Lekarza Weterynarii na konferencji prasowej, że istnieje zagrożenie, że w sklepach pojawi się skażone mięso dało mi nieco do myślenia i sam zastanawiałem się, czy warto kupować produkty mięsne. Dodatkowo na łamach “Gazety Słupeckiej” opublikowano artykuł, w którym autorka reportażu zastanawia się, czy czasami nie będziemy musieli wkrótce przejść na dietę wegetariańską – “owocowo warzywną”.

    Przypadek chciał, że spotkałem się ostatnio z kolegą, który mieszka na wsi i opowiedział mi co nieco na temat badania zwierząt przez weterynarzy. Jako, że tematu nie znam, słuchałem z wielką uwagą i zdziwieniem, a nawet niedowierzaniem w to co mówił. Myślałem, że lekarz weterynarii musi przyjechać do rolnika, pobrać próbkę krwi, zbadać i wydać decyzję czy zwierzę jest zdrowe czy nie. W praktyce wygląda to tak, że przyjeżdża do rolnika weterynarz, pyta się ile sztuk jest na sprzedaż i według ilości sztuk wypisuje kwitek. Rolnik ponosi z tego tytułu kolejne koszty, które nie mają nic wspólnego z badaniem zwierząt. Z opowieści kolegi wynika, że weterynarz nigdy nawet nie wszedł do chlewni i nie sprawdził czy w ogóle ma jakiekolwiek zwierzęta. Żadnych badań i brudzenia sobie rąk. Musiał po prostu przyjechać i wypisać kwitek, który zamiast nazywać świadectwem zdrowia, powinno nazwać się pozwoleniem na sprzedaż. Jeśli tego “kwitka” rolnik nie dostanie, może sobie pomarzyć że uda mu się sprzedać zwierzęta. Jeśli rzeczywiście tak jest, to na jakiej podstawie pojawiają się stwierdzenia, że w sklepach może pojawić się skażone mięso? Chyba tylko dlatego, że sprowadzana jest “padlina” z Niemiec.

    Brnąc dalej w ten temat, znajomy doszedł do wniosku: Każdy powinien zrozumieć, że wymysł wprowadzenia świadectw zdrowia dla trzody chlewnej, jest swoistego rodzaju ukłonem w stronę weterynarzy, bo przecież budżetu państwa nie stać na podwyżki dla ich profesji. A rolnik? A rolnik zapłaci, przecież ma dopłaty…

    Pisząc tą notkę chciałem tylko przekazać, że badanie zwierząt jest fikcją, a wystawianie świadectw nie. Medialna propaganda o rzekomym zagrożeniu dla klienta sklepu mięsnego, jest walką weterynarzy o pieniądze. Z artykułu „Gazety Słupeckiej” wynika, że dziennie powiatowy weterynarz wystawia około 100 świadectw. Nie trudno więc policzyć, że dziennie zarabiał 1.700 zł. Mnożąc ta stawkę razy 20 w miesiącu, mamy już pokaźną kwotę przekraczającą 30.000 zł. Strajk więc będzie ciągnął się dalej, a w razie zmniejszenia sprzedaży mięsa w sklepach dzięki propagandzie weterynarzy, odtrąbią oni sukces i znów dostana swoje stawki. Warto jednak powtórzyć, że dopłaty unijne dla rolników traktowane są jako bonus dla innych przedsiębiorców…

    Wizualizacja nowego rynku

    Nie trzeba być odkrywczym aby wiedzieć, że rynek naszego miasta jest zarazem jego centrum, jak i chlubą powiatu. Taki przynajmniej powinno mieć status. Jest to najważniejsze miejsce w mieście i tak samo powinno być w gminie i powiecie. Jak jest w rzeczywistości? Różnie z tym bywa. Przynajmniej w moim przekonaniu jest to miejsce starych ładnych kamienic, które w tej chwili są wręcz koncertowo zaniedbane. Gdyby za zaniedbanie budynków można było dostać medal, to trudno by mi było go przyznać komukolwiek.

    Samo centrum rynku z pomnikiem, wyłożonymi kamieniami na przejściach, trawniki i drzewka oraz lampy są jedynym ładnym dodatkiem. Reszta, czyli chodniki i wspomniane budynki, które są tak naprawdę najważniejsze wołają o pomoc. Na szczęście w miejscu „parkingu” obok Banku Spółdzielczego budowana jest nowa kamienica, która wydaje się, będzie pięknym dodatkiem w naszym mieście.

    Jeśli czytacie gazety i „chodzicie” po portalach naszych „brukowców” z pewnością widzieliście wizualizację nowego rynku. Najważniejsze już zostało zrobione projekt, ale już snuje podejrzenia, że to tylko zbędny wydatek. Pamiętam, jak mówiło się o wybudowaniu basenu krytego i zagospodarowaniu wysepki na jeziorze słupeckim. Jak na razie nic z tego. Przyznać jedynie trzeba, że wizualizacja nowego rynku wygląda naprawdę ładnie i interesująco. Czym jednak będzie nowy „kamienny” asfalt, zmiana organizacji ruchu, jak i posadzenie nowych drzew, skoro kamienice będące w posiadaniu prywatnych właścicieli, bez ich gestii nie zmienią swojego wyglądu? No właśnie, obawiam się, że nic nie znaczącym gestem w stronę mieszkańców, jak i dużą stratą pieniędzy.

    [nggallery id=8]

    zdjęcia pochodzą ze strony gazetaslupecka.pl

    Newspaper, czyli VAT-em po kieszeni

    Nasze dwa rozrywkowe tygodniki lokalne, które mają w sobie więcej rubryk kulturalnych niż czegokolwiek, zdrożały. Z pewnością powodem tego jest obniżenie stawki VAT z 7, do 5%. Choć to wydać się może dziwne, to jednak jest prawdziwe i nie wkradł się tu błąd – stawka VAT na gazety spadła! Ale cóż, w medialnym szumie nie mówi się o niczym innym niż drożyźnie spowodowanej VAT-em, więc dlaczego by nie obciążyć swojego klienta (czyt. czytelnika) podwyżką. W końcu należy się jednym i drugim (czyt. „Kurierowi” i „Słupeckiej”) więcej kasy. Nowe plotki będą bardziej pikantne, zatrudniono przecież nowych bajkopisarzy…

    A tak na poważnie, pierduśnik numer 1, czyli „Gazeta Słupecka” poczyniła skok na kieszeń w wysokości 20 groszy, co deje 7% więcej. „Kurier Słupecki” zwiększył swoje udziały w rynku o tyle, że podrożał aż o 50 groszy, co daje prawie 21% więcej w porównaniu z poprzednim rokiem. Zbliżył się tym samym do konkurenta na odległość 10 groszy. I tak oto za nasze ceniące się gazetki zapłacimy 3,00 zł i 2,90 zł.

  • 2010
  • Listopad
  • Zbliżają się wybory samorządowe

    Już widać, że wielkimi krokami zbliżają się wybory samorządowe. Plakaty na słupach, barierkach i ogłoszenia w lokalnej prasie to już niemal przekleństwo. W sumie to dobrze, że kandydaci się reklamują, każdy mieszkaniec powinien wiedzieć na kogo może zagłosować. Jednak widzę w tym wszystkim jedno ale. Dlaczego każdy kandydat na stanowisko pokazał w gazecie czy plakacie tylko i wyłącznie swoją twarz, dodając niekiedy wiek i hasło wyborcze. Ja chciałbym konkretnie wiedzieć, co dany kandydat przez swoją kadencję chce zrobić w naszym regionie. Co z tego, że poznam najmniej ważne dane, skoro nie wiem jakie pociągnie za sobą konsekwencje wybór danego kandydata.

    Na przykład z listy PSL na radnego powiatu startuje pani Suberska, która ma 19 lat. Nie, żebym miał jakieś przeciwwskazania, ale co może wnieść do lokalnej polityki dziewczyna w tym wieku i jakie ma doświadczenie? Co o niej wie przeciętny mieszkaniec? Niektórzy wiedzą jak ma na imię, niektórzy wiedzą że była miss ziemi słupeckiej i drugą vice miss Polonia. To duże osiągnięcie, ale jakie ma osiągnięcia w polityce?

    Zamiast wyświechtanych twarzy przez photoshopa na plakatach, wolałbym zobaczyć program na najbliższą kadencję. Mówię tu głownie o wyborach na burmistrza czy wójta. Radny wybierany jest zazwyczaj przez małe grono ludzi, więc jako sąsiad szybciej dotrze do potencjalnego wyborcy niż burmistrz czy wójt.

    A skoro już mówimy o polityce to dziwnie, że ponad tydzień przed wyborami Kurier Słupecki umieścił tytuł artykułu na stronie głównej zatytułowany – „Mikołajewski złamał prawo?” Znak zapytania co prawda domniema niewinności „głównego podejrzanego”, ale wszyscy wiemy, że część mieszkańców woli dmuchać na zimne i nie głosować na wątpliwego kandydata – ot zwykły zabieg marketingowy. Natomiast w najnowszym numerze Gazety Słupeckiej ten sam kandydat postawiony jest w całkiem innym świetle – wywiad z Jerzym Mikołajewskim kandydatem na burmistrza „Skończmy z monopolem PSL-u”. Już czuć zapach i widać kolor obu „brukowców”.

    na koniec chciałbym życzyć wyborcom przekonania, że zagłosują na tych, którzy według nich będą najlepsi. Czas zweryfikuje czy wybór był dobry czy nie, a do tego czasu musimy żyć w przekonaniu, że znak „X” postawiliśmy przy odpowiednim kandydacie…

    Zakaz postoju koło kwiaciarni

    Czy może wiecie, który z zarządców dróg w Słupcy jest właścicielem kwiaciarni i której? Na pewno nie tej koło stawu na rogu ulic Warszawskiej i Koszuckiej, bo co chwilę tam zmieniają się znaki. Raz jest zakaz postoju, a raz nie ma. Odstrasza to potencjalnych klientów, bo nie wiedzą do końca czy złamać prawo i stanąć za znakiem, czy również łamać prawo i stanąć przed znakiem i za pasami. Z tego co jeszcze pamiętam z kursu na prawo jazdy, nie wolno stać 10 metrów przed jak i za pasami. Zdziwiła mnie troszkę ta sytuacja, bo udając się na cmentarz zawsze zatrzymywałem się tam i kupowałem kwiaty bądź znicze. Moje zdziwienie jest jeszcze większe zważywszy na to, że na tej drodze mamy do czynienia z niewielkim ruchem, a ulica jest szeroka. Po co więc ten znak?

    A skoro już mówimy o kwiaciarni na Warszawskiej to zauważyliście, że otwarta jest również w niedzielę? Ostatnio o godzinie 17 przejeżdżając koło kwiaciarni paliło się światło, drzwi były otwarte, kwiaty stały przed wejściem i widać było wielu klientów. Uważam to za wyśmienite posunięcie, biorąc pod uwagę, że żadna inna kwiaciarnia nie jest czynna. Teraz udając się na imieniny bądź urodziny w niedzielę, a może i nawet z innej niedzielnej okazji, nie trzeba kupować kwiatów dzień wcześniej i chomikować ich w piwnicy.

    Ot to taka uwaga dla zainteresowanych lub znajdujących się w potrzebie…

    Czas na zmiany

    Od dziś postanowiłem wprowadzić na bloga kilka zmian. Pierwsza z nich widoczna jest gołym okiem, ponieważ dotyczy szablonu strony. Od razu chciałbym zwrócić uwagę tym, którzy się nie rozglądają – menu pokazuje się po kliknięciu „kleksa” znajdującego się po lewej stronie, a dla mniej „zauważalskich” – na dole strony.

    Postaram się również pisać więcej notek niż w ostatnich czterech miesiącach. Momentami brak czasu przeradzający się w brak chęci do pisania sprawiało, że zaczęło zawiewać tu nudą. Mam nadzieję to szybko zmienić…

  • Październik
  • Intermarche

    Nie będę odkrywczy, jeśli napiszę że w Słupcy powstał Intermerche. Jak zwykle podszedłem do kolejnego marketu sceptycznie i wyliczałem wady jego powstania. Dziś, po kilku tygodniach od jego oficjalnego otwarcia uważam, że jest do zdecydowanie najlepszy sklep w naszym mieście. Chodzi mi głównie o jakość wędlin tam sprzedawanych, które są świeże i o wiele tańsze niż w innych tego typu sklepach. Widoczne to jest niemal codziennie, gdy przed ladą z mięsem stoi długa kolejka ludzi. Sieć postawiła zdecydowanie na świeżość i dzięki temu moim zdaniem wygrali ze wszystkimi.

    U konkurencji dział z mięsem wygląda katastrofalnie. W budynku „Netto” sprzedaż mięsa idzie słabo, a najlepiej świadczy o tym asortyment, albo wypada powiedzieć – jego brak. W „Twój Market” mięso po zakupie jest już obślizgłe, a z kiełbasy po zagotowaniu płycie maź, która obrzydza konsumpcję. Dodatkowo ceny w tym sklepie zniechęcają. W „Tesco” dział z mięsem już nie istnieje, a nigdy nie istniał w „Lidlu” i „Biedronce”. Chyba jedynym konkurentem dla Intermarche w dziale „mięso” jest „Polo”, które ma duża ladę z mięsem i jakiś klientów.

    Po za tym w Intermarche można kupić niemal wszystko co u konkurencji i jeszcze więcej. Praktycznie wszystko co mi potrzebne jest do „życia” mogę kupić w jednym miejscu. Zwróciłem również uwagę na ceny w porównaniu z poprzednim sklepem, w którym kupowałem. Ketchup Kotlin litrowy jest o równą złotówkę tańszy (8,99), a masło ze Strzałkowa o 90 groszy (4,50). Jest to duża kwota , zważywszy na to iż produkty te są stosunkowo niedrogie.

    Sklep odnosi swoje sukcesy prawdopodobnie też dzięki ogólnopolskiej kampanii reklamowej, którą obejrzeć możemy na większości kanałów telewizyjnych. Nie od dziś wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu, a jakość i dbałość o klienta utwierdzą go w przekonaniu, że było warto.

    Jedynym moim zdaniem mankamentem tego marketu, a raczej jego otoczenia jest parking, który jest zdecydowanie za mały. Po pierwsze parkują tam samochody mieszkańców okolicznych bloków. Widać to wieczorem, gdy sklep jest zamknięty, a połowa parkingu zajęta. Po drugie, wjazd i wyjazd odbywa się w niezwykłym ścisku i trzeba się nakręcić kierownicą, żeby wyjechać. Po trzecie niedoświadczeni kierowcy raczej unikają tego typu ścisku w obawie nie tylko o swój pojazd, ale nieprzyjemności płynącej ze stłuczki. Po czwarte, nie jestem sobie w stanie wyobrazić ścisku na parkingu w czasie jakichkolwiek świąt, gdy dorzucimy do tego śnieg i tłum ludzi. Będzie się przeczuwam dziać, bo z parkingu jest tylko jeden wyjazd, co wydaje się być błędnym rozwiązaniem.

    Z doświadczenia wiem, że po powstaniu marketu z pod szyldu Intermarche, po jakimś czasie powstaje siostra – Bricomarche. A to z pewnością byłby podbój w naszym miasteczku, gdzie niema tego typu wielkich hal. Zawsze te sklepy powstają w pobliżu „Inter” i pewnie dlatego lokalizacja sklepu nie jest przypadkowa. Obok marketu jest dużo terenów rolnych, które przeczuwam dzięki sukcesowi jaki odniesie ten sklep, powstanie w niedalekiej przyszłości Bricomarche. Mam nadzieję, że tak się stanie i liczę na to, że jakość towarów w Intermarche dalej będzie pod ścisłą kontrolą…

    Nie chcę być złodziejem, ale czy mam wybór?

    Od jakiegoś czasu firmy fonograficzne, jak i rządy niektórych krajów chcą ustrzec muzyków od kradzieży ich utworów za pośrednictwem internetu. Wszelkiego rodzaju akcje namawiające ludzi do kupowania oryginalnych krążków, a nawet grożenie internautom, że pobierając w ten sposób pliki mogą utracić na długi czas dostęp do internetu staje się dość powszechne. Z pewnością brak możliwości pobierania za darmo muzyki czy filmów, spowodowałoby mniejszy popyt na to medium…

    Problem jednak nie tkwi, pobierać czy nie, ale gdzie w Słupcy można kupić oryginalne płyty muzyczne, koncerty na żywo, filmy DVD czy blue-ray? Nie spotkałem się jak do tej pory ze sklepem dającym taką możliwość. Widziałem kiedyś „dziadka” na targowisku, który sprzedawał płyty z muzyką disco polo, ale czy to jest to, czego potrzebujemy? Dziś zaopatrując się w płyty z filmami czy muzyką, zmuszeni jesteśmy jechać do Konina, czy Poznania, a wybór i tak nie jest oszałamiający. Pozostały jedynie sklepy internetowe, czy aukcje Allegro.

    Z drugiej zaś strony, zakup oryginalnego krążka z muzyką i wydanie na ten cel nawet 80 zł, jest wyczynem dość karkołomnym dla budżetu niejednego gospodarstwa domowego. Biorąc pod uwagę, że zarobki w naszym regionie nie powalają na kolana, to jednak ceny płyt już tak. Szkoda, że najpierw nie pomyślano o tym, żeby punkty dystrybucji oryginalnych płyt pojawiły się w każdym miasteczku i dopiero potem reklamować „zdrowy tryb” słuchania muzyki z oficjalnego wydania.

    Zadaję sobie pytanie, czy powstanie kiedyś w miasteczku 15to tysięcznym sklep z „muzyką” i czy w ogóle jest taka potrzeba i sens? Jeśli nie spadnie cena z oryginalnymi płytami, nie wróżę szybkiego sukcesu tej branży, nawet wtedy gdy stanie się on zakazany w internecie…

  • Sierpień
  • „Droga” ziemia

    Zaciekawił mnie artykuł w ostatnim Kurierze Słupeckim, zatytułowany – „Nie oddamy naszej ziemi gminie!”. Pewna rodzina z miejscowości Szkudłówka, protestuje przeciwko poszerzeniu drogi, która miała docelowo zostać utwardzona. Są to jedyni właściciele w tej wiosce, którzy chcą zapłaty za oddanie metra swojej ziemi przez całą długość pola. Reszta mieszkańców dobrowolnie zgodziła się oddać „kawałek” gruntu, by mogli wreszcie poruszać się po dobrej drodze – asfalcie. Dodatkowo waleczni sąsiedzi wyliczają, jakie to krzywdy wyrządziła im wcześniej gmina – postawiono na ich posesji słup telefoniczny i gdyby tego było mało, na ich gruntach pociągnięto wodociąg. Teraz na domiar złego, chcą zabrać im kilka arów ziemi i zalać asfalt, by mogli poruszać się pojazdami w cywilizowany sposób.

    Nie rozumiem podejścia do żadnej z w/w sytuacji. Słup telefoniczny stoi na ich posesji i pewnie korzystają z tych usług. Linia wodociągowa znajduje się na ich ziemi, z której najprawdopodobniej również korzystają. Teraz nie chcą zgodzić się na oddanie niewielkiej części pola pod drogę, z której też by korzystali. Jestem w stanie zrozumieć, że czują oni pewne rozgoryczenie, w końcu kilka arów mniej, to z pewnością kilkaset złotych straty co roku z dopłat unijnych. Trzeba jednak też to przeliczyć w inny sposób. Poruszanie się samochodem po dziurawej drodze, to większe zużywanie się amortyzatorów i większe zużycie paliwa. Kałuże i kurz, to dodatkowe koszty związane z częstym myciem pojazdu. Zrozumiałbym, gdyby budowano koło nich autostradę, drogę szybkiego ruchu, drogę krajową bądź wojewódzką czy choćby powiatową. W takim przypadku, droga służyłaby raczej wszystkim mieszkańcom kraju. W tym konkretnym przypadku, gmina chce zrobić asfalt dla pewnej grupy ludzi, mieszkających na tej wsi.

    W tej sytuacji uważam, że gmina nie powinna wykupować gruntów od tych ludzi, lecz zrezygnować z inwestycji. Budowanie drug lokalnych (gminnych) powinno odbywać się za zgodą wszystkich właścicieli, których pola przylegają do drogi. Wtedy dopiero powinno się brać pod uwagę ewentualne projektowanie, a później zrealizowanie inwestycji. Gdyby jednak gmina zapłaciła owej rodzinie pieniądze za kawałek pola pod drogę, to jak czuć się będą inni mieszkańcy wsi, którzy oddali ją dobrowolnie? Na pewno oszukani…

    zdjęcie pochodzi ze strony slupca.pl

    Nowa wypożyczalnia filmów

    Kilka dni temu przez przypadek zauważyłem, że na ulicy Sikorskiego zamiast pizzerii „Niccolo” znajduje się wypożyczalnie filmów i gier na konsolę. Ciekawość pociągnęła mnie do tego, żeby tam wejść i zobaczyć co ciekawego oferują. Na miejscu zastałem panią i pana, którzy siedzieli za ladą, a po ich lewej i prawej stronie znajdowały się półki z płytami. Co dziwne, tych płyt było na tyle mało, że od razu chciałem odwrócić się na pięcie, ale nie wypadało. Przejrzałem kilka tytułów i już zauważyłem, że żaden film nie trafi w mój gust.

    Dziwne, że powstała nowa wypożyczalnia, która ma o wiele mniej filmów do wypożyczenia niż ja mam w swojej kolekcji. Myślałem, że mnie czymś zaskoczą – nowymi tytułami, wyborem czy choćby klimatem. A tam nic – pustynia. Dziwię się, że na start właściciel nie włożył więcej pieniędzy, przecież niemal każdy kto tam wejdzie niemiło się rozczaruje i pewnie nigdy już tam nie wróci. Powiedzieć trzeba szczerze, że jedyne co przepowiada „za” dla tej wypożyczalni, to przede wszystkim jej lokalizacja. Usytuowana jest nieopodal osiedla Niepodległości i ulicy Traugutta. W odróżnieniu od konkurencyjnej wypożyczalni „Ela”, która znajduje się na ulicy Warszawskiej (naprzeciwko Netto), położenie jej wydaje się wręcz idealne. Jeśli jednak zwrócimy uwagę na zaopatrzenie obu lokali, to jednemu z nich wróżę rychły koniec.

    Trzeba też zwrócić uwagę na to, że nowa wypożyczalnia dopiero się rozkręca, a jej asortyment bazuje raczej na nowych tytułach. W takim przypadku na uzbieranie większej i bardziej pokaźnej kolekcji trzeba troszkę więcej czasu…

  • Lipiec
  • Na plaży w Powidzu

    Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego na plaży w Powidzu czuć urynę? Pewnie jednym z powodów jest lenistwo kąpiących się w jeziorze ludzi, którym nie chce się iść do toalety. Jest też drugi powód, który nie pozwala, albo raczej utrudnia, a na pewno irytuje plażowiczów i zniechęca ich do załatwienia się w sposób cywilizowany. Blisko plaży stoją trzy „toi toje”, za które trzeba zapłacić złotówkę. Nie, żebym był skąpy, ale to śmiech w biały dzień, że na plaży trzeba płacić za usługi, które powinny być standardem. Jeśli ktoś chce zarabiać na toalecie przy jeziorze, to oczywiste że zostanie skazany na porażkę. Sam widziałem ludzi idących w stronę toalety i „odbijających” się od niej, rzucających hasłami – „nie dają się odlać, to idziemy do jeziora”.

    Nie każdy ma kieszeń w stroju kąpielowym i nie wszyscy biorą pieniądze ze sobą na plażę. I choć wydawać by się mogło, że wszyscy o tym wiedzą, to jednak nie jest to takie oczywiste. Pamiętam czasy, w których stawiano darmowe toalety na plażach i proszono wręcz ludzi, by nie „srali” w lasach i nie „szczali” do wody. Teraz gdy wytresowano już niemal wszystkie istoty rozumne, bierze się od nich haracz. Rozumiem, że ktoś prowadzi bar przy jeziorze i zarabia na tym pieniądze. Jednak zarabianie na potrzebach fizjologicznych jest zgoła wielką przesadą.

    W moich oczach, brak publicznej toalety w miejscu publicznym, a szczególności plaży, przynosi wstyd gminie Powidz. Samorządowcy starają się zrobić wszystko, by przyciągnąć nad swoje jeziora jak najwięcej turystów, nie zapewniając im usług – wydawałoby się standardowych…

    Zdjęcie pochodzi ze strony slupca.pl
  • Czerwiec
  • Dystrybutor numer „1” na Orlenie

    Z własnego doświadczenia wiem, że na stacji Orlen w Słupcy można kupić najlepsze paliwo. Już od dość dawna tankuję tam swój samochód i jak do tej pory silnik nigdy nie odmówił posłuszeństwa. W dodatku obsługa jak i sam właściciel stacji są dla klientów bardzo mili. Jednak przytrafiło mi się już tam kilka dziwnych wpadek, których nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć. Często tankuję za 100 lub 50 zł, ale od czasu do czasu, gdy zbiornik pokazuje niemal zero, a w portfelu jest podobnie, wlewam za wszystko co mam. Wiecie, chodzi o to by spokojnie dojechać do domu, a jutro powtórzyć manewr i wrócić na stacje na kołach, a nie piechotą.

    Nie wiem do końca też, czy kwota za jaką zalewa się zbiornik ma znaczenie, ale to właśnie najczęściej wtedy gdy jestem bez grosza przy duszy, spotyka mnie największe rozczarowanie. W ostatnim czasie, gdy na rondzie zapaliła mi się lampka rezerwy, wjechałem na Orlen. Zatankowałem za 20 zł, czyli około 5 litrów i ruszyłem w drogę do domu. Już po kilkuset metrach ponownie zapaliła mi się kontrolka rezerwy i wtedy zrozumiałem… Przy pierwszym dystrybutorze, tego typu przygoda przytrafiła mi się już któryś raz. Nie tylko przy tych najniższych kwotach. Zdarzyło się też, że zalewając około 13 litrów paliwa, jego wskaźnik niemal w ogóle się nie ruszył.

    Zastanawiałem się też, czy czasami pływak w zbiorniku się nie zawiesił, albo coś w tym stylu. Jednak łącząc wszystkie te sytuacje pamiętam, że przy naciśnięciu pistoletu dystrybutora, pierwsze 10 złotych przeleciało tak szybko, że nie zdążyłem tego zauważyć. Biorąc też pod uwagę fakt, że mój sąsiad również miał taką sytuację stwierdziłem, że dystrybutor numer 1 na Orlenie ma jakieś kłopoty i nadużywa paliwa. Nie wiem na ile może mieć to znaczenie, ale przy tym dystrybutorze najczęściej tankują samochody ciężarowe, ciągniki koparki i inne wielkie maszyny. Pewnie ich właściciele nie są w stanie zauważyć braku kilku litrów paliwa w tak dużych zbiornikach i czasami nie połączą faktów, jednak przy mniejszym tankowaniu różnica zauważalna jest gołym okiem.

    Oczywiście biorę też pod uwagę możliwość wadliwego działania dystrybutora numer jeden, który często robił mi psikusa. Zbiornik mieszczący 30 litrów „ON” po zalaniu 15 litrami, nie może jedynie nieznacznie poruszyć wskaźnik mierzący poziom paliwa. Nie jestem chyba pierwszym człowiekiem, który zauważył tego typu sytuacje. Czasami, gdy na stacji są duże kolejki, mało kto podjeżdża pod feralny dystrybutor chyba, że są to przygodni kierowcy.

    Stacji na inną nie zamienię, ale z pewnością pod „jedynkę” nie podjadę. Przy wszystkich innych nie spotkałem się z tego typu problemem, więc tematu nie ma…

    Gnieźnieńska kolej wąskotorowa

    W zeszłym roku z powodu dokuczającej nudy, szukałem w internecie ciekawych miejsc w naszych okolicach, które warto by zwiedzić. Całkowicie przypadkowo natrafiłem na stronę internetową gnieźnieńskiej kolei wąskotorowej, która oferuje swoje usługi w okresie letnim na trasie Gniezno – Anastazewo. Z wielką przyjemnością więc ja i moja dziewczyna wybraliśmy się w podróż. Ponieważ cała podróż trasą z Gniezna do Anastazewa trwałaby prawie pięć godzin (plus drugie tyle powrót), postanowiliśmy nieco skrócić czas podróży i wyjechaliśmy ze stacji w Powidzu do Anastazewa i z powrotem. Skróciliśmy tym samym podróż do trzech godzin w obie strony, z tym że w drodze powrotnej pociąg zatrzymuje się na godzinną przerwę na plaży w Przybrodzinie, gdzie mogliśmy się posilić, napić i poleżeć nad wodą.

    bilet

    Czerwona lokomotywa spalinowa z dwoma dołączonymi wagonami wygląda naprawdę fajnie. W wagonach zamiast normalnych siedzisk mamy drewniane ławeczki, reszta nie różni się zbytnio od wagonów „Przewozów Regionalnych”. W pierwszym wagonie znajdował się bufet z napojami – ciepłymi i zimnymi. Jedyną rzeczą, która mnie zdziwiła po wejściu do wagonu, to ilość liści i gałęzi rozrzuconych niemal w każdym miejscu. Nic dziwnego, skoro otwarte były wszystkie okna, a gałęzie przy torowych drzew były tak gęste, że wpadały do środka wagonów. Na szczęście podczas krótkich postojów obsługa szybko zamiatała pozostałości z drzew.

    [nggallery id=7]

    regulaminNajwiększy ubaw miałem, gdy zobaczyłem konduktora wyglądającego jakby z przeszłości. Facet ubrany w ładny mundur, czapeczkę, uzbrojony w wielką tekę z biletami i otwierany stary zegarek. Klimat niczym sprzed stu lat. Każdy z pasażerów, który po raz pierwszy zakupił bilet dostawał wraz z nim regulamin. Na początku myślałem, że będą to jakieś rygorystyczne warunki, ale po przeczytaniu pierwszego punktu, mocno się uśmiałem (kliknij obrazek obok).

    Regulamin rozbawił nas do łez. W dodatku wolna jazda przez przepiękne miejsca i weseli pracownicy kolejki sprawili, że uśmiechy u pasażerów nie miały końca. Ze względu na wielki upał, podróż nas troszkę zmęczyła, ale za to mieliśmy tyle wrażeń, że jeszcze długo będziemy je wspominać.

    Więcej nie będę Wam zdradzał, sami się przekonajcie co czuje podróżnik w starym wagonie, na wąskich torach, gdzieś w lesie, na polu i plaży. Zainteresowanych odsyłam na stronę kolejki:
    http://www.gkw-gniezno.pl

    Łatanie dróg

    W Słupcy, jak i jego okolicach dba się o drogi tak jak wszędzie – czyli byle jak. Najlepszym tego przykładem niech będzie asfalt na rondzie, który rozdziela wjazd na ulicę Kopernika, Poznańską, Browarną (koło dużego „Polo”). Po mroźnej zimie wyszły wszystkie niedoskonałości naszych dróg w postaci dziur. Zamiast łatać je materiałem z prawdziwego zdarzenia, leje się smołę i sypie na to drobny grysik. W pierwszym etapie jeżdżący po nich użytkownicy rysują sobie lakier na samochodzie, a później chlapią się smołą.

    Przejeżdżając ostatnio przez wyżej wymienione rondo myślałem, że na jezdni jest rozlana woda. Po wjechaniu jednak na rondo okazało się, że to smoła w czystej postaci. Pewnie nie wszyscy o tym wiedzą, ale usunięcie tego typu zabrudzenia z karoserii jest naprawdę wielkim wyzwaniem. Tydzień wielkich upałów i na drodze wychodzą oszczędności na łataniu dróg. Nie tylko w tym miejscu możemy zauważyć wyniki wiosennych robót drogowych, lecz wszędzie tam gdzie były w tym roku łatane jakiekolwiek ubytki na drogach. Pasy smoły rozciągnięte są na ulicach przez opony samochodów na kilkanaście metrów.

    Warto by też zwrócić uwagę na asfalt przebiegający przez Koszuty, którego dziury po zimie nie zostały jeszcze załatane. Postawiono tam kilka słupków ostrzegających, że na jezdni są wyrwy i na tym się zakończyło. Od kilku miesięcy kierowcy zmuszeni są omijać niedoskonałości jakie pozostawiła zima i czekać na załatanie. Choć nie jestem do końca pewien, czy czasami pozostawienie dziur po zimie nie wyszło nam użytkownikom tylko na dobre. Droga jest na tyle szeroka, że można ominąć wszystkie dziury, a z pewnością lepsze to, niż jeżdżenie po smole.

    Na zakończenie chciałbym tylko przypomnieć decydentom, że czas wziąć się do roboty, w końcu w tym roku odbędą się wybory samorządowe…

  • Maj
  • Dopalacze w Słupcy?

    Choć to wydawać by się mogło niemożliwe, to jednak prawda. Na ulicy Warszawskiej w Słupcy zauważyłem dziś witrynę sklepową, która mnie doszczętnie powaliła na kolana. Nie tylko dlatego, że wygląda inaczej niż w innych sklepach, ale dlatego, że prawdopodobnie sprzedawane tam będą tzw., „dopalacze”. Na szybie znajduje się rastaman w kolorach jamajki z napisem „sklep kolekcjonerski” oraz nazwa sklepu „Magic shop”. Musimy sobie zdać sprawę z tego, że produkty tam sprzedawane śmiało można nazwać imitacja narkotyków. Niektórzy nawet twierdzą, że ich działanie jest silniejsze od znanych już używek takich jak amfetamina czy marihuana. Choć w mediach już od dawna „trąbią” na ten temat, to jednak teraz ta sprawa jest już nie tylko sprawą z ekranu, lecz problemem z naszego podwórka.

    Sklep ten znajduje się na ulicy Warszawskiej, w miejscu dawnej „Poziomki”, która odeszła w niebyt. Niestety niema tak dużego popytu na produkty spożywcze wśród młodzieży jak na narkotyki, więc przewiduje wielkie „boom” na te produkty w naszym mieście – przynajmniej na początku. Martwi fakt, że coraz to młodsze dzieciaki będą tam zaglądać i zażywać dziadostwo, z którym nie potrafi albo nie chce poradzić sobie rząd. Jakoś walka z „bardzo niebezpiecznym” hazardem udało się parlamentarzystom załatwić w kilka tygodni, a sprawa „dopalaczy” ciągnie się już od kilku lat.

    W takich to właśnie chwilach cieszę się, że nie jestem rodzicem. Nie mógłbym pogodzić się z tym, że moje dziecko kilkunastoletnie chodziłoby tam z kolegami, by zażywać kolekcjonerskie gadżety. W dodatku ta bezsilność byłaby i jest przerażająca. Oczywiście nie tylko dzieci zagrożone są tego typu używkami, ale także my wszyscy. Zmotoryzowana młodzież z pewnością też tam będzie zaglądać, a jak puszczą „hamulce” i wszelkie bariery, będą pewnie stanowić wielkie zagrożenie dla innych użytkowników drogi. W dodatku zwiększenie niechlubnych policyjnych statystyk, to pewnie kwestia czasu.

    To absurd, że w szkole uczy się dzieci jak wielkim zagrożeniem dla zdrowia są narkotyki i do czego doprowadzają, a po zajęciach można iść do sklepu i legalnie to kupić. Do pełni absurdu brakuje jeszcze tylko sklepu z bronią, którą kupić moglibyśmy bez zezwolenia i zamiast służyć do samoobrony, wykorzystywana by była do popełniania przestępstw. Podobnie jest z dopalaczami. Zamiast służyć do kolekcjonowania, używana będzie do narkotyzowania dzieci i młodzieży.

    Duch głównym tematem

    W przedostatnim numerze „Gazety Słupeckiej” pojawił się artykuł o duchu, którego miał przez przypadek z fotografować jeden z mieszkańców powiatu słupeckiego. Chłopak wybrał się z dziewczyną na spacer po opuszczonym dworku w Łukomiu i robił w nim zdjęcia. Choć na tajemniczym zdjęciu na pierwszy rzut oka nie widać nic szczególnego, to w przybliżeniu na wysokości kilku metrów w koronie drzewa wyłania się, jak to stwierdził dziennikarz – twarz ducha widziana z profilu.

    Co prawda na zdjęciu w gazecie szczegóły jeszcze bardziej się rozmyły, ale na moje oko nie ma tam nic co przypomina twarz. Gdyby nie zasugerowano mi co tam jest pomyślałbym, że to pień drzewa – może brzozy. W internetowym wydaniu gazety, zdjęcie wygląda to już nieco inaczej, jednak moim zdaniem to kiepska robota przy pomocy „fotoshopa”. Podziwiam chłopaka, który miał odwagę zgłosić się do gazety z tą sensacją podając swoje imię, nazwisko oraz miejsce zamieszkania. Pewnie stał się on tematem drwin, a liczył na sensację i napędzenie „lokalnej gospodarki” napływem ciekawskich. Podobne sensacje miały miejsce kilka lat temu w Wylatowie, gdzie podobno lądowały statki kosmiczne. Dlaczego więc nie zrobić sensacji z duchem w tle w parku w Łukomiu?

    Podobno osiągnięcie tego typu efektu nie jest niczym nadzwyczajnym. Załamanie światła, lekka mgła lub zaparowanie obiektywu, a nie możemy również wykluczyć ingerencji programu komputerowego, to niektóre z możliwych wersji pojawienia się ducha na zdjęciu.

    Tego typu artykuł utwierdza mnie w przekonaniu, że jak nic ciekawego nie dzieje się w naszym rejonie, to wyciąga się ducha z szafy, by przyciągnąć ciekawskich czytelników – w tym mnie ;) Nie widzę w tym nic złego że ta „wielka” sensacja znalazła się w gazecie, ale na pierwszej stronie jako najważniejsze wydarzenie – to niewiarygodne i chyba mało poważne.

    duch
    Zdjęcie pochodzi z serwisu gazetaslupecka.pl

    Dachowanie radiowozu

    W środę 5 maja, jeden z widzów TVP Poznań przysłał zdjęcia z wypadku drogowego, który miał miejsce w miejscowości Rokosz. Zdjęcia ukazują feralną akcję policjantów ze Słupcy, którzy jadąc do niegroźnego zdarzenia w Wilcznej, z nieustalonych przyczyn wypadli z drogi i dachowali. Dwaj policjanci 28., i 29-latek zostali przewiezieni do słupeckiego szpitala. Ich życiu nic nie zagraża, a pobyt w szpitalu to rutynowa kontrola.

    W tej chwili nie wiadomo czy wypadek był przyczyną zbyt szybkiej jazdy i – jak to mówią policjanci, niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze, czy zawinił stan techniczny pojazdu. Pewnie prawdy nigdy się nie dowiemy, jak to już bywa w przypadku służb mundurowych.

    Film poniżej ze zdjęciami oraz komentarzem rzecznika prasowego KPP w Słupcy Marleną Kukawką pochodzi z portalu witualnykonin.pl

  • Kwiecień
  • Otwarte „Los Lodos”

    „Los Lodos” to miejsce, które podczas lata z wielką chęcią odwiedzam, by posilić się wyjątkowo dobrymi lodami. Desery lodowe z bitą śmietaną, świeżymi owocami, słodką polewą i kruchym wafelkiem, dają niesamowite doznania smakowe. Są tam najlepsze lody jakie kiedykolwiek i gdziekolwiek jadłem. Ale nie tylko ja jestem takiego zdania. Latem widać to szczególnie przed butikiem, który okupowany jest przez chętnych ochłodzić się mieszkańców, czekających w kolejce po swoją porcję. Nawet moja siostra, która na co dzień mieszka w Poznaniu, opowiada wszystkim jakież to pyszności się u nas w Słupcy serwuje.

    Uff, po długiej i mroźnej zimie nasza lodziarnia wreszcie została otwarta. Mimo, że nie ma jeszcze wielkiej gorączki, to już widać wielu chętnych na zakup przepysznych lodów i gofrów. Fajnie by było, gdyby latem przed sklepikiem było więcej stolików, krzesełek i parasolek, a jesienią można było usiąść sobie w środku i ochronić się przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi delektując się goframi. Niestety, to drugie jest niemożliwe do osiągnięcia, ze względu na niewielką powierzchnię sklepu. Polecam więc wszystkim sprawdzić niepowtarzalny smak serwowanych tam produktów dopóki to możliwe. Pozostaje mi tylko życzyć Wam smacznego, a butikowi życzę dalszych smakowych sukcesów i jeśli to możliwe, jeszcze więcej klientów.

  • Marzec
  • Skate park

    Pamiętam, jak kilka miesięcy temu żaliłem się, że z budżetu miasta chcą wydać prawie 300 tysięcy złotych na skate park. Zdając sobie sprawę, że jest do ogromna kwota, psioczyłem nieco, a z drugiej strony zdumiony byłem tym, że powstanie taki obiekt w naszym miasteczku. Niektórzy pisali tu komentarze, żebym tak nie narzekał, bo jak zbudują już ten „park”, to bardzo się zdziwię. Trudno przyznać mi się do tego, ale ten ktoś miał rację – zdziwiłem się. Zdziwiłem się tym, że za takie pieniądze wybudowano, przepraszam – zalano betonową posadzkę. Nie wiem czy jestem dobrze poinformowany, ale podobno koszt zalania owego betonu nie był aż tak duży jak zakładano, czyli 270 tysięcy złotych i z reszty pieniędzy można było jeszcze postawić słupy oświetleniowe. Do zakończenia prac pozostało jeszcze tylko założenie ogrodzenia i zasadzenie wokół drzewek.

    Przyznam szczerze, że byłem wręcz przekonany, że będą tam jakieś rampy czy inne skatowe cudeńka. Jeśli to wszystko wyglądać będzie tak, jak wygląda na ową chwilę, to nie będzie chyba wymarzony park dla deskorolkarzy. Okazuje się bowiem, że taki skate park jest prawie w każdym miasteczku, ale pewnie za nieco mniejsze pieniądze. Jedynym plusem braku ramp będzie to, że dzieciaki nie będą się co chwilę łamać na nieudanych piruetach. Tylko czy tak naprawdę warto będzie przenieść się z parkingu pod Lidlem na nowy plac?

    Intermarche w Słupcy

    Jestem zdumiony kolejną inwestycją w naszym mieście. W niespełna 15tysięcznym „pipidówku” budują kolejny market spożywczy – tym razem pod szyldem „InterMarche”. Szkoda, że nie będzie to siostra owego marketu o imieniu BricoMarche. Materiały budowlane, akcesoria majsterkowicza i cuda ogrodnicze z pewnością bardziej przydałyby się w Słupcy niż kolejny, ósmy już market spożywczy. Z drugiej zaś strony konkurencja wymusza obniżanie cen, a to dla nas konsumentów chyba najlepsza wiadomość.

    Jak donosi najnowsze wydanie „Gazety Słupeckiej”, radni już zapowiadają pikietę. Cytując fragment

    Radni Zdzisław Wyszyński i Tadeusz Markiewicz mają wiele wątpliwości co do słuszności tej inwestycji w tym miejscu, więc sprawą zainteresowali słupecką kancelarie prawniczą. Wiemy, że mamy rację, a budowa kolejnego marketu, w tak strategicznym punkcie miasta powinna zostać poprzedzona konsultacjami społecznymi.

    Szkoda, że zapomniano dodać, że w strategicznym miejscu było zwykłe pole, a obok niego mieszka jeden z wyżej wymienionych radnych. Oczywiście radni bardzo martwią się o mieszkańców Słupcy i to właśnie dla nich chcą zrobić wszystko, aby ten market nie powstał. Dlaczego nie było nikogo chętnego do pikietowania przy innych marketach w Słupcy? Czy w ich otoczeniu nie mieszkają radni? Rozumiem, że pod domem ów radnego będzie niezły hałas i harmider. Tłumy klientów i duża ilość pojazdów tuż pod oknem z pewnością nie będzie należeć do przyjemności. Pewnie też sama wartość działki zmaleje, bo kto by chciał kupić dom w takim otoczeniu? Musimy liczyć się z tym, że niedługo sprawa nieco ucichnie, gdy właściciele InterMarche zapłacą spore gaże tym, którzy chcą wywołać burze wokół budowy.

    Można zgodzić się co do tego, że skrzyżowanie ulic Berlinga i Traugutta będzie raczej nieustannie zakorkowane. Ale pewnie i o to można byłoby powalczyć, by znalazły się pieniądze od prywatnego inwestora, który pokryje koszty instalacji sygnalizacji świetlnej, która nawet w przypadku zmożonego ruchu byłaby lepsza, od tego co mamy teraz. Czasami jadąc od Lidla i kierując się w stronę Giewartowa, musimy poczekać nawet kilka minut, by bezkolizyjnie wjechać na ulicę Traugutta. Teraz jest chociaż cień szansy, że to się zmieni…

    Pola na ulicy Berlinga to już chyba ostatnie miejsce, w którym można postawić coś wielkiego i mieć nadzieję, że ruch będzie duży. Myślałem, że alternatywnym rozwiązaniem lokalizacyjnym może być okolica jeziora słupeckiego, niemal na przeciwko ARiMR. Ale czy chciałby ktoś kupować w sklepie koło smródki, a jeszcze w sytuacji, gdzie ryby będą oddawać miastu cudowną woń, będzie to już zakrawać raczej na ohydę niż przyjemność.

    Radziłbym co niektórym lekko stonować i wziąć pod uwagę fakt, że nowy market powstanie w Słupcy nie w miejscu przypadkowym, tylko w możliwym do normalnego funkcjonowania i pewnie podpartą nie jedną ekspertyzą. Wiadomo, że decydenci nie wyssali sobie tego miejsca z palca jak i to, że pod domem nikt nie chciałby mieć wielkiego sklepu i to bez względu na to, kim się jest…

    O jeziorze słupeckim w programie „Uwaga”

    W poniedziałek 1 marca na antenie TVN, w programie „Uwaga”, wyemitowano reportaż o śniętych rybach w Jeziorze Słupeckim. Z powodu obniżenia poziomu wody, w jeziorze pod lodem zaczęły dusić się ryby, które w tej chwili zalegają w bardzo dużej ilości na brzegu, a nie wiadomo ile ich jest pod lodem. Nie usunięcie zdechłych ryb może spowodować katastrofę ekologiczną. Jeśli najgorsze już się zdarzyło, doprowadzenie jeziora do stanu sprzed tego zdarzenia może potrwać nawet 10 lat.

    „Poziom wody pod lodem w odległości 80 metrów od brzegu wynosi około 45 cm. Aby ryby miały czym oddychać powinien mieć co najmniej jeden metr. Starosta powiatu słupeckiego wydał decyzję o spuszczeniu wody ze zbiornika 4 listopada 2009 r. na podstawie opinii wydziału środowiska. Ten z kolei kierował się badaniami stanu wody w jeziorze sprzed kilku lat. Teoretycznie wszystko odbyło się zgodnie z przepisami.

    – Nie można zakładać, że opuszczenie poziomu wody spowodowało śnięcie ryb – mówi Andrzej Kin, wicestarosta słupecki. – Tym bardziej, że to zbiornik retencyjny, a nie hodowlany.”

    Na wtorek zaplanowano odławianie zdechłych ryb.

    Reportaż możecie obejrzeć klikając na link poniżej:
    Błędy urzędników przyczyną ekologicznej katastrofy.

  • Luty
  • Dom „Babci Żwirowej”

    Kobieta, która słynie w Słupcy z meliny jaką „prowadzi” we własnym domu, nazywana jest „Babcią Żwirową”. Przyznam szczerze, że nie wiem od czego wzięła się ta ksywa, ale faktem jest, że kobieta na własnej posesji „prowadzi” regularnie libacje alkoholowe. Uczestniczą w niej zazwyczaj mężczyźni z tak zwanej „piątej zmiany”, czyli twardzi i znani alkoholicy. Często słychać o tym, że w domu owej pani znów zmarł z upojenia alkoholowego jakiś mężczyzna. Teraz warto dodać, że ten dom nie jest już zagrożeniem tylko dla pijaczków, lecz dla nas wszystkich.

    W lecie zeszłego roku strażacy musieli zniszczyć część ściany szczytowej, żeby ugasić ogień, który wybuchł na strychu domku. Po kilku miesiącach od tego wydarzenia oraz po zapewnieniach właścicielki o odnowieniu i naprawieniu szkód, nie ma żadnych zmian. Dziura w ścianie co prawda po kilku miesiącach została zamurowana, ale konstrukcja dachu nadal jest nienaprawiona i trzyma się na przysłowiowym włosku. Wydawać by się mogło, że właścicielka domu, ma dobre znajomości w nadzorze budowlanym, urzędzie miasta i policji, skoro ten „niebezpieczny” dom nie został jeszcze rozebrany lub odpowiednio zabezpieczony. Aż dziw, że po tak intensywnych opadach śniegu dach się jeszcze nie zawalił. W tej chwili wygląda to jednak tak, jakby za chwilę miał runąć na głowy znajdujących się w środku ludzi i zagrozić przechodniom oraz przejeżdżającym lub stojącym obok samochodom. Chodnik przy tym domku służy już niemal jako krawężnik, a jego szerokość nie przekracza pewnie metra.

    Zastanawiające jest tylko to, kto będzie odpowiedzialny za tragedię, do której może dojść w każdej chwili. W końcu dom stoi na styk z ruchliwą ulicą i chodnikiem. Uważam, że w takiej sytuacji ten dom powinien być ze skutkiem natychmiastowym zburzony lub wyremontowany. A póki co, powinien być odgrodzony i zabezpieczony.

    Zmiana cen biletów do kina „Sokolnia”

    Od czasu otwarcia wyremontowanego kina „Sokolnia” w Słupcy, ceny biletów były równe dla wszystkich – 12 zł. Teraz wprowadził się do nas styl wielkomiejski i nie ma już równych, lecz są równi i równiejsi. Ceny się zmieniły i zwykły bilet kosztuje 15 zł, a dla ucznia 12 zł. Popieram, żeby młodzież szkolna miała ulgi na wstęp do kina, bo rodzice zazwyczaj muszą ponosić te koszty, ale studenci to już lekka przesada. Dlaczego mam płacić za bilet więcej niż student z prywatnej uczelni? Czy to znaczy, że jestem gorszy utrzymując rodzinę, dom, samochód i inne media? Uważam, że studenci powinni zachować swoje ulgi na podróżowanie pociągiem czy autobusem, bo jest im to niezbędne by dotrzeć do swojej szkoły. Jednak kino jest tylko dodatkową rozrywką, którą również mają taniej…

    Choć do ulg nie mam aż tak wielu zastrzeżeń i nie przeszkadza mi to zbytnio, to przeszkadza mi teraz cena wstępu do kina. Choć frekwencja na seansach w kinie „Sokolnia” jest zazwyczaj mała, to teraz może być jeszcze mniejsza dzięki podwyżkom. Wydaje mi się, że cena jest nieadekwatna i zbyt wysoka jak na zarobki mieszkańców. Oczywiście wielu ludzi czerpie satysfakcję z oglądania premier filmowych na dużym ekranie, ale jednak komfort oglądania nigdy nie dorówna poziomowi jaki mamy w domu. Swoboda, rozmowa, szeleszczenie, zatrzymywanie filmu i co najważniejsze, sprzęt jaki możemy mieć w domu dorównuje już warunkom kinowym. Telewizory 40 czy 50 calowe nie są już niczym wyjątkowym, a jakość obrazu i dźwięku również powala z nóg. Dodatkowym plusem oglądania filmu na DVD jest choćby to, że filmy te zazwyczaj posiadają polski lektor. Dla wielu ludzi napisy to wielki problem, szczególnie starszych lub tych nie znających perfekcyjnie języków obcych. Nie można skupić swojej uwagi na scenach filmowych, wczytując się w skaczące i lekko zamazane teksty.

    Zakupienie biletu przez zwykłą trzyosobową rodzinę (rodzice+dziecko), to wydatek rzędu 42 złotych. Duża to stawka jak za obejrzenie jednego filmu. Oczywiście cena biletu musi również pokrywać prawa jakie zakupiło owe kino za emisję do publicznego odtwarzania filmu. Jednak w tym przypadku paradoksalnie zamiast zarobić na wyższych cenach biletu, z pewnością kino straci z powodu niższej frekwencji…

    „Ślub Słupca”

    Kilka tygodni temu przeczytałem w „Gazecie Słupeckiej” krótki artykuł, który promował serwis „slubslupca.pl”. Serwis nikomu wcześniej nieznany, pojawił się w prasie jako artykuł, a nie reklama. Odniosłem więc wrażenie, że jest to nowy twór wyżej wymienionego lokalnego pisma, lub po prostu jest to „wpis” sponsorowany. W końcu twórca strony ma na celu nie tylko przedstawienie krok po kroku jak, gdzie i kiedy załatwić, by nasz ślub przebiegł bez zakłóceń i zbędnego szukania, ale również ma na celu promowanie usług z tym związanych za odpowiednią kwotę. Dlatego ważne jest wypromowanie usługi i strony, by przyciągnąć nie tylko internautów, ale także sponsorów. Z początku pomyślałem, że skoro autor chce odsłonić przed przyszłymi młodożeńcami sekrety, które sam ze swoją lubą musiał odkryć, to dlaczego nie przedstawi nam oferty wszystkich dodatkowych usług za darmo, byśmy sami mogli wybrać to, co nas interesuje?

    Ze zbiegiem czasu, po dokładniejszym przejrzeniu serwisu „SlubSlupca.pl” stwierdziłem, że naprawdę ten człowiek musiał się nieźle natrudzić, by zebrać i przedstawić nam wszystkie informacje związane ze ślubem. Począwszy od zaręczyn, po rady związane z wynajmem samochodu, fotografa, zakupem bukietów ślubnych, przebiegu samego ślubu a nawet modę ślubną, a nawet tekst przysięgi. Serwis jest dobrze rozbudowany, zawiera wiele przydatnych informacji i pewnie przed moim ślubem, wykorzystam zapisane w nim doświadczenia. Wszystko opisane jest w prosty i przejrzysty sposób, a to że oferty kwiaciarni, sal i lokali promowane są na zasadzie reklamy, to nie widzę w tym nic złego. Odnalezienie w naszym mieście usług związanych z weselem nie jest chyba aż tak trudne, a że niektórzy w ten sposób mogą się wypromować i „złapać” kilku klientów nie jest chyba czymś, co powinno się szykanować.

    Gratuluję panu młodemu pomysłu i stworzenie przydatnego nie tylko dla siebie serwisu, lecz dla wszystkich zainteresowanych. Na naszym lokalnym rynku mało jest tego typu usług prowadzonych przez internet, więc mam nadzieję, że powstaną jeszcze tego typu projekty związane z innymi dziedzinami…

  • Styczeń
  • Odśnieżone chodniki

    Przechodząc się kilka dni temu chodnikami w Słupcy natrafiłem na niesamowite zapory. Śnieg po kolana, a tam gdzie było go mniej, było bardzo ślisko. Po dwóch tygodniach od pierwszych dość obfitych opadów, niemalże nikt nie pofatygował się o odśnieżanie chodników. Nie będę się rozpisywał na jakich ulicach, przy jakich budynkach i w którym rejonie. Dotyczyło to niemal całego miasta. O dziwo nie miałem pretensji do służb porządkowych, czy jak kto woli drogowych. Odśnieżanie chodników leży w gestii mieszkańców budynków przy nich stojących, lub zarządców bloków i kamienic. Tak przynajmniej mi się zdaje, a nawet jeśli jest inaczej, to zalegający śnieg na chodnikach przed budynkami powinien być wstydem dla mieszkających tam ludzi. Jednak przechodząc się dziś po naszych chodnikach zostałem bardzo mile zaskoczony. Niemal wszystkie chodniki były odśnieżone, a miejscami nawet skuto lód. Wejścia na pasy, wjazdy w małe uliczki były „czyste” i przejezdne. Wiem, że oczyszczanie ze śniegu chodników w Słupcy nie było spowodowane obywatelskim poruszeniem, lecz służby porządkowe dzięki ostatnim dużym opadom „białego puchu”, wzięły się do roboty.

    W Słupcy mieszkańcy bloków, kamienic i domków jednorodzinnych nie poczuwają się do obowiązku sprzątania przed własnym domem. A wystarczyłoby kilka minut i solidarność z sąsiadami, by chodniki były czyste po każdych opadach. Niech dobrym przykładem będą okoliczne wioski takie jak choćby Koszuty. Zdumiony byłem postawą właścicieli posesji, do których przylega chodnik. Ludzie tłumnie gromadzili się na nich by je odśnieżyć, a nawet odkuwali na nim lód. Niestety w Słupcy liczymy na służby porządkowe, a sami narzekamy na warunki jakie panują. Na szczęście dla nas mieszkańców, że po ostatnich gwałtownych opadach „białego puchu”, ktoś wziął się za oczyszczanie chodników w całym mieście, bo do sklepu musielibyśmy chodzić chyba po ulicach.

    Nie będę wnikał kto i co powinien robić, jednak przyznajcie, że gdybyśmy wszyscy byli tak porządni jak wymagamy od innych, żyłoby się nam o wiele lepiej. Niech mieszkanie w bloku czy kamienicy bądź wykształcenie nie będzie dla Was wymówką, lecz obowiązkiem…

    Parkingi w Słupcy

    W naszym mieście od kilku lat następują zmiany w organizacji ruchu. Kilka lat temu ulica poznańska zmieniła ruch na jednokierunkowy, by na drugim pasie na całej jej długości zrobić parking. Wtedy wydawało się to głupim pomysłem, jednak teraz gdy ruch jest bardzo natężony, szczególnie w dni targowe, okazało się dobrym rozwiązaniem. Od dość dawna poruszanie się w dni robocze po Słupcy stanowi duży problem. Największym jest jednak znalezienie miejsca do zaparkowania. I tak właśnie zastanawiam się, czy był sens aby na przeciwko komisariatu policji zabrać kierowcom trzy miejsca parkingowe, na rzecz policji. Często parking dla nich przeznaczone stoją puste, lub parkują na nim prywatne samochody należące do funkcjonariuszy, a inni kierowcy kręcą się wkoło by znaleźć sobie miejsce. Czy nie wystarczy, że przy budynku policji jest duży parking? Przecież i tak większość samochodów policyjnych tam właśnie stoi i nie stanowi to większego problemu.

    Stosunkowo nie dawno wokół liceum ogólnokształcącego również zrobiono ruch jednokierunkowy, który również budził wiele zastrzeżeń. Teraz jednak wydaje się to dość dobrym rozwiązaniem, ponieważ płynnie rozprowadza ruch po mieście i nie tworzy korków takich jak przed reorganizacją ruchu. Stworzono też dzięki temu kilkadziesiąt miejsc parkingowych zlokalizowanych we wszystkich kierunkach wokół szkoły. Jednak budzi moje zdziwienie ustawienie samochodów parkujących po wschodniej stronie, naprzeciwko wyjazdu z dawnej karczmy, czy jak kto woli byłego budynku „Żabki”. Parkowanie w tym miejscu wzdłuż krawężnika jest chybionym pomysłem. Z tego powodu zaparkuje tam o wiele mniej samochodów, a miejsca jest na tyle dużo, by parkować przodem do krawężnika i dać dodatkowych kilka miejsc.

    Oczywiście, nie mogę być do końca pewny swoich racji, ale fajnie by było, gdyby zmieniono co nieco w tych miejscach, aby zwykłemu śmiertelnikowi ułatwić troszkę życie i parkowanie.

    Wyrok dla „Marychy”

    Mariusz K. o pseudonimie „Marycha” został już osądzony przez sąd okręgowy w Koninie. Wyrok dwunastu lat pozbawienia wolności za skatowanie na śmierć 66letniego Stanisława W. wydaje się niski.

    „Stanisław W. zmarł 27 lutego 2009 roku, dokładnie trzy tygodnie po swoich 66. urodzinach. Lekarze stwierdzili, że ktoś musiał skakać po jego głowie, na której zachowały się ślady podeszew butów Mariusza K. Biegli psychiatrzy stwierdzili, że oskarżony zdawał sobie sprawę z tego, co robi i rozumiał znaczenie popełnionego czynu. Nie znaleziono też w organizmie Mariusza K. sterydów, choć po kilku miesiącach śledztwa zeznał, że zażywał preparaty anaboliczne.

    Uzasadniając wyrok sędzia Marek Ziółkowski wyjaśnił, że choć skład orzekający rozważał zmianę kwalifikację czynu na pobicie ze skutkiem śmiertelnym, sąd uznał jednak, że Mariusz K. jest winny zbrodni zabójstwa. – Przemawiał za tym rodzaj i wielkość siły użytej przez oskarżonego – powiedział sędzia M. Ziółkowski – oraz znaczna różnica wieku i sprawności fizycznej między sprawcą i jego ofiarą.

    Okolicznością obciążającą Mariusza K. była – zdaniem sądu – jego nietrzeźwość i brak jakichkolwiek motywów popełnienia zbrodni.

    Wyrok nie jest prawomocny i stronom przysługuje od niego odwołanie, co najprawdopodobniej nastąpi, przynajmniej ze strony skazanego. – Muszę się jeszcze zastanowić, czy odwołam się od wyroku – powiedział, występujący w sprawie jako oskarżyciel posiłkowy, syn Stanisława W.

    źródło konin.lm.pl

    Nie liczyłem w tym przypadku na dożywocie dla „Marychy”, ale nawet nie przyszło mi na myśl, żeby za tak okrutne morderstwo dostać tylko 12 lat. Gorsze jest jeszcze to, że po 6 latach pewnie będzie mógł się ubiegać o zwolnienie warunkowe za dobre sprawowanie. Co prawda nie jest w mojej gestii podważanie wyroku sądu, ale mam nadzieję, że syn zamordowanego odwoła się od tej decyzji, a oskarżony jeszcze bardziej żałować będzie swoich czynów.

    O przebiegu morderstwa możecie poczytać tutaj.

    Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

    W naszym mieście jak co roku, już po raz osiemnasty zagrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Imprezy sportowe oraz licytacje zostały zorganizowane w sali sportowej szkoły podstawowej numer 3,a wieczorem w MDK zagrał Gabriel Fleszar i słupecki zespół Kodex Blues. Na ulicach miasta chodziło wielu wolontariuszy, którzy szukali żywego ducha chętnego wspomożenia akcji. Niestety temperatura i aura nie wyciągnęła zbyt wielu ludzi na ulice, a w miejscach organizowania aukcji charytatywnych pojawiło się wielu młodych ludzi, za przeproszeniem nie śmierdzących groszem i nie biorących udziału w licytacji, w tym także mnie. Najlepszym możliwym miejscem do zebrania kilku groszy były okolice kościołów. Po mszy tłumy ludzi ciągnęły do samochodów, a inni rozpływali się po Słupcy w celu jak najszybszego dotarcia do domów. To właśnie w tych miejscach wolontariusze biegali z puszkami, rozdając najwięcej czerwonych serduszek.

    wosp

    Szkoda, że cała akcja odbywa się w najzimniejszym miesiącu w roku. Ze względu na bezpieczeństwo ludzie starają się nie wychodzić poza własne domy czy mieszkania. Szczególnie teraz, gdy posypało śniegiem i zawiało. Gdyby organizacja Wielkiej Orkiestry miała miejsce w majowy weekend, mogłoby to mieć lepsze skutki finansowe dla samej akcji, a ludzie tłumnie oblegali by ulice miasta, nie wspominając już o festynach, które przyciągnęłyby ludzi nie tylko ze Słupcy, ale i okolic. Oczywiście można też przyłączyć się do akcji nie wychodząc z domu, biorąc udział w aukcjach, z których pieniądze przeznaczone w całości są dla fundacji. Wysyłanie smsów oraz inne formy płatności również wchodzą w grę, jednak dla starszych ludzi ta forma wydawania pieniędzy jest raczej mało ciekawa i nie zawsze dostępna…

    Z informacji na dzień 10.01.2010 roku do godziny 23:25 wynika, że w Słupcy zebrano 33.000 złotych. Okazuje się więc, że na jednego mieszkańca miasta przypada średnio ponad 2 zł. Może ta kwota nie jest mała, ale biorąc pod uwagę, że w Strzałkowie zebrano niemal 15 tysięcy złotych, nie stawia to Słupcy w dobrym świetle.

    Wiem, że termin rozgrywania kolejnego finału nie zostanie zmieniony i tradycyjnie odbędzie się w styczniu, ale zastanawia mnie tylko, ile zebranych by było pieniędzy w Słupcy, gdyby WOŚP zagrała w majowy weekend (?)…

    Opady śniegu

    Dziś zaatakowała nas prawdziwa zima. Nareszcie pada śnieg i wieje wiatr, tworząc zawieje i zamiecie śnieżne. W Słupcy może tego aż tak nie widać, ale wyjeżdżając na ulicę poza granicami naszego miasteczka można spotkać wielkie zaspy sięgające czasami po samą szybę samochodu. Oczywiście mówię tu o drogach rzadko uczęszczanych i tych, których jeszcze nie odgarnięto. To oczywiste, że służby drogowe kierują swoje siły na autostradę i drogę krajową, ale przynajmniej dzięki temu widać efekty długo oczekiwanej przeze mnie zimy. W końcu latem też czeka się na słońce i wysokie temperatury. Dlaczego więc zimą mielibyśmy nie czekać na śnieg i mróz?

  • 2009
  • Grudzień
  • Celem monitoringu w Słupcy jest…

    Na stronie „Informatora Słupeckiego”, opublikowana została informacja o miejskim monitoringu. Żeby nie kręcić zacytuje całe dwa zdania, które tam „padły”. „20 października miało miejsce oficjalne uruchomienie monitoringu miejskiego. Jak zapewniają policjanci, monitoring ma działać prewencyjnie, a nie „produkować mandaty”. Niespełna dwa miesiące później przeczytałem artykuł w „Kurierze Słupeckim” zatytułowany „Wkurzeni na monitoring”. I znów, żeby nie być gołosłownym zacytuje dwa zdania. „Tylko od 16 października do początku listopada, w okresie około trzech tygodni, mandatami za niewłaściwe parkowanie, wykryte za sprawą monitoringu ukarano 78 kierowców. W rejonie ul. Browarna – Puławskiego są to najczęstsze wykroczenia przeciwko przepisom ruchu drogowego – mówi rzeczniczka słupeckiej policji.” – Na drodze jednokierunkowej nie wolno parkować samochodu 10 metrów przed pasami.

    Tym razem nie mam nic przeciwko temu, że policja wlepia mandaty za nieprzepisowe parkowanie. Czuje się jednak oszukany przez ta samą władzę, bo jak się okazuje okłamali oni czytelników nie tylko lokalnej prasy, ale także „Informatora Słupeckiego”. Rozumiem, że nieprawidłowe parkowanie jest powodem do wystawienia mandatów, ale fajnie by było, gdyby patrole łapały ludzi na gorącym uczynku, a nie kamery. Pewnie powodem użycia monitoringu do innych celów niż pierwotnie zakładano w tym rejonie jest mała liczba przestępstw, a skoro monitoring został zainstalowany za tak duże pieniądze (coś około 160 tyś zł), to powinien on się do czegoś przydać – prawda?

    Skoro monitoring nie miał za główny cel „generować mandatów”, a w okresie trzech tygodni wygenerował ich prawie 80, to znaczy tylko tyle, że policjant wypowiadając się o przeznaczeniu kamer, troszkę nas okłamał. Z drugiej zaś strony, jeśli już monitoring zastał zakupiony i zainstalowany, to policjant nie powinien wypowiadać się w tonie, że wykroczenia drogowe będą niezauważane. Może to właśnie dlatego kierowcy nie przejmowali się okiem wielkiego brata i nagminnie łamali przepisy? Jakby tego nie nazwać policjanci znów popełnili gafę, okłamując ludzi o przeznaczeniu tych kamer. Nie, żeby zaraz byli źli i niedobrzy, ale jednak od funkcjonariuszy policji oczekuje się czegoś więcej. Okazało się bowiem, że celem monitoringu w Słupcy jest nie tylko drobny rzezimieszek, lecz także zwykły Kowalski.

    Radio Słupca

    Dziś szperając sobie w wyszukiwarce „Google” natrafiłem na radio internetowe, które nosi nazwę „Radio Słupca”. Nie wiem czy można nazwać mnie odkrywcą, czy spóźnionym wynalazcą, ale na stronie www tej stacji nie ma żadnej informacji o tym kiedy i po co powstała. Nie miałem jeszcze okazji słuchać żadnej audycji, ale z ramówki wynika, że codziennie o 19:30 nadawana jest audycja dla dzieci zatytułowana „Dla milusińskich”, a tuż po niej o 20-tej program autorski jednego ze współprowadzących radio. Jeśli chcielibyście współtworzyć ramówkę stacji, możecie dołączyć do ekipy, jeśli spełnicie kilka warunków wymienionych w dziale „rekrutacja”.

    Sygnał nadawany jest w jakości 64 kbps, ale dzięki koderowi AAC+ jego jakość przy małym transferze jest równa strumieniowi 128 kbps w kodowaniu mp3. Wynika z tego, że nawet przy wolniejszym łączu można bezproblemowo słuchać audycji i w dodatku w bardzo dobrej jakości. Radio możecie włączyć za pomocą programów „Winamp”, „Windows Media Player” oraz „Real Player”, ten fakt powinien zadowolić niemalże wszystkich internautów. Na stronie radia znajduje się tez panel pozdrowień, ramówka stacji, dział „FAQ”, top lista muzyczna, a nawet stan pogody dla Słupcy. Patrząc do działu „redakcja”, zdawać by się mogło, że to stacja rodzinna, ponieważ trzech z pięciu redaktorów nosi to samo nazwisko. Przypuszczam, że stacja dopiero się rozkręca, więc ktoś musi wykonać tą ciężką robotę.

    Serwis „www” zrobiony jest bardzo ładnie. Estetyczna grafika, przejrzyste menu i można powiedzieć, że jest na niej wszystko to, co powinno. Nie ma męczących oko reklam, skaczących po ekranie bannerów itp. Muzyka raczej komercyjna, która podobno wpada w ucho. O tym jednak nie będę dyskutował, bo muzyka to rzecz gustu. Gratuluję współzałożycielom pomysłu i wypełnienia luki na naszym małym lokalnym rynku. Mam nadzieję, że początki nie zniechęca ich do dalszego prowadzenia, a słuchaczy przybywać będzie wraz z kolejną audycją. Trzymam więc kciuki za to, żeby projekt rozkręcił się w możliwie jak najlepszej formie. Będę się temu bacznie przyglądał.

    ADRES: www.RadioSlupca.pl

    Śmiertelny w skutkach wypadek

    Pewnie każdy już słyszał o wypadku, który wydarzył się w Turku 21 listopada. W nieszczęśliwym zdarzeniu zginęła 71-letnia mieszkanka Słupcy – babcia 18-letniej dziewczyny, która kierowała pojazdem. Nie chciałem wcześniej o tym pisać, bo tak naprawdę to wielka tragedia dla młodej dziewczyny, która niedawno zdała egzamin na prawo jazdy. Wróciłem jednak do tego tematu, bo nie dają mi spokoju komentarze wystawiane na stronie internetowej „Kuriera Słupeckiego”.

    Jakość współczucia przez niektórych internautów jest naprawdę mizerna. Piszecie, że tak to jest jak się daje prawo jazdy młodym kierowcom. Nie rozumiem, czy nie powinno się dawać uprawnień do prowadzenia pojazdów młodym ludziom? Czy są oni gorsi? Czy wypadki nie zdarzają się starszym osobom? Albo teksty w stylu, to nie wina kierowcy, tylko instruktora oraz egzaminatora, że dał jej „prawko”. Czy myśleliście, że po 30-tu godzinach nauki, i kilku egzaminach można być mistrzem w tym „fachu”? Odpowiadam Wam, że nie! I pewnie piszący te komentarze nigdy nie siedzieli za kierownicą, albo zdali prawo jazdy i siedzą tylko w domu, żeby nie spowodować podobnego zdarzenia. Jeśli jednak mają to prawo jazdy i jeżdżą tak dobrze, że nie mieli stłuczki ani strasznego w skutkach wypadku, to życzę im, aby nadal mieli więcej szczęścia niż pary w gębie.

    A wracając do tego feralnego dnia, w którym młoda dziewczyna przeżyła istny koszmar, to pamiętam, że mgła była tak duża, że jadąc samochodem ulicą Warszawską nie przekraczałem 20 km/h. Widoczność była tak słaba, że gdyby nie pasy na środku jezdni, nie wiedziałbym którędy jechać. Trafił się nawet komentarz, że nie powinna ona jechać w taką pogodę skoro nie czuje się na siłach, ale warto wspomnieć, że w ową sobotę pogoda podczas dnia była piękna. Świecące słońce i wysoka temperatura nie dawały odczuć, że warunki mogą zmienić się tak kategorycznie. Wieczorem, będąc już w Turku musiała wrócić do domu i niestety wydarzyło się to nieszczęście.

    Na koniec chciałbym tym wrednym internautom powiedzieć, że jeśli nie wydarzyła się im taka tragedia w życiu (i bardzo dobrze) i nie musieli zrozumieć tego na własnej skórze, albo nie umieją zrozumieć tego, co mogłoby im się wydarzyć, to niech nie piszą takich komentarzy, bo czasami warto troszkę pomyśleć, zanim się coś powie. Łatwo jest Wam wydawać osądy o innych, ale fajnie by było, abyście przyjrzeli się sobie i abyście to Wy nie wystąpili kiedyś w roli głównej. Nie znacie dnia ani godziny, miejsca ani zdarzenia, więc… Nauczcie się choćby współczuć…

    Popełniłem samobójstwo – popełniłem błąd

    Co tydzień czytam w naszej lokalnej prasie o jakimś samobójstwie. To przerażające, że młodzi ludzie – synowie czy ojcowie decydują się na taki krok. Brak pieniędzy, miłosny zawód i poczucie beznadziejności sprawiają, że popadamy w depresję. Przestają nas cieszyć zwykłe rzeczy, a nasi najbliżsi i najważniejsi członkowie rodziny stają się dla nas obojętni. Czasami chcemy komuś coś pokazać, udowodnić, czasami w taki sposób chcemy zwrócić na siebie uwagę. Nie ważne jaki jest powód naszego załamania, każdy z nich jest tak samo ważny. Sam czasami przechodziłem różne stany emocjonalne, wpadałem ze skrajności w skrajność, czułem że nie wyrabiam w świecie, w którym liczy się pieniądz. Też miałem czarne myśli, ale na szczęście nigdy nie popełniłem tego błędu – samobójstwa. Choć miałem wielkie opory przed tym, żeby pójść do psychologa. Choć tak bardzo się tego wstydziłem, dałem się namówić. Jeśli złamiemy sobie rękę, nogę idziemy do lekarza. Tak samo powinno być, jeśli nie potrafimy poradzić sobie z jakąś myślą. Przecież psycholog to tak samo lekarz.

    Gdyby każdy z Was samobójców miał szansę na drugie życie, z pewnością byście później powiedzieli – ale szczęście, że się nie zabiłem, popełniłbym największy błąd. Problemy kiedyś się kończą, przeszkody znikają i zaczynamy żyć pełnią życia. Dajcie więc sobie szansę, a przede wszystkim dajcie szczęście swoim rodzinom. Nie ważne jak wielki mielibyście problem, żaden z nich nie jest wart waszego życia. Jesteście potrzebni rodzinie, znajomym, lokalnej społeczności i światu. Rozmawiajcie o problemach ze swoimi rodzicami, dziećmi, żonami, mężami, kolegami czy koleżankami. Dajcie szansę innym na podanie Wam argumentów przywracających sens życia. Nie dajcie się zabić swojej „głowie”, bo nie sztuką jest umrzeć, lecz sztuką jest żyć.

    Jeśli boicie się rozmawiać z najbliższymi Wam osobami o problemach, zawsze możecie szukać pomocy poprzez telefon zaufania. Podaje tutaj link do wyszukiwarki „Google” z hasłem „telefon zaufania”. Może warto zadzwonić?! Nie bój się szukać pomocy, w końcu ceną może być Twoje życie.

    Chciałbym też apelować do rodziców, aby znaleźli troszkę czasu dla swoich dzieci. Nie lekceważcie u swoich pociech gorszego nastroju, pytajcie, rozmawiajcie. Jeśli nawet usłyszycie od potrzebujących pomocy, słowo „samobójstwo”, nie reagujcie płaczem, nie drwijcie z tego, nie zostawiajcie problemu. Rozmawiajcie z nimi tak, jakby nic się nie stało, żeby nie poczuli się gorsi, żeby nie poczuli wstydu i żeby wiedzieli, że mają się do kogo zwrócić i komu zaufać.

    Każdy z nas ma prawo popełnić w życiu błąd, każdy z nas ma prawo to naprawić. Dziś już wiem, że popełnione za młodu głupie błędy zawsze obarczać będą moją osobę wśród moich najbliższych. To nauczyło mnie pokory i zrozumienia, że błędy są częścią naszego życia. Dlatego teraz staram się być człowiekiem uczciwym i uczynnym. Ale czy mógłbym to naprawić gdybym popełnij samobójstwo?

    Życzyłbym Wam i sobie, żeby już takie smutne wieści nie docierały z naszych gazet. Żeby wszystko jakoś się ułożyło i wróciło do normy.

  • Listopad
  • Strzałkowo – miasto czy wieś?

    Każdy mieszkaniec Słupcy czy okolic powinien wiedzieć, że Strzałkowo to największa wieś w Polsce. Liczba mieszkańców przekracza 4 tysiące, więc spełnia warunek do nadania mu praw miejskich (wymagane 2 tysiące). W dodatku spełnia szereg innych warunków, które muszą być spełnione by nadać wyżej wymienione prawa. Przynajmniej 60% mieszkańców musi utrzymywać się z działalności pozarolniczej. Brak zabudowy zagrodowej w części miejskiej, posiadanie wyodrębnionego centrum, czy posiadanie niezbędnej infrastruktury technicznej – wodociągów, kanalizacji, chodników.

    Wydawać by się więc mogło, że Strzałkowo spełniając wszystkie te warunki, powinno być miastem. Jednak decydującą rolę odgrywają sami mieszkańcy. To właśnie ich większość musi zadecydować, czy chcą nadać mu prawa miejskie czy nie? To dziwne, ale jeśli zakupię na przykład samochód powyżej 3,5 tony, to nie stanie się on samochodem osobowym tylko dlatego, że ja tak chcę. Tak samo powinno być z nadawaniem praw miejskich. Skoro spełnia wszystkie warunki, w dodatku przerastając je we wszystkich dziedzinach, to nie powinno być wyboru. W tym przypadku jest inaczej i dlatego Strzałkowo obecnie jest największą wioską w Polsce.

    Pewnie niektórzy myślą, że mieszkańcy Strzałkowa z chęcią powinni odciąć się od wsi na poczet miasta, by wreszcie stać się mieszczanami. Jednak na „nie” przemawia wiele czynników, głównie finansowych. Wyższe podatki, czynsz za wodę czy inne media nie przyciągają mieszkańców do opowiedzenia się za nadaniem mu praw miejskich. Dziś na wsi standard życia jest taki sam jak w mieście, a w przypadku samego Strzałkowa nawet lepszy. Mniejszy ruch, niemalże rodzinna atmosfera, ośrodek zdrowia, dworzec PKP, kościół, kilka zakładów pracy, szkoły i sklepy wyposażone niemal we wszystkie niezbędne do codziennego życia artykuły. Wieś ma własny klub piłkarski, stadion „Orlik”, znane restauracje i mleczarnię – moim zdaniem oferującą najsmaczniejsze produkty!

    Mieszkańcy dzisiejszego Strzałkowa powinni więc być dumni z tego, że tam mieszkają. Mieszkają na wsi, zaopatrzeni we wszystko co potrzeba, wśród pięknych domków i kamienic oraz czysto i ładnie wyglądającej głównej ulicy. Nie pozostało mi nic innego jak pozazdrościć jego mieszkańcom wyboru i trzymać kciuki, by wiejski klimat utrzymał się tam jeszcze długi czas, bez względu na ilość mieszkańców…

    „Wojna” lokalnej prasy na derwisy internetowe

    Nie wiem czy zwróciliście na to uwagę, ale w ostatnim czasie widać, że obie nasze gazety „Słupecka” i „Kurier” walczą ze sobą już nie tylko o sprzedaż gazet papierowych, ale również o czytelnika internetowego. Strony obu gazet zmieniły swój wygląd, a ich treść jest regularnie aktualizowana. Wcześniej bywały nawet roczne przestoje, co kwitowane było złośliwymi komentarzami. Rewolucja zaczęła się od strony „Kuriera Słupeckiego”, który to odnowił swój szablon. „Gazeta Słupecka” podjęła rzucone rękawice i zrobiła to samo, lecz troszkę później. Ciężko określić, która strona była lepsza pod względem graficznym, ale zdecydowanie „Kurier” częściej aktualizował swój serwis. Wydawało mi się nawet, że „pisarze” ze „Słupeckiej” przegrali wojnę i znudziło im się publikowanie wieści online. Teraz jednak przeszli do kolejnej ofensywy i stworzyli serwis pod nowym adresem.

    Chyba od zawsze i na zawsze, strona „Kuriera” będzie bardziej popularna już nie tylko ze względu na jej zawartość, lecz adres internetowy mający końcówkę „pl”. Strona „Słupeckiej” z końcówką „com.pl” nie mogła nigdy dorównać pierwszemu serwisowi. Dlatego stworzono nowy adres, który już nie tylko kojarzony będzie ze Słupcą, ale również z gazetą (gazetaslupecka.pl). W dodatku kolejna metamorfoza zawartości może nieco podwyższyć ją w rankingu wśród słupczan. Na stronie znajdują się nowe wieści, nocne dyżury aptek, kursy walut, prognoza pogody, możliwość wyboru wiadomości według autora i co najciekawsze, poprzedni numer gazety papierowej online w wersji flash. Można na monitorze przewracać karteczki w taki sposób, jakbyśmy robili to w rzeczywistości. Oczywiście strona „Kuriera” nie odbiega swoją zawartością od konkurentki. Na stronie również są aktualne wiadomości, prognoza pogody, kursy walut, w dodatku wiadomości podzielone są na regiony powiatu oraz najciekawszy według mnie dział kalendarz imprez. Dzięki niemu nie przegapiam ciekawych wydarzeń rozrywkowych czy sportowych.

    Mam nadzieję, że dalsza konkurencja i walka o pozycję nie zranią na tyle jednej z nich, że któraś padnie. Zdrowa rywalizacja na tym rynku jest naprawdę potrzebna, bo gazety nie dość, że są dość drogie, to jeszcze nie mają szans z takim medium jak internet. Bieżąca aktualizacja i możliwość komentowania jest niezaprzeczalnie ciekawszą formą komunikacji z czytelnikiem, niż papierowe wydanie gazety, które prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości przejdzie na drugi plan…

    Tesco w Słupcy

    W poniedziałek 9 listopada miało miejsce oficjalne otwarcie Tesco w Słupcy. Co prawda nie chciało mi się iść na samo otwarcie o 9:00, ale kilka godzin później przeszedłem się z ciekawości. Parking oblężony był przez samochody i oczekujących na wolne miejsca. Nie było szans na zaparkowanie. Gdy otworzyły się drzwi i przeszedłem tzw., ganek, ukazała się przede mną wielka hala marketu. Na początek zrobiła na mnie wrażenie, bo w odróżnieniu od innych wielkich sklepów w naszym miasteczku, jest o wiele większa. Budynek jest dość długi, w dodatku kwadratowy, czyli również szeroki. To sprawia, że jest w nim dużo miejsca i asortymentu. Na początek dość przestronny dział z warzywami i owocami, następnie nabiał i inne „lodówkowe” jadło. Ważne jest to, że sięgnięto również po nasze lokalne przysmaki, mam na myśli produkty z mleczarni ze Strzałkowa. Jest też oddzielny dział z mięsem czy świeżym pieczywem. Długie półki z napojami, słodyczami i gadżetami. Nie ma jednak takich produktów jak filmy DVD, ciuchów czy RTV i AGD, na które liczyłem najbardziej.

    tescoo

    tesco
    Zrobiłem tylko jedną fotkę z zewnątrz, ponieważ nie chciałem zabierać Wam frajdy z obejrzenia tego co jest w środku ;)

    Patrząc na asortyment spożywczy zauważyłem, że jest w nim mnóstwo markowych produktów cenionych w moim domu, jak i te całkowicie nieznane. Dlatego porównując ten market do innych w naszym mieście, jest to dla mnie jakby połączenie „Polo” z „Lidlem”, czyli dobrych produktów z szajsem. Muszę się jednak poskarżyć, że w Tesco nie ma mojego ulubionego ketchupu „Kotlin”! Jak to możliwe?! Niestety po pierwszej wizycie nie miałem za bardzo miejsca na to, by się rozejrzeć dokładniej. Tłum ludzi oblegał cały market i kręcenie się w nim było dość męczące, dlatego po zakupieniu potrzebnych produktów opuściłem lokal. Na szczęście takie dni nie będą trwać wiecznie i po zapoznaniu się z nim, wielu klientów nie będzie już tak tłumnie go szturmować. Uwierzcie mi jednak, gdyby Ci wszyscy ludzie mieli wejść do „wielkiego Polo”, z pewnością by się nie pomieścili.

    Jak na Tesco nie jest to aż tak wielka hala, ale ilość miejsca między pólkami i ilość produktów, jak na nasze miasteczko jest naprawdę imponująca. Jest to zdecydowanie największy tego typu sklep i z pewnością znajdzie sobie wielu zaufanych klientów. Ceny produktów są zróżnicowane, niektóre są tańsze, a inne droższe niż u konkurencji, ale to już chyba normalne w tej branży. Wielkim plusem tej sieci są z pewnością godziny otwarcia, które dają nam możliwość robienia zakupów od 7 do 23. Wcześniej po 21 można było zrobić zakupy jedynie na stacji CPN, czyli dwa razy drożej i nie wszystko. Minusem jest zdecydowanie mały parking jak i wyjazd ze skrzyżowania ulic Kilińskiego i Kopernika. Duży ruch z każdej strony uniemożliwia wyjazd skręcającym w lewo. Na szczęście niektórzy kierowcy to rozumieją i przepuszczają się wzajemnie.

    Na koniec powiem, iż mam nadzieję, że pojawi się tam też ketchup marki „Kotlin”, wtedy z pewnością częściej będę odwiedzał ten sklep i cieszył się z tego, że mogę zrobić konkretne zakupy w jednym sklepie, a nie jak do tej pory latać po kilku w poszukiwaniu interesujących mnie produktów.

    „Marycha” przed sądem

    W ostatnim numerze „Kuriera” można przeczytać ciekawy artykuł, na temat przebiegu wydarzeń z dnia 12 lutego 2009 roku, w którym to mieszkaniec Słupcy Mariusz K. zwany „Marycha”, pobił w hotelu pracowniczym w Koninie 66-letniego mężczyznę. W wyniku obrażeń po kilku dniach mężczyzna zmarł w szpitalu. Ruszył już proces w jego sprawie i morderca zeznał przed sądem, że niczego nie pamięta. Przyznał też, że od wiosny zeszłego roku, od czasu kiedy wrócił z Anglii zażywał sterydy. Z tego co mi wiadomo, to ten człowiek ze sterydami jest na „ty” już od bardzo dawna. Pamiętam jeszcze słynny lokal „Alicante”, przy którym to co piątek „Marycha” pilnował tzw., porządku. Już wtedy był nieprzyzwoicie wielki jak na człowieka, który nie miał nic wspólnego ze „wspomagaczami”. Jak dodano w artykule prasowym, był człowiekiem bardzo spokojnym. Może i był, ale tylko dla swoich kolegów. Stojąc na „bramce” jako ochroniarz, często zdarzało mu się przez „przypadek” dać w twarz pijanemu człowiekowi wychodzącemu z lokalu. Pokazywał tym samym swoją siłę, którą wcześniej zdobył na siłowni po zażyciu sterydów…

    Stanął teraz przed sądem, by wreszcie wytoczyć mu karę za śmiertelne w skutkach pobicie. Grozi mu nawet dożywocie, a opinia publiczna wręcz domaga się takiego wyroku. Oczywiście teraz oskarżony będzie chciał się wyplątać „niepamięcią”, ale skoro był pijany jak przysłowiowa „bela”, a w dodatku zażywał sterydy i kto wie co jeszcze, to pewnie poniekąd takie tłumaczenie złagodzi mu nieco wyrok. Ale to chyba dobrze, bo czy kara dożywotniego więzienia jest sprawiedliwa? Czy taki człowiek mając świadomość, że resztę swojego życia spędzi w więzieniu, będzie miał jakąkolwiek możliwość, żeby zrozumieć swoje błędy i przejść pomyślnie resocjalizację? Ja jako uczciwy podatnik, nie chcę aby Mariusz K. przez cały swój nędzny żywot utrzymywał się z moich pieniędzy. Wydaje mi się, że kara dożywocia jest niepotrzebna nie tylko w przypadku słupczanina, ale i w ogóle. Uważam, że powinien odsiedzieć 20 do 25 lat i jeśli dożyje, to wyjdzie na wolność w wieku około sześćdziesiątki. Wtedy to dopiero będzie dla niego kara, gdy na świecie nie będzie już jego bliskich, a ułożenie sobie nowego życia w tym wieku będzie zakrawało już o bezsens. W dodatku poczuje co stracił przez swoje nieodpowiedzialne czyny, a piętno jakie będzie ze sobą nosił, będą chyba dla niego największą karą.

    Na koniec, polecam Wam zapoznać się z fragmentem zeznania świadków opublikowanych w „Kurierze Słupeckim”, które wręcz powalają na kolana.
    […]Leżałem już w łóżku, kiedy ktoś zaczął mocno walić do moich drzwi. Podszedłem do drzwi i zapytałem, kto tam? Nikt nie odpowiedział, za to zaczął jeszcze mocniej walić. W pewnym momencie na hałasy na korytarzu zareagował mieszkający naprzeciw Stanisław W (66 l.), emerytowany pracownik „Fugo” od dłuższego czasu mieszkający w hotelu pracowniczym. Wtedy Mariusz K. odszedł od drzwi Ireneusza R. i zaczął dobijać się do pokoju pana Stasia. Po chwili na 8. piętrze pojawiła się Agnieszka N., recepcjonistka. – Tłumaczyłam napastnikowi, żeby się uspokoił i zszedł na dół, bo czeka tam na niego kolega, Tomasz H. On jednak nie reagował. Kiedy pan Stasiu otworzył drzwi, Mariusz K. od razu zaczął go bić. Zaparł drzwi od mieszkania, ale przez szparę miedzy drzwiami, a futryną widziałam, jak położył się na Stasiu i go dusił. Krzyczałam, żeby puścił Stasia, ale do oskarżonego nic nie docierało, wpadł w jakiś szał. Nic się nie odzywał, tylko bił Stasia – dodała.
    Recepcjonistka, choć była w szoku, w hotelu zaczęła szukać mężczyzn, którzy mogliby pomóc emerytowi. Udało się jej przyprowadzić dwóch młodych mężczyzn mieszkających na 9. piętrze. Ponadto, ze swojego pokoju wyszedł Ireneusz R. W trójkę udało im się otworzyć zaparte drzwi do pokoju, w którym „Marycha” katował bezbronnego 66-latka. Ireneuszowi R. udało się na chwilę obezwładnić słupeckiego bandytę. Moment ten wykorzystał pan Stasiu, który zdołał wstać. Po chwili, słupczanin ugryzł w rękę Ireneusza R. i wyszarpnął mu się. – Mariusz K. z taka siłą się wyszarpnął, że pan Irek wpadł na nas i wypchnęło nas na korytarz – mówiła recepcjonistka. Wtedy Mariusz K. zamknął drzwi na klucz i z pokoju znowu zaczęły dochodzić jęki pana Stasia. Choć mieszkańcy hotelu próbowali otworzyć drzwi, te nawet nie drgnęły – Zbiegłem na niższe pietra po pomoc, ale nikogo nie udało mi się znaleźć. Jak wróciłem, sprawcy już nie było. Stasiu leżał jakby pod stolikiem. Był jeszcze przytomny, poprosił bym wytarł mu twarz z krwi.
    66-latek wyglądał fatalnie. – Był cały we krwi, na koszuli miał ślady butów – tak wygląd pana Stasia wspomina Agnieszka N. – Wyglądał jak po wypadku samochodowym – mówił z kolei Krzysztof M., współlokator Stanisława W., który wrócił do pokoju w chwili, gdy sanitariusze zabierali 66-latka.[…]

    „Kurier Słupecki” (nr 44/349/2009, 3 listopad)

    Znaleziono sprawcę wypadku w Spławiu?

    W środę na kanale TVP Info podano informację, że znaleziono sprawcę wypadku w Spławiu, który śmiertelnie potrącił 24-letniego mężczyznę i 20-letnią kobietę. Nie udzielając im pomocy uciekł z miejsca wypadku. Podobno dzięki kamerze zamontowanej na światłach w Strzałkowie zidentyfikowano sprawcę. Jechał samochodem ciężarowym z przyczepą, bez prawego światła i lusterka. Domniemanym winowajcą jest 24-letni mieszkaniec okolic Środy Wielkopolskiej Piotr P. Prokuratura skierowała do sądu wniosek o zastosowanie trzymiesięcznego aresztu wobec podejrzanego, ale sąd go nie uwzględnił. Uzasadniono, że taka decyzja jest przedwczesna. Zachodzą bowiem podejrzenia, że winnymi wypadku są ofiary, które wtargnęły na jezdnię. Mężczyźnie grozi kara za nieudzielenie pomocy.

    Wcześniej dochodziły słuchy, że przyczyną śmierci nie było potrącenie, lecz zabójstwo. Jednak nie znaleziono żadnych dowodów na to, a podejrzani mieli w dodatku „mocne” alibi. Wygląda na to, że pierwsze podejrzenia policjantów, jako że przyczyną śmierci było potrącenie przez samochód ciężarowy, okazały się trafne.

    Funkcjonariusz policji

    To, że nie przepadam za policjantami, szczególnie z naszego miasta już kiedyś Wam pisałem. Wtedy jednak napisałem o tym w jednym zdaniu przy jakiejś tam okazji. Teraz jednak z dnia na dzień upewniam się w świadomości, że moja „nienawiść” nie polega tylko na tym, że są oni policjantami, lecz dlatego, że nie dają nam przykładu jak zachować się na drodze, parkingu czy w innych sytuacjach. Kiedyś do lokalnej gazety (nie pamiętam której) napisał oburzony mężczyzna, który przechodząc przez jezdnię w miejscu niedozwolonym, został zawołany przez policjanta gwizdem. Dla jednych jest to śmieszna sytuacja, dla innych niedopuszczalna, która w dodatku zniechęca do zaufania funkcjonariuszom prawa…

    Kiedyś słyszałem takie powiedzenie, że „kochamy policjantów, kiedy jesteśmy w potrzebie i nienawidzimy, kiedy wypisują nam mandaty”. Coś w tym jest, ale jest jeszcze wiele innych powodów, dla których ich nie lubię. Do naszej komendy od czasów rządu PiS-u, który chciał odmłodzić nieco kadrę policjantów, dając łatwiejszy dostęp do munduru młodym ludziom, zaniżył standardy egzaminacyjne. Do policji zaczęli trafiać ludzie, którzy wcześniej okupowali dyskoteki jako ochroniarze, znęcając się z nudów nad zabawowiczami na tak zwanej bramce. Dziś te osiłki ustalają zasady, wygląd i ogólne standardy. Niektóre rzeczy można wybaczyć – wielkość, w końcu policjant powinien swoim wyglądem nieco nas wystraszyć, by czuć przed nim respekt. Rozumiem, że niektórzy już z natury są niekulturalni i nie znają zasad zachowania się, jednak powinni wiedzieć, że swoim zachowaniem reprezentują nie tylko siebie, ale również całą policję.

    Aby trzymać się ładu i składu, przytoczę w punktach kilka zachowań policjantów ze Słupcy, które zauważyłem znajdując się w ich pobliżu.
    – W dni targowe pędzą po mieście na złamanie karku nie przekraczając 20 km/h, tamując tym samym uliczny ruch. Gotowi są do wielkiej akcji, jaką jest poprawne wypisanie mandatu. Rozumiem, że we wtorki i piątki Słupca przeżywa oblężenie ze strony okolicznych mieszkańców i trzeba pełnić funkcję prewencyjną. Jednak mogą to równie dobrze robić bez samochodu, przechodząc się po mieście.
    – Często na skrzyżowaniach nie włączają kierunkowskazu i nagminnie zapominają włączyć świateł.
    – Podjeżdżają pod „Netto” parkując w miejscu niedozwolonym wzdłuż parkingu w taki sposób, że kierowcy nie mogli z niego wyjechać. Dwaj policjanci udali się do sklepu na zakupy, by spędzić tam kilka ładnych minut.
    – Podjeżdżają na słupecki rynek i rozmawiają ze swoimi kolegami, którzy później na ich oczach „palą gumę” na ulicy.
    – Na wezwanie do akcji na terenie nieistniejącej już „Karczmy u Słowika” jadą 30 minut.
    – Na miejscu wypadku kierują do gapiów morały, zamiast zająć się swoją pracą i skutecznie przesunąć niepotrzebny tłum.
    – Podjeżdżają pod dystrybutor CPN, by po odejściu od niego podyskutować jeszcze z przypadkowo napotkanym kolegą doprowadzając do lekkiego paraliżu i białej gorączki kierowcy na nim stojącego.

    Nie wiem, jakie dostalibyśmy mandaty za wszystkie wyżej wymienione wykroczenia, jednak najbardziej przykre jest to, że owi panowie najwyraźniej czują się bezkarnie, służąc polskiemu prawu. Oczywiście, nie kieruję tych słów wobec wszystkich funkcjonariuszy policji, bo pewnie niektórzy poszli do tej pracy z misją, by pomagać i dawać przykład innym. Jest jednak niewielka grupa ludzi, która najwyraźniej nie nadaje się na to stanowisko, bo widząc ich zachowanie zastanawiam się, czy mają odznakę na piersi, czy mleko pod nosem…

  • Październik
  • Pijany kierowca recydywista

    We wtorek 27 października na trasie ze Słupcy do Giewartowa, doszło do czołowego zderzenia pojazdów osobowych. Oplem Astra kierował dwudziestokilkuletni pijany (około 2 promile) mężczyzna Zbigniew U. z Marcewka, który zjechał na lewy pas ruchu i uderzył czołowo w Opla Corsę, którą jechała mieszkanka Kosewa. Trafiła ona do szpitala w Słupcy ze wstrząśnieniem mózgu i podejrzeniem złamania nosa. Jak to już bywa w takich przypadkach, pijanemu kierowcy nic się nie stało.

    W tym przypadku najśmieszniejsze, albo jak kto woli najstraszniejsze jest to, że owy pijany kierowca Opla Astry w dniu, w którym spowodował wypadek odebrał prawo jazdy po tym, jak rok temu o tej samej porze zabrano mu je z powodu jazdy pod wpływem alkoholu. Wtedy w wydychanym powietrzu miał niespełna 1,3 promila. Teraz za ponowną jazdę pod wpływem alkoholu i w dodatku spowodowaniu wypadku powinien dostać dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, bo wynika z tego że zeszłoroczna nauczka nie dała spodziewanych rezultatów.

    Jaka to ulica?

    Czy zauważyliście zmiany, jakie zaszły ostatnio na naszych słupeckich skrzyżowaniach dróg? Otóż pojawiły się na nich słupki z tabliczkami informującymi nas o nazwach ulic. Dzięki temu poruszając się po mieście wiem, gdzie się znajduję. Często przejeżdżający turysta pytał się o jakąś ulicę, której nie potrafiłem mu wskazać. Żeby nie było wstydu ściemniałem, że jestem tu turystycznie i nie znam tego miasta. Teraz może nazwy wejdą mi w krew i nie będę już musiał się wstydzić, że nie znam swojego małego miasteczka. Daję tym samym wielki plus Ratuszowi, który w tym przypadku stawiając ładne słupki i oznaczenia nazw ulic, wykonał kawał dobrej roboty.

    Przydałoby się jeszcze, aby magiczne dwie ulicę o jednej nazwie „Jeziorna” zmieniono, choćby dla normalnej orientacji w terenie. Nie każdy bowiem wie, że ulice oddalone od siebie o kilkaset metrów, podzielone w dodatku przez inną ulicę oraz szkołę, noszą jedną nazwę. Z autopsji wiem, że odnalezienie mieszkańca na tej ulicy sprawia wiele kłopotu, nawet dla samochodowej nawigacji. Kręciłem się samochodem po tej ulicy szukając odpowiedniego numeru domu, którego w rezultacie nie mogłem odszukać. Na szczęście przechadzał się po ulicy jeden z mieszkańców, który pomógł mi w odnalezieniu zaginionej, drugiej części ulicy. Zobaczcie sami jak wygląda ulica „Jeziorna” na mapie „Google” klikając na obrazek poniżej.

    Skoro temat ulic rozgorzał nam na amen, to pociągnijmy jeszcze jedno ciekawe zagadnienie w tej kwestii. Zastanawia mnie sens oznakowania ulicy „Objazdowej” (obwodnica), która pomalowane ma pasy w bardzo dziwny i niezrozumiały dla mnie sposób. Dlaczego jadąc od strony Wrześni nie można skręcić w lewo na stację „Orlen” i odwrotnie, jadąc z kierunku Konina nie można wjechać na stację „BP”?. Czy to jest jakaś umowa między stacjami? Na początku tłumaczyłem sobie to tym, że jest to droga krajowa (K92) w połączeniu z dużym natężeniem ruchu, więc miała być w zamyśle bezkolizyjna. Jednak między obiema stacjami można wjechać w lewo do komisu samochodowego oraz do sklepu „U Jagody” i jakoś to nie stanowi problemu.

    Nie jest to może dla mnie aż takie ważne, ale jednak dla kogoś kto woli tankować na stacji „BP” jadąc od strony Konina, musi objechać pół miasta, żeby nie złamać przepisów ruchu drogowego i wyjeżdżając z niej, znów musi objechać pół miasta, aby udać się w stronę Wrześni czy Poznania. Jest to wyjątkowo głupie rozwiązanie. Przecież widoczność na tym odcinku drogi jest bardzo dobra i kolizyjność może wynikać tylko i wyłącznie z naszej nieuwagi, a nie słabej widoczności. Dlaczego więc oznakowano tą ulicę w taki sposób? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.

    SKP Słupca

    Piłka nożna w naszym kraju jest zdecydowanie najpopularniejszą dyscypliną sportową. Reprezentacja Polski, jak i ewentualna gra naszych klubów w europejskich pucharach oglądana jest przez miliony polaków. Oczywiście mieszkańcy naszego miasteczka też nie odstają od tej reguły. Wolimy jednak kibicować klubom, które występują w lidze mistrzów, bo poziom piłki nie dość że jest nieporównywalny z nasza Ekstraklasą, to z naszą lokalną drużyną nie ma nic wspólnego.

    Kilka tygodni temu wybrałem się po raz pierwszy w życiu na mecz naszego klubu piłkarskiego SKP Słupca, który reprezentuje nas w IV lidze. Na mecz skusiło mnie ogłoszenie w lokalnej gazecie, że rozgrywać będziemy potyczkę w pucharze Polski na szczeblu okręgu konińskiego z drużyną Avans Górnik Konin. Pogoda dopisała, więc wybrałem się na stadion ze swoją lubą. Od razu powiem, że nie było to wielkie widowisko, ale wynik zadziwił. Przegrywając 2:0, w ostatnich minutach meczu zdobyliśmy 3 gole, wygrywając to spotkanie i awansując do kolejnej rundy pucharu. Nie było to wielkie widowisko, jednak tak mnie przyciągnęło emocjami, że kilka dni później pojawiłem się ze swoją dziewczyną na derbowym meczu w Zagórowie z lokalnym ZKS Zagórów. Tutaj mecz wyglądał już całkiem inaczej – nasi wygrali 5:1.

    Zacząłem więc sobie rozmarzać o tym, by nasza drużyna zagrała w wyższej klasie rozgrywkowej, a nie miotała się na poziomie czwartej ligi, pogrywając z lokalnym Zagórowem, Kleczewem czy drużynami z małych wiosek. Po głębszej analizie jednak stwierdziłem, że na mecze naszego zespołu przychodzi niewielka garstka kibiców, więc dla kogo mieliby grać? Stadion jest niewielki, a na zmiany nie ma co liczyć, ale skoro nie ma zainteresowania ze strony słupczan, to nie ma sensu wprowadzać jakichkolwiek przebudowań. Z drugiej zaś strony, kto by za to wszystko zapłacił i czy kiedykolwiek by się zwróciło? Chyba nie. Może choćby awans do III ligi byłby tym przyciągającym kibiców na stadion miejski? Oczywiście trzeba by było znaleźć kilku sponsorów i piłkarzy, bo z tego co widzę, na naszym podwórku nie ma chłopaków, którzy mogliby cokolwiek zrobić w rozgrywkach z wyższych sfer. W końcu kilka lat w IV lidze na miejscu w środku tabeli mówi samo za siebie.

    Ja z chęcią będę się teraz wybierał na mecze piłkarzy ze Słupcy, by pokibicować sobie drużynie, do której jestem przywiązany – choćby ze względu na miejsce zamieszkania. Kibicować naszej kadrze narodowej już nie ma co, kolejne mecze o stawkę dopiero na Euro 2012. Klubowe puchary europejskie nie mają polskiego przedstawiciela, więc pozostaje mi wiara w awans zawodników SKP Słupca do III ligi. Oczywiście liczę też na kibiców i większą frekwencję.

    Autostrada A2

    Jak duże znaczenie dla naszej społeczności ma autostrada A2, mogliśmy przekonać się przy jej ostatnim remoncie. W ostatnim czasie remont zjazdu i wjazdu we Wrześni sprawił, że tysiące samochodów zjeżdżało na nasza 92ke, paraliżując niemal trasę na odcinku Września-Konin. Na naszej obwodnicy ruch był tak duży, że czasami trzeba było poczekać dwie kolejki na światłach, a na małym rondzie musieliśmy stać około 10 minut. Dojazd do Strzałkowa dla kierowcy był istnym koszmarem, szczególnie wtedy gdy spotkaliśmy na swojej drodze przeszkodę w postaci pojazdu wolnobieżnego. Sznur samochodów jadących z przeciwnego jak i naszego kierunku, nie dawał nam możliwości wyprzedzenia go, co sprawiało, że przejazd odcinka 5 km trwał nawet 20-30 minut.

    Na szczęście w tej sytuacji kierowcy Tirów jadących w stronę granicy polsko-niemieckiej lub w stronę Warszawy, nie muszą uiszczać opłaty za przejazd autostradą. W innym przypadku mogłaby nam się powtórzyć historia sprzed kilku lat, gdzie jazda samochodem do Konina kolidowała z szaleństwem, a bezpieczeństwo w żadnym wypadku nie mogło być zachowane. Koleiny kilkucentymetrowe, dziury w jezdni i na poboczach to w szczególności dla obcego kierowcy wielki dramat. Drugim naszym szczęściem w związku z remontem, to pora roku i pogoda. Latem, gdy asfalt jest mocno rozgrzany, a nacisk pojazdów ciężarowych jest bardzo duży w połączeniu z wielkim natężeniem ruchu, moglibyśmy stracić swoją gładką jak stół 92ke.

    Z wielką radością więc przyjąłem do wiadomości informację o tym, że wyjazd jak i wjazd do Wrześni z autostrady A2 jest już gotowy. Moje miasto wreszcie stało się wolne od ulicznego zgiełku przypominającego zakorkowane drogi wielkich miast, a ja znów czuje się swojsko…

    Obywatel też człowiek

    W „Kurierze Słupeckim” ukazał ostatnio bardzo ciekawy artykuł, na temat wizyty prezesa Związku Zawodowego Policjantów w Słupeckiej Komendzie Policji. Wizyta ta była podyktowana mobbingiem, jaki miał miejsce w Gnieźnie, po którym to jeden z funkcjonariuszy popełnił samobójstwo. Bez wiedzy komendanta słupeckiej Policji, sprawdzali jak wyglądają relacje między szefostwem a kadrą. Okazuje się, że nasz komendant nie ma nic złego na swoim sumieniu, a atmosfera w pracy jest dobra i ogólnie przewodniczący związku zadowolony jest z tej wizyty.

    Przewodniczący ów Związku udzielił krótkiego wywiadu panu Zbyszkowi Walczakowi z „Kuriera Słupeckiego”. Podobało mi się szczególnie jedno pytanie oraz odpowiedź jaka padła. „Czy nie ma pan wrażenia, że w policji obowiązuje jeszcze komunistyczny system wartościowania funkcjonariuszy? Mam na myśli współzawodnictwo, wyniki za wszelką cenę.” Odpowiedź: […] Czasy są podobne i ma pan rację, że nadal rządzi w policji statystyka, co też nakłada na komendantów ogromną presję, a to przekłada się na podwładnych. Przykład gnieźnieński pokazuje, że ktoś zapomniał w naszej firmie o tym, iż człowiek jest najważniejszy. Jeżeli komendant ma w głowie tylko wyniki, a nie podwładnych, to dochodzi do nacisków, presji, szantażu i to powoduje, że atmosfera się psuje. […].

    Okazuje się, że na komendantów narzucana jest odgórnie presja, aby statystyki wyglądały jak najlepiej. Przekłada się to później na policjantów, którzy muszą wykonać plan szefa i zrobić wszystko, żeby poprawić statystyki na siłę. Czy w związku z tym nie powinno się kontrolować władzę wyższą od komendantów, która nakłada tak wygórowane obowiązki zdobywania wyników? Może to właśnie tam powinno się wyluzować atmosferę, aby szefowie nie musieli przyciskać swoich pracowników do muru.

    Pamiętajmy, że na poprawianiu rezultatów ucierpi zwykły statystyczny mieszkaniec. Dlaczego? A no dlatego, że za jakiekolwiek przewinienie – nie zapięte pasy, nie włączone światła, czy kilkusekundowe zaparkowanie w złym miejscu kosztuje go mandat. Nie ma wtedy mowy o pouczeniu, tylko od razu trzeba ukarać i przypodobać się tym samym swojemu komendantowi. W końcu statystyka statystyką, ale nie tylko policjant jest tu człowiekiem.

    Nie pisałbym tego, gdybym nie miał w tej kwestii żadnych doświadczeń. Dostałem w życiu bowiem trzy mandaty i w każdym przypadku powiedziano mi, że nie ma możliwości pouczenia, bo wina jest ewidentna. To chyba oczywiste, że za poprawne parkowanie, zapięte pasy nie mógłbym dostać pouczenia, ponieważ moje zachowanie byłoby zgodne z prawem. Wiem, przewiniłem i zapłaciłem, tylko że w każdym tym przypadku miałem o Policji i jej pracownikach złe zdanie. Czy nabijanie statystyk i zadowolenie komendanta ważniejsze jest od zadowolenia zwykłego szarego człowieka? Jeśli tak, to nie dziwmy się napisom na murach typu „HWDP”, „psy”, czy „suki”…

    A może by tak fan club Lecha w Słupcy?

    Uważam, że Słupca jako 15-tysięczne miasteczko, leżące około 70-ciu kilometrów od Poznania, powinno mieć swój Fan Club Lecha. Pomogłoby to w zdobyciu biletów, załatwieniu dogodnego transportu, łączyło by kibiców i tworzyło wyjątkowy klimat. Biorąc pod uwagę fakt, że stadion jest w trakcie budowy i że za niespełna rok będzie miał ponad 46 tysięcy miejsc, fajnie by było zasiadać na jego trybunie z zaufaną grupą kibiców. Sam z chęcią zapisałbym się do takiego kibicowskiego fan clubu.

    Z tego co udało mi się dowiedzieć, to w 2006 roku już takie stowarzyszenie kibiców istniało. Niestety nie wytrzymało próby czasu i po niespełna pół roku zaprzestano rozprowadzania biletów, ze względu na niewielkie zainteresowanie. Dziś gdy klub gra coraz lepiej i ma zamiary na zdobycie mistrzostwa polski, a w przyszłości planuje regularnie grać w europejskich pucharach, z pewnością zainteresowałoby większą liczbę kibiców, by jeździć na mecze Kolejorza w Poznaniu. Pewnie sam klub przystałby na taką propozycję, by załatać wolne miejsca na nowym i wielkim jak na polskie warunki stadionie. Z pewnością klimat na takim obiekcie byłby niesamowity, a kocioł podczas meczów dawałby bezcenne przeżycia, za które z chęcią zapłacilibyśmy kartą mastercard.

    Czy znajdzie się ktoś, kto poprowadziłby taki FC Lecha w Słupcy? Mam nadzieję, że tak. Ale trzeba by było liczyć na większe zainteresowanie niż poprzednio…

  • Wrzesień
  • Wypadek czy zabójstwo?

    Chyba wszyscy słyszeliście o tragedii jaka wydarzyła się 12 września na trasie K 92 koło Spławia. 20-letnia kobieta i 24-letni mężczyzna (policjant), którzy zostali znalezieni martwi w przydrożnym rowie, rzekomo zostali potrąceni przez samochód ciężarowy. Tak przynajmniej twierdziła policja. Dziś jednak dotarły do mnie słuchy z dość dobrego źródła, że było to zaplanowane morderstwo…

    Ponieważ znam tylko strzępki prawdy i przypuszczenia, opiszę to w prosty i lekko plotkarski sposób. Odnaleziona w rowie martwa kobieta miała roczne dziecko. Nie związała się ona z jego ojcem, który rzekomo był bardzo o nią zazdrosny. Spotykała się ona bowiem z policjantem, którego ciało leżało przy zwłokach kobiety. Obok zwłok znaleziono dwa lusterka należące do samochodu ciężarowego, które porzucone tam zostały przez zabójców, by upozorować wypadek. Po sekcji zwłok policjanta okazało się, że brakuje w jego ciele dużej ilości krwi, której w ogóle nie było na miejscu wypadku. To podobno dało podejrzenia policjantom, że osoby te zostały zabite w innym miejscu i podrzucone do rowu…

    Zabójcami są podobno – ojciec dziecka 20-latki i jego brat. Prawdopodobnie motywem zbrodni była zazdrość. Zastanawiające jest tylko to, czy chcieli dać chłopakowi wycisk by pokazać mu, żeby trzymał się od niej z daleka, czy było to zaplanowane zabójstwo. Nie jestem w stanie w stu procentach powiedzieć na ile jest to prawdą, ale pewnie więcej dowiemy się z lokalnych gazet w najbliższy wtorek. Jeśli okaże się, że taka sytuacja miała miejsce, to zacznę uzbrajać się po zęby w różne gadżety służące do samoobrony zanim gdziekolwiek wyjdę.

    Fałszywy alarm

    Temat z pierwszych stron gazet sprzed kilku tygodni o tym, że wyjazd straży pożarnej do fałszywego alarmu kosztowało 10 tysięcy złotych, nie daje mi spokoju. Cała historia zaczęła się od tego, że do PSP w Słupcy zadzwonił mężczyzna, który przedstawił się i poinformował, że pali się jeden z bloków w Mieczownicy. Dyspozytor odbierający zgłoszenie oddzwonił do ów mężczyzny, który w rezultacie potwierdził, że zgłaszał pożar. Wysłano więc na miejsce jeden wóz ze Słupcy oraz z OSP Kąpiel i Ostrowite. Po dotarciu strażaków na miejsce okazało się, że nie ma żadnego pożaru, a alarm był fałszywy. Tak pokrótce wygląda zarys tej historii…

    Okazuje się jednak, że wyjazd trzech wozów strażackich kosztowało nasz budżet państwa aż 10 tysięcy złotych! Zastanawiam się, na jakiej podstawie naliczono aż tak wysokie koszty. Czy dojazd kilku strażaków ze Słupcy, Mieczownicy i Ostrowitego do miejscowości oddalonej o kilka kilometrów mogło nieść za sobą taki duży rachunek? Skoro tak nalicza się stawki wyjazdu na akcję, której w rzeczywistości i tak nie ma, to nie jestem zdziwiony, że brakuje pieniędzy w budżecie państwa. Nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić ile kosztowałaby ta akcja, gdyby alarm nie okazał się fałszywy? 50 tysięcy? 100 tysięcy? A może pół miliona? Hmmm, tego nigdy się nie dowiemy. Zrozumieć musimy jednak to, że na owe 10 tysięcy złotych, zwykły śmiertelnik musi pracować kilka miesięcy i codziennie dojeżdżać swoim samochodem do pracy i z powrotem. Na tym przykładzie zrozumiałem, że nasze pieniądze marnotrawione są na wyimaginowane koszty akcji, a w tym konkretnym przypadku koszty dojazdu.

    Chwała strażakom za to, ze narażają swoje życie dla ratowania innych. Jestem dumny z tego, że są ludzie, którzy idą tam z powołania by wypełnić swoją życiową misję – mówię tu o strażakach zawodowych. Nieco inaczej wygląda sprawa OSP. Sam pamiętam akcje, w których strażacy ochotnicy przyjeżdżając na miejsce zdarzenia byli kompletnie pijani. Jazda dużym i ciężkim samochodem pod wpływem alkoholu, w dodatku na sygnale to musi być świetna zabawa – dla nich. Wiadomo, że nie można mówić tu o wszystkich, ale są jednak tacy, którzy plamią dobre imię strażaków…

    Straciłem już kiedyś zaufanie do policjantów, czy lekarzy. Nigdy jednak nie straciłem go względem strażaków i nie wiem czy cokolwiek jest wstanie je zmienić. Jednak czuję niesmak względem osób, które naliczają tak duże koszty dojazdu, spadające na nas – podatników. Rozumiem, że gazeta podejmując ten temat na pierwszej stronie, chciała zwrócić uwagę ile kosztują nas niepotrzebne wezwania do akcji. Podsuwając artykuły prawne groziła potencjalnym szaleńcom, aby wstrzymali się z podejmowaniem głupich decyzji i zgłaszaniu fałszywych alarmów. Czy się to udało nie wiem i pewnie dopiero życie to zweryfikuje.

    „Kurier” vs „Słupecka”

    Pozwoliłem sobie na porównanie obu lokalnych gazet, pod względem ilości reklam. Ponieważ zawszę chcę być na bieżąco kupuję bez wahania obie na raz. Gdybym jednak miał wybierać jedną z dwóch na wystawie sklepowej, zdecydowanie wybrałbym „Kurier Słupecki”. Wystarczy spojrzeć na pierwszą stronę i zauważyć, że „Gazeta Słupecka” drukuje na niej niemalże tylko i wyłącznie reklamy. Nie chcę przesadzać, ale zajmują one prawie 80% strony, a widoczny jest na niej tylko tytuł najlepszego artykułu. Jeśli chodzi o proporcje z konkurentem, są one całkowicie odwrotne – w „Kurierze” reklamy zajmują niewielki procent strony głównej. Nie dziwić więc powinien fakt, że „Kurier Słupecki” na pierwszy rzut oka wygląda lepiej od swojego konkurenta.

    kontra

    Zwróćmy jednak uwagę na oba wydania nieco bardziej szczegółowo. „Kurier Słupecki” (KS) jak i „Gazeta Słupecka” (GS) mają po tyle samo stron – 40. Wielkość stron, nie licząc marginesów, mają zbliżoną do siebie. Wielkość strony „KS” wynosi 22,5/ 36 cm, co daje wynik 918 cm kwadratowych na stronę. Mnożąc ten wynik przez ilość stron, czyli 40, daje nam wynik 36,720 cm kwadratowych na jedno wydanie. Wielkość strony „GS” wynosi 25,5/ 38 cm, co daje wynik 969 cm kwadratowych na stronę. Mnożąc ten wynik przez ilość stron, czyli 40, daje nam wynik 38,760 cm kwadratowych. Z tego porównania wynika, że Gazeta Słupecka ma więcej powierzchni o 2040 cm kwadratowych, co daje niewiele ponad dwie strony więcej od Kuriera Słupeckiego.

    Orientacyjnie przeliczyłem ilość reklam i ogłoszeń na wszystkich stronach obu tygodników, aby stwierdzić jaki one zajmują procent. W „Kurierze” na całe wydanie gazety, czyli 36,720 cm kwadratowych, aż 10,129 cm zajmują reklamy i ogłoszenia. W przeliczeniu na strony, daje to niewiele ponad 11 stron. Procentowo więc, jest to około 28% jednego numeru. W przypadku „Słupeckiej” całe wydanie gazety, czyli 38,760 cm kwadratowych, aż 8592 cm zajmują reklamy i ogłoszenia. W przeliczeniu na strony, daje to prawie 9 stron. Procentowo więc, jest to niewiele ponad 22% jednego numeru.

    Dzięki tym obliczeniom, możemy dowiedzieć się, że w cenie „KS”, czyli 2,40 zł, aż 67 groszy wydajemy na czytanie reklam. W „GS”, która kosztuje 2,80 zł, za reklamy i ogłoszenia płacimy 61 groszy. Zważywszy jednak na to, że „Gazeta Słupecka” ma większy format stron i mniej reklam, w rezultacie produkuje o 4 strony więcej treści niż „Kurier Słupecki”. Biorąc pod uwagę cenę „KS” zakładam, że wydrukowanie jednej strony kosztuje 7 groszy. Owe cztery strony więcej kosztowałyby prawie 30 groszy.

    Pamiętajcie więc, że przy zakupie tej tańszej, albo tej droższej, nie zyskacie ani nie stracicie. Jedna daje Wam więcej reklam, za mniejszą cenę, druga zaś daje więcej treści, za wyższą cenę. Wybór należy do Was.

    Staw, park i plac zabaw

    Widząc ostatnio zmiany zachodzące w naszym parku, postanowiłem go odwiedzić. Zastałem tam nigdy nie spotykany ład i porządek. Nie ma już chwastów sięgających do pasa, ławki są odmalowane i czyste, środek parku jest obsadzony ładnymi kwiatkami, a alejki są wieczorem oświetlone. Nic tylko zwiedzać. W dodatku ten piękny zapach roślin, letnio-jesienny powiew wiatru i słońce przebijające się przez konary drzew. Trzeba przyznać, że „nasza” władza postarała się o park i naprawdę warto go teraz odwiedzić. Mało tego…

    [nggallery id=2]

    Obok stawku znajdującego się niemal w sąsiedztwie muzeum, również zauważalne są estetyczne zmiany terenu. Alejki obłożone są nowymi krawężnikami i wysypane „świeżymi” kamykami. Dołożono kilka ławek, posadzono nowe drzewka i przede wszystkim skoszono wysokie chwasty. Ludzie dziś widocznie z chęcią przesiadywali na ławeczkach, delektując się zadbaną zielenią i ślicznym widokiem. W połączeniu jeszcze z fontanną na stawku, która zmienia co kilkadziesiąt sekund swój repertuar „wypluwanej” wody, na który z wielką chęcią chciało się zerkać. Ale to nie wszystko…

    [nggallery id=3]

    Idąc w stronę „Orlika”, zrobiono nowy plac zabaw dla dzieci i małe boisko do koszykówki. Wygląda to bajecznie, szczególnie że nie jest to plac widmo, jak jeszcze niedawno sobie wyobrażałem. Stado dzieciaków harcujących jak myszki po atrakcjach wraz ze swoimi rodzicami, wygląda naprawdę atrakcyjnie. Zachęca to z pewnością rodziców, do zabierania swoich pociech na spacery i do bawienia się na całego. Boisko do koszykówki też bardzo często jest wykorzystywane w celu do tego przeznaczonym.

    [nggallery id=4]

    Jestem niezwykle zadowolony, że mogę sobie chodzić ze swoją dziewczyną za rękę po parku i nie wstydzić się tego, że jest tam brzydko. Stał się on teraz wizytówką naszego miasteczka i wjeżdżający doń od strony Konina, z pewnością na niego zerkają. Wygląda bardzo czysto i na szczęście nie wpadł jeszcze w oko wandalom.

    Przechadzając się po parczku, zadawałem sobie tysiące pytań, które przewijały mi się przez głowę. Wszystkie brnęły w kierunku – co się stało, że postanowiono zadbać o park? Czy zbliżają się wybory? Czy dostali dotację z Unii? A może decydenci podzielili się pieniędzmi przeznaczonym na jego uporządkowanie? Nie! Trzeba sobie powiedzieć szczerze i pochwalić tych, którzy tego dokonali. Nie musimy szukać podtekstów i oskarżać rządnych naszego miasta o złą intencję. Bez względu na to kto i co przyczyniło się do tego by uporządkować nasz park, uważam że zrobiono kawał dobrej roboty.

    Wcześniej wyjście na zielony skrawek miasta nie miał żadnego sensu. Przebijanie się przez wysokie chaszcze, siadanie na brudnych ławkach i oglądanie syfu nie ma już prawa bytu w tym miłym miejscu. Teraz pozostaje nam tylko trzymać kciuki, żeby ten stan nadal był utrzymany. Liczę również na młodzież, która dbać będzie o to miejsce i nie pozwoli sobie na jego niszczenie i zaśmiecanie. Zachęcam wszystkich słupczan i okolicznych mieszkańców, by przespacerowali się po naszych odnowionych alejkach parkowych i na własne oczy przekonali się, że dokonano tam wręcz cudu.

    Jako mieszkaniec miasteczka, chciałbym osobiście tym wpisem podziękować tym, którzy wreszcie zrobili porządek w parku, przy stawku oraz postanowili zrobić śliczny plac zabaw dla dzieci. Jestem Wam za to wdzięczny i jestem pewien, że nie tylko ja!

    GALERIA:
    [nggallery id=5]

    Przyszpitalny biznes

    Kilka dni temu gdy dowiedziałem się, że mój kolega znajduje się w szpitalu, postanowiłem go odwiedzić. Nie od dziś wiadomo, że za postój na przyszpitalnym parkingu trzeba płacić. Dlatego zawsze, gdy mam jechać w odwiedziny, uciekam na bezpłatny parking znajdujący się przed przychodnią „Hipokrates”. Oczywiście, nie tylko ja korzystam z tego parkingu udając się do szpitala. Ostatnio jednak spotkała mnie niemiła niespodzianka. Furtka wejściowa na teren szpitala była owinięta łańcuchem i zamknięta na kłódkę. Na dowód moich słów, zrobiłem trzy zdjęcia aparatem z telefonu komórkowego.

    Nie będę wnikał, kto czerpie zyski z naszego miejskiego szpitala. Jednak jest to troszkę nie fair, że jadąc w odwiedziny musimy płacić za pozostawiony tam samochód. Nawet pracownicy szpitala zostawiając swoje auto w godzinach pracy, muszą płacić! W dodatku mieszkańcy okolicznych bloków, mogą sobie wykupić miejsce parkingowe, które jest strzeżone. Przypuszczam, że właśnie z tej okazji zamykana jest furtka koło przychodni, aby nie kręcić się na placu przy szpitalu. Czy jednak jest to normalne, by w miejscu publicznym, ktoś rządził w taki sposób? Nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, że musiałem obejść dookoła by dostać się do szpitala. Czuję jednak, że jest to nie fair w stosunku do mieszkańców, jak i pacjentów. Pobierane są opłaty za parking, a żadnych wizualnych zmian na terenie obok przychodni i szpitala nie ma od lat. Wiarę w to, że będzie tam darmowy wjazd już dawno straciłem. Pozostaje jedynie nadzieja, że za prywatne pieniądze zrobią ładny asfalt, a parkingi nie będą zalane kałużami jak do tej pory.

    Brnąc dalej w temat, zastanawiam się dlaczego musimy płacić za folie ochronne, które zakładamy na obuwie? To przecież szpitalowi zależy na czystych korytarzach i salach. Niech szpital się martwi o to, by dać nam je całkowicie za darmo. Jak ja chciałem wejść na teren szpitala, to wywiesili mi kłódkę. Jak chciałem zaparkować przed szpitalem, musiałem zapłacić. Za czystość w szpitalu też muszę płacić, bo to przecież moja powinność. To jest niezdrowa praktyka, która już w większości szpitali zanika. Próba wejścia bez ochraniaczy na buty, kończy się za zwyczaj na niemiłym dialogu między zwykłym szarym człowiekiem, a personelem. Też bym chciał, aby moi domowi goście musieli zakładać przy drzwiach płatne ochraniacze. Miałbym w domu czysto i jeszcze bym zarobił kilka „groszy”.

    Kontrowersyjna jest też sprawa pobierania opłat, za możliwość oglądania telewizji na salach. Nie dość, że leżysz w szpitalu, to jeszcze musisz płacić za włączenie odbiornika. Wrzucanie monet do puszki, z której później jakaś prywatna firma czerpie zyski. To zakrawa na kpinę i paranoje. Taka dodatkowa usługa powinna być już wliczona w standard, a nie luksus. Podobno za dobę pobytu w szpitalu płacimy więcej, niż za pobyt w luksusowym hotelu. Może więc warto wybudować hotel, który będzie dobrze wyposażony, a zamiast recepcjonistki i pomocników hotelowych będą lekarze i pielęgniarki?

    Warto też poruszyć problem nadajników, które znajdują się na samym budynku szpitala. Rozumiem, że nie udowodniono złego wpływu fal nadajników telefonii komórkowej, ale w połączeniu z budynkiem, który ma za zadanie leczyć ludzi, wygląda to co najmniej niezdrowo. Oczywiście ktoś czerpie z tego profity, a ludzie którzy regularnie opłacają składki emerytalno-rentowe oraz ubezpieczenie zdrowotne już się nie liczą. Nie jestem zazdrosny, że ktoś ma z tego kasę, tylko wydaje mi się, że nadajniki i budynek szpitala nie powinny stać obok siebie, nie mówiąc już o ich bezpośrednim styku. Tym bardziej, że chyba każdy z nas na pierwszy rzut oka, widząc takie połączenie bardzo się zdziwił. Śmiesznie to wygląda, gdy przy wejściu na oddział wywieszone są plakietki zakazujące wnoszenia na sale telefonów komórkowych, a na dachu „wiszą” wielkie nadajniki. Wydawać by się mogło, że nasze miasto jest na tyle małe, że nie trzeba stawiać owych urządzeń w jego centrum i to jeszcze na szpitalu.

    Skoro już tyle opłat musimy uiszczać na terenie szpitala, to może jeszcze dołożymy jedną opcję. Ciekawym rozwiązaniem dla zamkniętej furtki koło przychodni „Hipokrates”, może być bramka, która po wrzuceniu monety np. dwuzłotowej, otworzy się dla jednego człowieka. Byłoby to kolejne genialne biznesowe rozwiązanie, które musiałoby się spodobać mieszkańcom. Niektórzy starsi i schorowani ludzie nie mieliby zbytnio wyboru, ale byłoby to dla nich i tak wygodniejsze niż obchodzenie całego terenu dookoła.

    Odwiedziłem już wiele szpitali w całym województwie wielkopolskim jak i w kraju. Jednak w żadnym nie spotkałem się z takim dziadostwem jak w Słupcy. Tak dużo płatnych rozwiązań naraz nie ma chyba nigdzie. Owszem, gdzie nie gdzie są jeszcze płatne ochraniacze na buty, czy opłata za telewizor, a nawet parking. Jednak nigdzie nie spotkałem się ze wszystkimi absurdami naraz. W dodatku wszędzie przejścia były otwarte i nie utrudniały dojścia do przychodni czy szpitala. Gdziekolwiek indziej podwiezienie pacjenta pod same drzwi, też nigdy nie stanowiło problemu.

    Morał z całej tej historii mamy taki, że nie ważne w jakim celu idziemy do słupeckiego szpitala i tak musimy mieć przy sobie portfel, a w nim pieniądze…

    Zmiana szablonu

    Ta strona (czyt. blog) istnieje zaledwie kilka tygodni. Od samego początku stworzona została na szablonie ogólnodostępnym, który masowo jest pobierany z angielskojęzycznych serwisów web-designerskich. Jego darmowa licencja uprawnia każdego użytkownika internetu do rozpowszechniania go i publikowania na własnej stronie. Aby stać się nieco bardziej oryginalnym, przygotowałem szablon, który w całości został stworzony przeze mnie. Kilka kresek, parę napisów, w miarę estetyczne rozłożenie.

    W sumie to i tak nie chodzi o grafikę, lecz o treść. Kończę więc swoje wywody na temat szablonu i biorę się do roboty (czyt. pisania).

  • Sierpień
  • A miało być ekologicznie…

    Pamiętacie jak media trąbiły wszem i wobec, każdemu z osobna i wszystkim na raz, że parlamentarzyści jak i władze dużych miast chcą zniesienia foliowych torebek w sklepach? Ja pamiętam bardzo dobrze, jednak do dziś nie rozumiem, o co tak naprawdę chodzi. Z tego co zrozumiałem, miało to poprawić czystość w miastach i na wysypiskach, z których tony „foliówek” uciekały i walały się po ulicach. W dodatku czas ich rozkładanie się, który rzekomo wynosi nawet 300 lat, miały odstraszyć sprzedawców od promowania tych jednorazowych toreb. Przyszedł więc czas na lansowanie większych, podobno ekologicznych – zazwyczaj zielonych, dużych i masywnych nośników do naszych zakupów.

    Sam stałem się posiadaczem jednej, jednak z przyzwyczajenia do starych nawyków, ciągle zapominam ją zabrać ze sobą. Często też zakupy robię spontanicznie i bez przygotowania. Kupując na przykład kilka produktów, których nie da się przenieść bez pomocy torby okazuje się, że równie nieekologiczną foliową siateczkę mogę sobie teraz kupić. Jej koszt nie jest duży, ale jednak po zmianach jakie zaszły we wszystkich słupeckich marketach, nie da się dostać jej całkowicie za darmo. Już marża z zakupionych produktów nie uprawnia nas do otrzymania tej wspaniałej, łatwo rozrywającej się siatki.

    Wydawać by się mogło, że ktoś postawił na ekologię. Jednak moim skromnym zdaniem, ktoś postawił na biznes. Skoro te „foliówki” zagrażają naszemu naturalnemu środowisku, dlaczego je jeszcze produkują i sprzedają? W końcu miały już nie walać się po naszych miastach. Praktyka nie wydawania reklamówek jest przestrzegana rygorystyczne, ale nic nie zmienia. No, może zmienia tyle, że ludzie z żalu do pieniędzy wydanych na słabe i beznadziejne jednorazówki, z pewnością kupują ich mniej. Ale to tylko połowa sukcesu.

    W sumie to nie mam nic przeciwko zakazowi wydawania darmowych reklamówek, jednak chciałbym, żeby ekologia wygrała z pieniędzmi i nie były one dostępne w ogóle. Skoro miały być wycofane, to niech tak się stanie. Szukamy ekologii w każdym miejscu, ale ten pomysł jest dla mnie uciążliwy podczas gdy robię zakupy. Często płacąc za towar, ponownie muszę sięgnąć do portfela, żeby zakupić nieekologiczną torbę za 7 groszy i wstrzymuję zapędzonych ludzi, którzy pokazują mimiką twarzy swoje niezadowolenie.

    Jestem jak najbardziej za, a nawet przeciw głupim przepisom, którymi standardowo nękani jesteśmy przez nasze władze. Ekologicznych rozwiązań można znaleźć tysiące, jednak najłatwiej jest wejść tam, gdzie szary człowiek ma swój udział. Nawet miałem w swoim zamiarze zrobić zakupy za 200 zł i poczekać, aż sprzedawca da mi te torby gratis w ramach dużych zakupów. Jeśli by mi nie dał, to czekałbym tak długo, aż to zrobi. Jednak ze względu na to, że jak to się mówi – „tu wszyscy wszystkich znają”, narobiłbym sobie tylko przysłowiowej siary – a po co? Nie pozostaje nam nic innego, niż dostosować się do tych moim zdaniem nieuczciwych praktyk. A miało być tak czysto i ekologicznie, a wyszło jak zawsze…

    „Cóż to było za morderstwo”

    Jeszcze kilka lat i takie tytuły ukazywać się będą w naszych lokalnych gazetach. Zmieni on tym samym rubrykę już istniejącą „Cóż to był za ślub”. W ostatnim czasie nasza lokalna społeczność zamienia się w jakieś krwiożercze bydło. Nie piszę tu o wszystkich, ale wyhodowanie dwóch brutalnych morderców rocznie, to naprawdę dużo, jak na tak małe miasto. Kilka miesięcy temu, jeden ze słupeckich „pakerów” zwany „Marycha”, pobił mężczyznę w hotelu pracowniczym w Koninie, który zmarł w szpitalu po kilku dniach. Teraz przyszedł czas na ojca, który chciał ułożyć przyszłość swojej żonie – zabijając ją – i sobie, próbując podciąć żyły. Nie wspomnę już o pięcioletnim synku, który nie będzie miał ani matki, ani ojca.

    Nie chciałbym przez czarny scenariusz przesiewać swoich wypocin, ale jestem pewien, że wkrótce takich beznadziejnych ludzi będzie więcej. To już chyba nie tylko tendencja naszego regionu, lecz całej Polski. Troszkę sterydów, troszkę narkotyków i do tego alkohol, który tak naprawdę powinni pic ludzie, którzy umieją to robić. Dzieciaki po naście lat, szprycują się różnymi hormonalnymi lekami, które wykorzystują do powiększania swojego bicepsa, który w następnym etapie testują na ludziach. Chwalą się tym jak ostatnio kogoś sklepali, wybili zęba lub bojąc się konsekwencji, maltretują swoje dziewczyny czy żony.

    Dostęp do narkotyków na dyskotekach, które na szczęście w naszym regionie powoli zanikają, to standard. Ćpanie na całego, alkohol, samochód i zabawa w – „jestem lepszy od ciebie”, często kończy się śmiertelnym wypadkiem, gwałtem lub innym niebezpiecznym rozbojem. Co tydzień nasze gazety donoszą o takich sytuacjach, że już sam nie wiem co o tym myśleć. Ostatnie wydanie „Kuriera Słupeckiego”, czy „Gazety Słupeckiej” pokazuje, w jakiej tak naprawdę mieszkamy dziczy. Aż strach pomyśleć, a co dopiero przejść przez miasto w nocy. Nie wiadomo co za frajer skorzysta z okazji by kogoś zabić lub okaleczyć.

    Uważam, że sąd nie powinien długo prowadzić sprawy sądowej wobec takich ludzi, jak mordercy żony, który zabił ją na oczach pięcioletniego syna i starszej kobiety, zadając jej kilkadziesiąt ciosów nożem, czy cwaniaczka napakowanego sterydami, który skatował swoją ofiarę. Dla takich degeneratów społecznych należy się bezwzględnie dożywocie, w dodatku w więzieniu o zaostrzonym rygorze i przy fizycznie ciężkich pracach. Dla gwałcicieli należy się podobna lekcja życia wśród więziennych pedałów i pedofilii. Wydaje się, że niektórym trzeba mocno wymieszać – za przeproszeniem – w dupach, żeby zrozumieli swoje czyny. Jeśli nie możesz się nauczyć kilku podstawowych zasad funkcjonowania w społeczeństwie, to gnij w pierdlu.

    Dopiero kończy się ósmy miesiąc roku i już mamy dwie ofiary. Gdyby na to wszystko patrzeć statystycznie, powinno w tym roku dojść do jeszcze jednego morderstwa. To głupie, ale nie zdziwię się jak to przewidywanie stanie się faktem. Kolejny niezadowolony mąż? A może sterydowiec się na kimś wyżyje? Hmmm, tego nikt nie jest w stanie przewidzieć, pamiętaj jednak, że zawsze może paść na ciebie.

    Na koniec chciałbym zaapelować do rodziców, którzy nie widzą problemu w tym, że ich 17-letni syn, ma w bicepsie 50 cm. Taki człowiek, w dodatku w tak młodym wieku nie jest w stanie naturalnie osiągnąć takiego wyniku, a szprycując się lekami dla ludzi ciężko chorych, psuje sobie nie tylko swoje ciało, lecz również „głowę”. Agresja i złość przepływająca przez młodego człowieka, który niekiedy nie zdaje sobie nawet sprawy z tego co robi, może zakończyć się źle dla niego i jego ofiary. Rodzice, nie wierzcie w zapewnienia waszych pociech. Przeszukujcie pokoje, zwróćcie uwagę na zachowanie. Nie lekceważcie swoich dzieci, bo później możecie „wyhodować” sobie mordercę…

    Gazeta z przyszłości

    Czytając „Kurier Słupecki” z 18 sierpnia 2009 roku, w rubryce „kronika policyjna”, znalazłem bardzo ciekawą informację, która miała się zdarzyć następnego dnia – tzn., 19 sierpnia. Wydarzenie zatytułowano „Ukradł łyżkę”, a dalsza część brzmi tak: „19 sierpnia w Strzałkowie nieznany sprawca dokonał kradzieży metalowej łyżki do koparki. Straty na szkodę firmy Strabag oszacowano na około 4 tyś. zł. Postępowanie w tej sprawie prowadzi KPP w Słupcy”.

    gazeta

    Już chciałem zostać bohaterem, tak jak w serialu „Zdarzyło się jutro”, ale niestety nie zdążyłem znaleźć tego miejsca i nie wiedziałem, o której godzinie nastąpiła kradzież. Szkoda, pewnie dostałbym nagrodę za ocalenie łyżki z rąk złodziei. Cóż, poczekam na kolejny numer, może wtedy mi się uda.

    Drugi Orlik w Słupcy

    Po wydaniu kilku państwowych (czyt. naszych) milionów na budowę Orlika, przyszedł czas na nową atrakcję – Orlika. Teraz nawet ci, którzy nie lubili gry w piłkę nożną, będą musieli zmienić swoje zainteresowania. Według „Gazety Słupeckiej”, koszt tej inwestycji wyniesie ponad milion złotych. Powstanie on między Liceum Ekonomicznym a Gimnazjum. Służył będzie również do gry w koszykówkę i siatkówkę.

    Ponieważ piłka nożna jest bezwzględnie najpopularniejszym sportem, takich obiektów nigdy dosyć. Z uwagi na jego lokalizację, wykorzystywany będzie z pewnością przez młodzież szkolną. Sam jako dzieciak mogłem zadowolić się jedynie boiskiem piłkarskim z asfaltową nawierzchnią. Jednak jak na niespełna 15tysięczne miasteczko, uważam budowę drugiego obiektu za zbędne. Nie chciałbym tu patrzeć wyłącznie na swój czubek nosa, ale fajnie by było, gdyby nasze władze zaskoczyły nas czymś nowym, czymś czego jeszcze nie ma. Na przykład oczyszczenie jeziora słupeckiego i przyciągnięcie turystów na czas letni, z pewnością dałoby niewspółmierne korzyści dla mieszkańców i budżetu miasta. Liczyłem również na poprawę stanu dróg choćby w samej Słupcy, nie mówiąc już o zaniedbanych ulicach powiatowych. Warto by też było poprawić wygląd amfiteatru, do którego prowadzi chodnik widmo i ulica w gorszym stanie od drogi piaskowej. Sam obiekt też nie wygląda lepiej. Płyty chodnikowe przed sceną są popękane i dziurawe. Drewniane ławki na zboczu dość urokliwego amfiteatru, straszą swoją łamliwością i wyglądem. To chyba jednak marzenia z innej bajki…

    Budowa drugiego Orlika to i tak lepsze rozwiązanie niż drugi skatepark, który nie dość że pochłonął mnóstwo pieniędzy, to jeszcze korzystać z niego będą tylko Ci, którzy jeżdżą na desce – wydaje mi się, że nie ma ich zbyt wielu. Dziś mogę jedynie pozazdrościć dzieciakom, że są młodzi i mają gdzie pograć. Cieszy też fakt, że miasto szybko wzięło się za stawianie drugiego boiska, które w niemal 70% finansowane jest z budżetu państwa. Wkrótce projekt Orlik 2012 zakończy swoją działalność i nie będzie już można liczyć na jakiekolwiek dofinansowanie.

    Mimo mojego średniego zadowolenia z drugiego boiska, daję punkt radzie miasta, że kuje żelazo póki gorące i buduje atrakcje dla młodzieży, która zamiast schodzić na przysłowiowe „psy”, chodzić będzie na stadion, by grać w piłkę nożną, koszykówkę czy siatkówkę. Jest szansa, że komputery przez chwilę będą wyłączone, a ilość pisków na skrzyżowaniach zmniejszy się o kilka na godzinę. Nie wiem czy do końca mogę na to liczyć, ale z pewnością w to wierzę.

    Kolejny market w Słupcy

    W Słupcy od kilku lat sukcesywnie buduje się nowe markety. Wielkie sieci handlowe zajmujące się głównie branżą spożywczą, wytępiły wręcz do zera lokalnych małych sprzedawców. Kupując dziś chleb, możemy to zrobić niemal jedynie w markecie lub piekarni. Dziś już wiadomo, że w Słupcy powstanie kolejny market, tym razem sieci Tesco. Może to i dobrze, kolejny wielki koncern zwiększając konkurencję, będzie musiał przyciągnąć do siebie nowych klientów atrakcyjną ceną, a co za tym idzie, inne markety pójdą w jego ślady.

    Moim patriotycznym zdaniem jednak, wszystko to mimo mniejszej ceny, często dumpingowej, nie jest zbyt korzystne dla naszej lokalnej społeczności. Nasze pieniądze idą na konta wielkich sieci, często zagranicznych, które wypływają w różne strony Europy. Czy nie lepiej by było, gdyby pieniądze obracały się w małych rodzinnych sklepikach i zasilały konta kilkuset rodzin? Tak już kiedyś było, zaraz po obaleniu komunizmu, jednak ze względu na wolny rynek, wprowadziło się do nas wiele wielkich sieci handlowych. Mimo obaw małych sprzedawców, które były uzasadnione, przyniosło to wielkie korzyści dla klienta. Niskie ceny, różniące się nawet o 50%, a niekiedy i więcej, nie dały szans na mały biznes spożywczy, który wręcz wysysał z nas pieniądze.

    Od czasu wyburzenia popularnego i znanego młodzieżowego lokalu w Słupcy „Karczma u Słowika”, w którym można było poskakać, napić się piwa w dobrym towarzystwie, czy pograć w darta lub piłkarzyki, powstanie kolejny market. Na razie jeszcze nie słyszałem nic oficjalnego, ale coś jest na rzeczy skoro budynek legendarnego wręcz baru został zrównany z ziemią. Jeśli to stanie się faktem, to młodzież będzie miała kolejne świetne miejsce spotkań. Teraz przydałoby się jeszcze wyburzyć kościół, kilka bloków i rozbudować dawny budynek dworca, by potencjalni klienci PKS mogli zimą przechadzać się po ciepłym supermarkecie.

    W Słupcy powstanie sklep sieci Tesco o powierzchni do 1000 m², oferujący w zależności od wielkości 3-5 tysięcy produktów. W asortymencie sklepu dostępna jest żywność, sprzęt elektroniczny czy odzież. Stanie się więc on również wielką konkurencją dla małych sklepików odzieżowych, które oblegają niemal dookoła słupecki rynek i ulice do niego przylegające. Wielkie sieci handlowe mogą sobie pozwolić na tańszą sprzedaż, ponieważ kupując towar w ogromnych ilościach, mają bardzo duże obniżki. Niestety małe rodzinne sklepiki nie mają takiej możliwości, a nawet jeśli by miały, pewnie cena w sklepie i tak by się nie zmieniła.

    Kierując się więc własnym interesem, nie dbam zbytnio o tych, którzy zarabiali na mnie duże pieniądze. Pozostaje mi tylko cieszyć się, że zwiększa się konkurencja. Może będzie to dla mnie powód do większych oszczędności, a to z kolei pozwoli poprawić mój standard życia. W takim razie zdrowy rozsądek wygrał z patriotyzmem, który na siłę chciałem zaszczepić w tej notce. Co z tego, że miejscowi zarabiać będą duże pieniądze, skoro wykorzystają do tego nas – konsumentów.

    „POM”, czyli Powolny Objazd Miasta

    Powolny Objazd Miasta – tak kiedyś mój kolega określił jazdę młodych na żelowanych chłoptasiów, bujających się samochodami po mieście, piszczących na każdym skrzyżowaniu, by za chwilę zwolnić i chwalić się swoim samochodem oraz lansować się jako… Pewnie w każdym miasteczku znajdą się tacy, co udając, że umieją jeździć samochodem, wariują nim po ulicach i w dodatku wydaje im się, że są fajni. To zrozumiałe, że tacy kierowcy, to po prostu jeszcze nie rozwinięci chłopcy (czyt. dzieci), którzy zamiast bawić się resorakami, dostali prawo jazdy i samochód od ojca.

    Siedząc na ławce i obserwując jezdnię, w ciągu pół godziny widuję nawet 10 razy ten sam samochód. Tuning pojazdu też czasami bywa komiczny, np., przyciemnione szyby, celowo rozwalony tłumik, śmieszne i nic nie znaczące obrazki na szybach, czy wreszcie głośniki zajmujące cały bagażnik. Oczywiście warto też wspomnieć o tuningu kierowcy, który nie dość że wydaje się za mały, to jeszcze pochylony jest o 70 stopni względem kierownicy. Duża dawka żelu i najlepiej solarium, które pewnie też wpływają na rozwój psychiczny młodego człowieka. Pominąłbym jeszcze najważniejszą rzecz. Towar (czyt. dziewczyna), który powinien siedzieć koło tak wspaniałego mężczyzny, przypominający nieco wymalowane panienki zajmujące stanowisko pod latarniami, to stały efekt “biednego” samochodu. Nie są one mądrzejsze od ów panów i zamiast ich ściągać na ziemie, jeżdżą z nimi z wywalonymi na wierzch zębami, toną tapety na twarzy, farbowanymi włosami i spódniczkami, których równie dobrze mogłyby nie mieć.

    Postoje lokalnych cwaniaczków na słupeckim rynku to już tradycja. Współczuję bardzo mieszkańcom tamtejszych kamienic, którzy pewnie nie śpią pół nocy, lub zmuszeni zostali do zmiany trybu życia. Jeszcze bardziej współczuję rodzicom, którzy bogu ducha winni dają samochód w ręce syna, a ten katuje go bez ograniczenia. Czasami zadaję sobie pytanie, gdzie jest policja? Można by było tym chłystkom wlepić mandat za co najmniej kilka paragrafów. Jednak kolega kolegi, znajomy znajomego, cześć czołem i kluski z rosołem sprawiają, że nikt nikogo i wszyscy wszystkich znają. Wytępienie więc popisujących się młodych kierowców jest raczej niemożliwe, nie ze względu na brak możliwości, lecz braku chęci i znajomości.

    Nie chcę wróżyć z fusów, ale tragedia na naszych drogach przez takich kierowców wisi na włosku. Nie zdziwię się jak w kolejnym wydaniu lokalnej prasy, któryś z nich stanie się głównym tematem. Nie chcę nikogo pouczać, nie chcę zbytnio krytykować ani mówić później – a nie mówiłem. Chciałbym tylko, aby na drodze było bezpiecznie, żeby rodziny nie musiały ginąć przez chwilową głupotę i brawurę szalonych chłopców.

  • Lipiec
  • Piesi, a nie pierwsi

    Od prawie dziesięciu lat jestem posiadaczem prawa jazdy. Często muszę przebić się przez Słupcę samochodem, oczywiście w granicach prawa. Staram się jeździć uważnie, z odpowiednią prędkością i tylko w jakimś celu. Krążenie po mieście z głośną muzyką w aucie, piskami podczas ruszania, to zabawa nie w moim stylu. Zawsze wstydziłem się tego typu zachować u innych kierowców. Nie o tym jednak chcę tu pisać.

    Jako nowy kierowca, tak skupiony byłem na drodze znajdującej się przede mną, że nie widziałem nawet znaków drogowych. Po jakimś czasie, musiałem zaszczepić w sobie kilka instynktownych zachowań. Teraz jadąc samochodem, zwracam uwagę na drogę, jej najbliższe otoczenie, czy zachowana jest odpowiednia odległość od auta jadącego przede mną. Ale to nie wszystko, trzeba zwrócić uwagę na znaki, redukować biegi, uważać na dziury w jezdni, skupić się na słuchaniu audycji radiowej i prowadzić dialog z pasażerem. Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele rzeczy robimy podczas prowadzenia pojazdu.

    Właśnie dlatego chciałbym prosić wszystkich pieszych, poruszających się szczególnie po Słupcy, aby zwrócili uwagę na to, że 1,5 tonowy pojazd przy nawet najmniejszej prędkości, może zrobić ogromne szkody natrafiając na ciało człowieka. Jako „stary” kierowca mam nie najlepszą opinię o mieszkańcach naszego miasteczka, jako pieszych. Bardzo często zdarza mi się gwałtownie hamować, bo „królewna” czy „królewicz” przechodzą przez jezdnię. Piesi wręcz wpadają na nią nie zwróciwszy uwagi, czy czasami nie nadjeżdża jakiś pojazd. Często jest nawet tak, że widząc nadjeżdżający samochód, wchodzą na pasy, bo tam jest miejsce dla nich.

    Nieraz po jakimś wypadku z udziałem pieszych, krążą plotki o tym, że kierowca jechał za szybko, że był pijany i Bóg wie co jeszcze. Zgadza się, nie wszyscy kierowcy są uczciwi czy rozsądni. Jednak często, jako kierowca spotykam się z wielką nierozwagą przez przechodniów, którzy mają gdzieś wszystko i wszystkich. Pamiętajcie jednak, że samochód będąc na ulicy jest jej „panem”. Czy naprawdę chcielibyście, aby kierowcy przejeżdżali przez chodnik, nie zwracając uwagi na pieszych? To by było wręcz głupie, tak jak utrudniający kierowcom życie piesi wbiegający na ulicę. Niektórzy przekonując się o sile uderzenia samochodu, zaczynają widzieć więcej niż tylko pasy na jezdni. Inni pomyślą o tym problemie dopiero wtedy, gdy zdobędą prawo jazdy i będą musieli nagle hamować 1,5 tonowym rozpędzonym pojazdem. Może gdy poczujecie strach tak wielki, że ciało Wam odrętwieję, zrozumiecie o czym piszę.

    Dołóżcie więc do swojej uwagi względy niemożności kierowców i pomóżcie sobie w bezpiecznym przechodzeniu przez jezdnię. Czasami łatwiej jest zatrzymać swoje niewielkie ciało przed pasami, niż pojazd kilkadziesiąt razy cięższy i poruszający się z dużo większą prędkością. Pozwólcie sobie przejść na drugą stronę jezdni, a nie drugą stronę świata. Czy chwila nieuwagi warta jest Twojego zdrowia lub życia?

    Rośnie nam skatepark

    U zbiegu ulic Sikorskiego i Kopernika rośnie nam skatepark, to znaczy tor przeszkód oraz rampa dla miłośników deskorolki. Fajna inwestycja, zważywszy na to, że w okolicy nie ma tego typu atrakcji. Po kilku latach walki lokalnych skat-ów o plac dla siebie i wielu obietnicach ze strony burmistrza oraz kilku nieudanych przetargach, powstanie parku stanie się wreszcie rzeczywistością.

    Na budowę miasto przeznaczyło ponad 270 tysięcy złotych. Zadaję sobie jednak pytanie, czy warto było przeznaczyć na ten cel aż tyle pieniędzy? Bawić się na tym będą nieliczni. Któż z Was śmiga na desce, a jeśli już, to kto z Was tak jeździ, żeby się na takiej rampie nie połamać? No właśnie, coś czuję, że za duże pieniądze będzie się bawić niewielka grupa dzieciaków, mająca na tyle umiejętności i odwagi, żeby się poruszać po takich przeszkodach. Reszta będzie sobie pewnie biegać po rampie, a jeszcze inni znajdą tam swoje miejsce na wieczorne zgromadzenia przy piwie.

    Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców całego powiatu oraz ilość pieniędzy wydanych na ten cel, wynika z tego, że każdy z nas, bez względu na wiek musiałby zapłacić ze swojej kieszeni około 4,50 zł. Może to nie jest wielka kasa, jednak zważywszy na to, że aż 60 tysięcy ludzi musi się na to złożyć, to daje już spory wynik. Czy nie lepiej by było przeznaczyć te pieniądze na budowę lodowiska na hali krytej, ściankę wspinaczkową, wielką salę bilardową czy kręgle, albo inne atrakcje, które mogą być czynne również zimą?

    Z pewnością koszt atrakcji wymienionych powyżej byłby dużo wyższy od skateparku, jednak z wielką pewnością udział w zabawia miałoby dużo więcej ludzi. W dodatku wstęp byłby odpłatny, co po jakimś czasie pokryłoby przynajmniej część kosztów związanych z budową tych obiektów. Nie jestem wcale przeciwny budowie parku dla deskorolkarzy, jednak uważam, że można było zrobić z tymi pieniędzmi lepszy użytek, jeśli chodzi o obiekty rekreacyjne. Jednak jako czynny kierowca, najlepiej by było, gdyby w Słupcy zrobiono chociaż kilka nowych osiedlowych ulic i naprawiono te zaniedbane…

    Wstęp do kina Sokolnia

    Bardzo się cieszę, że kino jest wyremontowane i ładne. Nawet zmiana nazwy z komunistycznej „Grażyny”, na „Sokolnia” nie stanowiło i nie stanowi dla mnie problemu. Najważniejsze jest to, że są wygodne fotele, ładne wnętrze i dobry dźwięk, a to zachęca do pójścia na seans. Naprawdę pod tym względem nasze kino nie odbiega standardem od tych w Koninie czy Poznaniu, choć z pewnością znajdą się tacy, którzy stwierdzą inaczej.

    Od momentu oddania kina do użytku, byłem w nim na trzech filmach. Dokładniej pisząc na horrorach, a jeden z nich („Piątek 13-go”) ociekał bardziej seksem niż grozą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wszystkie te filmy przeznaczone są dla osób dorosłych, a wpuszczają na nie dzieci. Już nie będę czepiał się szesnastoletnich dziewczyn czy chłopaków, ale wpuszczenie dzieciaków tak małych, że siadając w fotelu znikają nam z oczu, to już lekka przesada. Przecież te filmy były tak przerażające, że ludziska podskakiwali co kilka minut ze strachu, a mi w dodatku przez pół nocy śniły się koszmary, choć jestem fanatycznym horroro-maniakiem. Nie wyobrażam sobie, co takie dzieciaki przeżywały na tych filmach i jak odbiło się to na ich psychice.

    Może trochę jestem przesadny, ale czuję niesmak do ludzi, którzy pracując w Miejskim Domu Kultury, dopuszczają się takich zaniedbań, licząc na zyski i wpuszczając tam małe dzieciaki. Ale to jeszcze nie koniec absurdu, z jakim spotkałem się w kinie „Sokolnia”. Jeden z naszych mieszkańców, który jest wręcz znienawidzony przez młodą społeczność miasta, wchodzi sobie za darmo na seans i robi co chce. Głośno się śmieje, komentuje wydarzenia jakie mają miejsce w filmie, chodzi po sali, pije alkohol czy rozmawia przez telefon. Już nie będę wspominał o swojej biernej postawie, ale pracownicy kina wiedzieli kogo wpuścili, a nawet kilka razy starali się uspokoić tego człowieka. Wszystkie ich działania spełzły na niczym, a film który chciałem sobie obejrzeć na wielkim ekranie, stał się dla mnie wielkim niewypałem.

    Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek pojawię się jeszcze w tym kinie, to pracownicy będą mieć więcej rozsądku w swoim zachowaniu i nie pozwolą wpuszczać dzieci na horrory, czy ów człowieka, który z pewnością zniechęcił przybyłych na film do kolejnego odwiedzenia kina.

    Witaj świecie

    Takim tytułem zawsze witam się z użytkownikami na nowym blogu. To już któryś z kolei i pierwszy o Słupcy blog, który zamierzam prowadzić. Pozwólcie, że zachowam stu procentową anonimowość z racji tego, że jesteśmy niewielkim społeczeństwem, a nie chcę się narażać tym, którym moja prawda może w jakiś sposób szkodzić. Pisał tu będę na wszelakie tematy dotyczące miasteczka, jego mieszkańców, plotkach, które dręczą naszą okolicę oraz śledził będę dwie lokalne gazetki i odnosił się do informacji w nich zawartych. Mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać regularnie, a po każdej wizycie zostawicie ślad w postaci komentarza.